niedziela, 4 maja 2014

Pajdziom na bazar! Jak wygląda chiński targ? Świeża świnina i wielki ogór, wspaniałe ceny!

Miało być o KTV, ale mogłoby to wypaczyć obraz naszego życia. Tak naprawdę jesteśmy żebrakami. W każdym kraju, do którego się udawałyśmy z hasłem: "Będziem żyć jak królowie!", bardzo szybko zamieniało się ono w: "Mieli żyć jak królowie, a wyszło jak zawsze." Czy to Czeska Republika, czy to podróże po Europie Zachodniej (no dobra, tu nie mieli żyć jak królowie, a wg diety euro), czy też Mateczka Ukraina... Wszędzie zawsze było tak samo. Niczego poprzednimi doświadczeniami nienauczone, do Chin pojechałyśmy z nadzieją. Oczywiście jak zawsze nie mamy pieniędzy i  żywim się nie w luksusowych restauracjach (gdzie można skosztować nogi krokodyla lub żółwia w sosie własnym), a w swojskim Karfie i na lokalnym targu.


Targ ów, to tak naprawdę malusia uliczka wzdłuż której Chińczyki wystawiły swoje przeróżniste stragany z owocami, warzywami i... nie tylko.


W Chinach można kupić kilka odmian bananów. Istnieją specjalne stoiska wyspecjalizowane w ich sprzedawaniu. Nie widać tego super wyraźnie, ale w środku cała podłoga jest zasłana zielonymi bananami. Tak ogółem to ważny element naszej diety! Banan zamiast kanapki:)


Można też zakupić wiele dziwacznych rodzajów ogórów. Nie są one w większości ogórkami. I w zdecydowanej większości są paskudne.



Dla miłośników mięsa jest świeżutka swinina! Można zakupić pyszniutką wątróbkę. Ba! Zazwyczaj są i świeżutkie raciczki, jednak tego dnia Pani miała gorszy dzień. Obawiacie się o higienę tego mięska? Nie ma o co! Pani z wielką łapką na muchy odgania wszelkie insekty:)






Targ jest też rajem dla miłośników warzyw. Wiele rodzajów sałat i innych zielonych warzyw jest dostępne każdego dnia i calutki rok. Dodatkowo nie ma potrzeby wybierać największej główki sałaty. Sprzedawana jest bowiem ona na wagę. Proszę! Oto wzór kapitalizmu!




Gdy ktoś idzie na lunch, warzywka na swoim stoisku nakrywa szmatą. Nie ma potrzeby martwić się, że coś ukradną.


Nie warzywa są bowiem sensem życia człowieka. Hazard! Całymi dniami WSZĘDZIE toczy się hazard. Chińscy emeryci spędzają tak KAŻDY dzień. Popijając herbatkę lub też trunki mocniejsze, całymi dniami rżną w karty lub też Mahjonga. Oczywiście na pieniądze! A tymczasem jedyny syn albo zięć od świtu do nocy pracuje w korpo na utrzymanie całej rodziny i dziadków (no dobra, Chińczyki nie są aż tak robotne - od 8 do 17tej).


Jest i coś dla miłośników kwasów omega 3. Świeżutkie, bo chwilowo jeszcze żywe, ryby, które niebawem zostaną brutalnie zaciosane przez Panią sprzedającą. Tego nie uwieczniłyśmy. Nie mogłyśmy na to niestety patrzeć. Nawet antropologiczna ciekawość ustępuje przy tym dość szokującym wydarzeniu. Nikogo prócz nas nie dziwi odrąbywanie głowy, czy skrobanie ryby na targowym stoisku.

A co Pani ma w siateczce? Pomidorki! Ale z wielką pożądliwością kieruje swój wzrok ku... tak tak. Głowie ryby! Niebawem będzie ją miała w kolejnej siateczce! Po czym dumnie poniesie ją do domu. Głowa ryby - najlepsza na zupę!


Można też kupić sobie wielki plaster takiego dużego ogóra. Próbowałyśmy. Takie trochę bez smaku. Bardzo tanie, ale... po co to jeść?


Lepiej ten pieniążek wydać na suszoną rybę, suszone małże, suszone krewetki albo suszone Bóg wie co. Ogółem pachną "odrobinkę" stęchlizną, ale na pewno wzbogacą smak zupy. A może jako snaki?

Na naszym targu można też kupić wszelkie niezbędne sprzęty domowe, jak te oto piękne klapki. Średnia ich cena to 4 PLN. Niestety należy uważnie dobierać rozmiary. Być może okaże się, że jednak nosisz 45tkę:)


Na uliczce można też wyczesać wspaniałą fryzurę. Ale o tym powstanie notka osobna!

To zdjęcie odkładałam na później i na później... jednak były i inne mięska, toteż nie można pominąć drobiu. Jeszcze cieplutki kurczak na niedzielny rosołek...


I ogromny tasak, którym Pani za chwilkę rozkroi brzicho kuricy! W środku, uwierzcie na słowo, czekają kolejne kury w klatkach... Keczupasowi z wrażenia aż się palec uwiecznił.



Białeczko można uzupełnić jednak w prostszy sposób. Katarzyna, jako wielka miłośniczka omletów, regularnie wybiera sobie kopę jaj na wagę.




Ładuje się je do sprytnego małego koszyczka, a później w siateczce niesie zgrabniutko do domu.


Miłośnicy obmierzłych jaj kaczych mogą nabyć również obmierzłe jaja kacze. Miłośnicy makaronów z chińskich zupek mogą nabyć makarony  z chińskich zupek bez potrzeby zakupu chińskich zupek. WSIO NA WAGĘ!


Proszę! Niech ktoś powie, że każdy biały ryż jest taki sam. My mamy swoją ulubioną odmianę - ryż z Dongbei'u. Wygląda jak ryż do pyszniutkiego risotto.


Na koniec najpyszniejsza rzecz, którą można zjeść w tym kraju. Słodziutki, soczysty ananasek. Całkiem inny niż te, które można zakupić w Polsce. Jesteśmy wręcz uzależnione od ich kupowania.


Bardo długo monopol na ananaski miały tak zwane "BURAKI". Pewnego dnia wszystkie chłopaki z owego uroczego stoiska (bodajże 5 ich tam jest, ale tylko ten na zdjęciu jest robotny) wyfarbowały się na piękny kolor buraczany. Na pewno tą samą farbą i w jednym salonie. Kolor niestety już się zmył, ale piękny ów pseudonim pozostał:) Takiemu burakowi zleca się obranie ananaska i on potulnie robi to, wykrawając artistico wzorki. I to wszystko w szalonej cenie 4 PLN.


Wśród Buraków wyróżnia się szczególnie jeden - tak zwany Zalotnik. Jak łatwo się domyślić, charakteryzuje się on wielką dozą zalotności i odwrotnie proporcjonalną dozą pracowitości. Nawet na zdjęciach z przyczajki wygląda wyśmienicie - zawsze jest bowiem gotów do pozowania.

Na dzisiaj koniec, ale targ ów pewnie jeszcze raz pojawi się w naszych notkach. Są to może Chiny nie piękne, nie nowoczesne, ale jednak bardzo autentyczne. Może na pierwszy rzut oka wygląda to strasznie, ale nas w pewnym sensie jara takie eko życie z wychodzeniem po świeże warzywka kilka kroków za nasz blok. Pomimo tego, że mieszkamy tu kilka miesięcy, zawsze znajduje się coś super, co sprawia, że czujemy, że warto było tu jednak przyjechać:)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza