piątek, 2 października 2015

Podróż do Japonii - szalona dzielnia Akihabara, Gundamy, maszyny i milion figurek!


Jak może wiecie (lub nie wiecie) kilka dni temu wróciłyśmy z wycieczki do Japonii. Tak, tak, nasze wieloletnie marzenie w końcu zostało spełnione! Nie była to długa wyprawa, bo raptem 9 dni, ale dobre i to... szczęście, że nie wyrzucili nas z pracy na takie hece (oczywiście był to wyjazd celem załatwiania spraw wizowych, hehe). Po kolei! Podróż przebiegła w miarę sprawnie, nikt nas nie okradł, a samolot nie zostawił, jedynie prawie odjechał nam bus na lotnisko (pierwszy raz w życiu czekałyśmy na metro 10 MINUT!!!), a potem samolot krzyczał LAST CALL (Chińczyki bowiem nie umieją się odprawić i zeszło im milion godzin). W końcu stopa nasza stanęła na japońskiej ziemi. Ach, jak tu czysto! Jak tu cicho! Jak tu pachnie! Nikt nie pluje, nie charczy, nie pali śmierdzących petów (możecie sobie dopowiedzieć różne obrzydlistwa, Chińczycy na pewno to czynią).

Dojazd z lotniska Narita do centrum był dziecinnie prosty. Proponowano nam oczywiście jakieś lux busy i inne Skylinery `za mnogo monet, ale rzekłyśmy NIE. My chcemy TANIO! Szybko odnalazłyśmy zwykła kolejkę Keisei i za trochę ponad 1000 jenów pojechałyśmy w stronę Shinjuku.

WAŻNA SPRAWA! Na lotnisku można zakupić super tanią kartę na metro, ale tylko i wyłącznie na lotnisku Narita i Haneda. Karta przysługuje turystom i może być jedno, dwu lub trzydniowa, my wzięłyśmy oczywiście trzydniową i zapłaciłyśmy po 1500 jenów. Dobro takie kupowane później to koszt 1000 jenów za jeden dzień, więc należy brać!

W końcu! Dotarłyśmy do hostelu, gdzie przywitał nas taki oto kawaii karp, wiszący na ścianie. Hostel nasz zwał się Yadoya i był wspaniały, polecamy!


Pora była już późnawa, więc szybko wyskoczyłyśmy do jednego z naszych ulubionych sklepów, 7/11, po dania odgrzewane w mikrofalówce oraz wielką pałę surimi. Japoński 7/11 miał oczywiście asortyment sto razy lepszy niż w Chinach, nie zdziwiło nas to zbytnio, gdyż każdy 7/11, w każdym zakątku świata, ma dania lepsze niż w Chinach. SMUTNO.


Nastał nowy dzień i pełne entuzjazmu wstałyśmy WCZEŚNIE RANO. Nie trzeba iść do roboty do dzieci! Hoho! Tego dnia miałyśmy się spotkać z ziomalkami (które również akurat bawiły się w Tokio) w legendarnej dzielnicy Akihabara! Wzięłyśmy naszą sprytną książeczkę Tokyo (dostałyśmy ją w hostelu i był to nasz najmilszy przyjaciel podczas wyjazdu) i hyc, do metra! Tam uczyniłyśmy to oto pamiątkowe selfie. Nie jesteśmy na nim ludźmi, gdyż odpaliłyśmy chińską opcję beauty face.


Wysiadłyśmy w Akihabarze, gdzie powitały nas takie widoki. Tak, tak! Wszystkie te budynki zapełnione są sklepami z elektroniką (nową i używaną), figurkami, mangami i anime, grami, płytami, salonami gier z milionem maszyn i tym podobnymi atrakcjami. A ciągną się one przez te wszystkie piętra oraz dodatkowo, podziemia! Można by oglądać i miesiąc, choć mogłoby to nieco zaszkodzić psychice.




W oczekiwaniu na ziomalki, zauważyłyśmy człowieka-kwadrata.


