czwartek, 27 sierpnia 2015

Na co wydać swoją pensję? Podróżnicza łiszlista Kejk Laoszy.

Czy zastanawialiście się może, jakie miejsca na świecie chcielibyście zobaczyć najbardziej? Najbardziej do tego stopnia, by popłakać się, gdy to marzenie zostanie spełnione. Keczup należy do ludzi, którzy na swojej podróżniczej wishliście mają cały świat. Ja mam mam pewnego rodzaju nerwicę planowania, więc i marzyć muszę w taki właśnie sposób. I to w sposób bardzo uporządkowany. Post ów będzie więc moją osobistą wishlistą. Jej zarys powstał dość dawno, maleńka jej część już została zrealizowana, jednak porządek musi być i usuwać nie ma co!

Tak więc.... tadam tadam.... oto 10 miejsc, które chciałabym zobaczyć najmocniej na świecie!

PRZYZNAJĘ, ŻE WSZYSTKIE ZDJĘCIA ZNALAZŁAM W INTERNECIE! 

1. Machu Picchu (Peru). 

wtorek, 25 sierpnia 2015

Turystyczna awangarda! - plażowanie, nurkowanie i obżarstwo w Kambodży

Hej ho! Awanturnicza wyprawa w nieznane powraca! Jak może pamiętacie z poprzedniej części wycieczki, hardo balowaliśmy w Phnom Penh (http://almostparadisse.blogspot.com/2015/06/kambodza-dzien-drugi-kawaii-krol.html). Zwiedzania było mnogo, nóżki boleli, a turystyczny duch powoli słabł. Początkowo mieliśmy zamiar wypocząć na tajskiej wyspie Koh Chang, ale większość zakrzyknęła: VETO! Chcemy plażować TERAZ! Po krótkim namyśle postanowiliśmy, Tajlandia to mainstream, znaczy ZŁO, idziemy pod prąd i jedziemy plażować na kambodżańskie wybrzeże!

Jak postanowili, tak też zrobili i następnego dnia o świcie wsiedliśmy w autobus do Sihanoukville, gdyż tam miał być najlepszy kurort w całej Kambodży! Pierwszym, co rzuciło się nam w oczy, był ten potężny baniak z kontrabandą (stawiamy na lokalny bimberek).

niedziela, 23 sierpnia 2015

Światowe życie! - urodziny Gavo, afrykańskie wesele i party w Hiltonie oraz dlaczego postanowiłyśmy zrezygnować z takich luksusów.


Być może pamiętacie naszą szaloną imprezę w Mariocie, gdzie po akceptowalnej jeszcze drogości napełniłyśmy cierpiące brzuchy jedzeniem normalnych ludzi (http://almostparadisse.blogspot.com/2015/05/o-tym-czy-polak-moze-zjesc-wiecej-od.html). Było to wydarzenie tak wspaniałe, że powrót do chińskiej rzeczywistości, głowy ryby, kury lub też kaczki bolał nas niezmiernie. Nasze znajome lolity miały chyba podobne spostrzeżenia, rozsmakowały się bowiem w chińskich gruponach tak bardzo, że co i rusz proponowały jakieś wyjścia, a to tysiąc kawałków sushi w wielkiej łodzi za jedyne pięć tysięcy juanów, a to wspaniała surowa ośmiornica czy inne obrzydlistwa prosto z morza. Opierałyśmy się długo, aż nadeszła okazja! Urodziny jednej z ziomalek, niejakiej Gavo. Mątwy i surowe raki zostały odrzucone (ku rozpaczy niektórych Chinek) i postanowiłyśmy udać się do... HILTONA!