A zaraz potem... GUNDAM CAFE! Keczup wydała okrzyk radości (jest ona wielką fanką mechów) i pobiegła, wyciągając ręce w stronę wyjątkowo atrakcyjnego Gundama. Katarzyna niestety bardzo boi się mechów, więc jej radość była nieco mniejsza. Ostatecznie ze względu na srogą kolejkę oraz fobię Katarzyny nie weszłyśmy do środka, choć żal pozostał. 


Bułka Gundam! Na słodko lub na słono.


Sklep z pamiątkami. Piękne kubeczki i puszeczki, niestety ceny harde.


I pamiątkowa fotka z Gundamem. Tak, niestety nie udało nam się zdezaktywować trybu beauty face.


Nadszedł czas na MASZYNY! Nie miałyśmy odwagi stawać w szranki z Japończykami (nawet u Chińczyków ponosiłyśmy sromotne klęski), więc tylko spoglądałyśmy.



Ziomki! Nie da się tego złapać!




To dziecko było mistrzem walenia w bęben!


Nasz nowy przyjaciel Gudetama, czyli Leniwe Jajo-kun!


Oczywiście były i sklepy z kilometrami mangi. Chyba czas się przyznać do pewnej wstydliwej rzeczy... tak, jesteśmy fankami NARUTO XD


Na ulicach stało wiele kawaii dzieczynek, które zapraszały do różnistych Meido Cafe czy innych słodziaszczych przybytków. 


A oto i Meido Cafe (miejsce, gdzie dziewczynki w strojach pokojówek wybitnie troszczą się o klienta). Było ich wiele, nie zdecydowałyśmy się iść, gdyż motyw meido trochę nas przeraża.


Kilka zdjęć z ulicy.






 Katarzyna wykonuje bałnsy z mechanicznym chłopcem.


Kawaii Rilakkuma prezerwatiwu! Katarzyno, chyba jesteś fanką?


W jednym z licznych sklepów z płytami (gdzie rozglądałyśmy się oczywiście za posępną muzyką MANA-SAMA), został odnaleziony album wspaniałego wokalisty DJ Ozma!!!


Prosimy się zapoznać z twórczością!


Królestwo figurek! Były ich tysiące, co tylko dusza zapragnie!



Istrukcja obsługi sklepu :)


W sumie w Akihabarze byłyśmy dwukrotnie i za drugim razem (niestety był to nasz ostatni dzień w Japonii) odnalazłyśmy bardzo zachęcającą reklamę karaoke.


Ze specjalnymi pokojami GOTHIC! Następnym razem punkt obowiązkowy!


Z ziomalkami się ostatecznie nie odnalazłyśmy, ale to nic. Następnym razem przyszło nam się zobaczyć w o wiele bardziej sprzyjających, mrocznych i posępnych, okolicznościach. MWHAHAHA!
W tym miejscu chciałyśmy je przeprosić za nasze nieogarnięcie, lecz nasz chiński tablet ma problemy z łączeniem się z internetem w częściach świata, gdzie nie działa chińska cenzura. I ogółem z życiem.

Więcej o naszej podróży już niebawem! Będzie Harajuku, świątynie, sumo i najbardziej szalone kawiarnie świata! Bądźcie z nami! <3

2 komentarze:

  1. Japonia to raj dla mnie! Planujemy podróż na przyszły rok, ale co z tego wyjdzie to się okaże.
    Też nie poszłabym do kawiarenek meido, widziałam kilka filmików i najzwyczajniej w świecie byłoby mi głupio, gdyby ktoś usługiwał mi w ten sposób. Niewolnictwo przestało być legalne dawno temu ._. Chyba wydam kupę hajsu w tej Japonii x_X.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My chyba następnym razem wybierzemy się z ciekawości, choć... no nie wiem... Koleżanki były i im się podobało. To nie jest kwestia niewolnictwa, a raczej fetyszu uległości i wyydawania poleceń.

      To prawda, że to raj. I prawda, że wydasz kupę pieniążków. Trzymamy kciuki, żeby Ci się udało pojechać jak najszybciej!

      Usuń