sobota, 2 stycznia 2016

Azjatycka pielęgnacja za grosze - nasz sekretny sposób na życie


Jak większość osób mieszkających w Azji, dostajemy pytania o kosmetyki i azjatycką pielęgnację. Postanowiłyśmy napisać więc notkę o naszym sposobie na mniej lub bardziej piękną cerę ;)

Zacząć trzeba od tego, że obie mamy niestety problemy z cerą. Karol Keczup przez brudne powietrze nabawiła się trądziku, który wyleczyła już antybiotykami, jednak cera pozostała uber wrażliwa i delikatna. Katarzyna natomiast jako posiadacz cery bardzo jasnej i cienkiej, suchej skóry ma problemy z rumieniem, który sprawia, że jej ryj jest różowiutki jak u małego świniaczka. W Polsce preferowałyśmy więc kosmetyki nieco lepsze, często apteczne i hypoalergiczne. W Chinach niestety są one albo bardzo słabo dostępne, albo ceny są po prostu śmieszne. Dodatkowo nasze Guangzhou ma bardzo charakterystyczny klimat. Jest baaaaaardzo parne i wilgotne. Latem czujesz się, jakbyś wchodziła do szklarni. A lato trwa pół roku... Jak łatwo się domyślić nasza skóra nie zareagowała zbyt dobrze na takie zmiany. Dodatkowo każda bakpakerka stan skóry bardzo pogorsza. Trzeba było więc znaleźć jakieś rozwiązania i przyjrzeć się bliżej dostępnym tu kosmetykom. 

Czytałyśmy bardzo wiele blogów i artykułów o azjatyckich kosmetykach. Jednak opinie to zawsze opinie. Jak tu wypróbować wszystkiego i nie wydać majątku? Co prawda koreańskie kosmetyki kosmetyki są tu znacznie tańsze niż w Polsce, jednak przetestowanie 10 pianek po 30 zł każda i rzucenie ich w kąt jest jednoznacznie sprzeczne z naszą skąpą naturą. 

Pewnego jednak dnia, opętany strachem przed zmarszczkami pod oczami Keczup, przeczytał o najlepszym na świecie kremie pod oczy:
HWA HYUN
marki The History of Whoo (Fo) 


Jest to super wypasiony i luksusowy kosmetyk, z jadeitem, sproszkowanym złotem i jakimiś cudownymi ziołami. A... zapomniałybyśmy o sproszkowanych rogach jelenia. Oczywiście patentowany i... mega drogi. Za 25 mililitrów trzeba zapłacić około 500-600 zł. I to nawet na ebayu. Internautki znalazły więc lepszą opcję - kupują jednogramowe próbki. I płacą 10-20 razy taniej.
TAKA OSZCZĘDNOŚĆ NIE MOGŁA PRZEJŚĆ PRZEZ NAS NIEZAUWAŻONA!
Zakupiłyśmy ów krem i zostaniemy mu wierne do końca życia! Więcej o tym napiszemy w notce o kosmetycznych hitach (tak tak, jest taka w planach), a tymczasem przechodzimy do tematu dzisiejszego posta....

PRÓBKI!

Próbki naszą miłością i drogą życia! Jesteśmy bowiem, jak wiecie, bardzo przedsiębiorcze i dobre rozwiązanie przeniosłyśmy na skalę znacznie większą.

Nie oznacza to, że całkowicie zrezygnowałyśmy z zakupu pełnowymiarowych kosmetyków. Szczególnie pianki czy pillingi są po prostu wygodniejsze w takiej formie. Czasami też próbki wcale nie wychodzą taniej albo marnuje się dość dużo kosmetyków.  Weźcie więc na to poprawkę;)

Każda z nas ma na swojej toaletce różniste miniszufladki i pudełka na próbki;) Jak widać na załączonym obrazku dostawy próbek nie są małe;)


Koreańska pielęgnacja to przede wszystkim pielęgnacja wielowarstwowa. Wklepuje się tonik, emulsję, dopiero później krem, serum, sleeping pack (maseczkę na noc). Jak widać nie wszystkie probki są malutkie. Miewają one nawet po 10, 20 czy 30 mililitrów.



Można też kupić całe zestawy, jak np. ten z Innisfree. My najczęściej kupujemy jednak zestaw tonik + emulsja. Co ciekawe azjatyckie toniki się... wklepuje. I musimy przyznać, że te dwa etapy przed kremem baaaardzo poprawiają nawilżenie skóry.



Prócz próbek w dostwie musi przybyć zawsze znaczna ilość maseczek płachtowych. Poświęcimy im być może osobną notkę, gdyż jest to jeden z naszych azjatyckich hitów. Nic nie odżywia lepiej <3



Starość nasza sprawia, że każdego dnia prócz kremu używamy jeszcze serum. I na koniec obowiązkowo sleeping pack! Może Wam się wydawać, że to baaaardzo wiele warstw, ale co dziwne, twarz nie jest obciążona.



Mimo tej całej straszliwej rutyny Katarzyna nabawiła się zmarszczek na czole i jednej w okolicy ust. Wszystko przez to, że marszczy się i robi paskudne miny. To w kierunku dzieci, to w kierunku Naszych Przyjaciół Chińczyków! I ma za swoje. Pokochała więc już rzeczoną wyżej firmę, a mianowicie Historię rodziny Fo. I smaruje się z wielkim namaszczeniem kosmetykami zalecanymi paniom w starszym wieku. Za to np. robionymi na bazie prawdziwego miodu!





Ukochane przez Keczupa kwasy hialurunowe Hada Labo. Kiedyś myślała, że kwasy owe nie działają nic a nic, bullszit jest to i badziewo, a tu po prostu trzeba było zdobyć Hada Labo. Hit nad hity!


Czasami kupujemy również próbki wielce randomowe. Coby popróbować. Wiemy, że nie powinno się tak robić, ale to silniejsze od nas.



Można bowiem trafić na takie cudo!



Bardzo często dostajemy również piękne gratisy. Najczęściej kosmetyki kolorowe.



Tu jeden z największych hitów. Krem na pryszcze, po którym nie pojawia się ABSOLUTNIE ŻADEN PRYSZCZ (Keczup musi wyznać, że niestety po sylwestrowym pijaństwie się pojawili.... chlip).






I serum które sprawia, że mimo spania 4-5h godzin dziennie nadal nie jesteśmy szczególnie pomarszczone. 


Próbki są wspaniałym sposobem, żeby mieć super markowe kosmetyki po taniości (Rodzina Fo), wypróbować nowości, czy też kupić wiele różnego dobra na raz. W przypadku serum, czy maseczek taka forma jest nawet bardziej poręczna, bo nic paskudnie nie zasycha. Jednak maluteńki (6mililitrowy) tonik i esencja są prawdziwie kłopotliwe. Tak więc w przypadku niektórych kosmetyków najzwyczajniej próbki się niesprawdzają. Pytanie brzmi również... skąd pochodzą TAKIE ILOŚCI próbek kosmetyków? Nie są to podróby. Porównywałyśmy. A sprzedawane są w tysiącach sztuk co miesiąc w tysiącach sklepów na taobao... SKĄD ONI TO BIORĄ?!

Tym filozoficznym pytaniem kończymy i idziemy spać. Pozdro!

10 komentarzy:

  1. zafascynowal mnie gleboko ten krem HWA HYUN.

    OdpowiedzUsuń
  2. WOW Ile próbek, chyba też je polubię :P Januszowa pomysłowość wszędzie, nawet w Chinach

    http://azjatyckiecukierki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. tym postem przypomniałyście mi że młodsza się nie robię i chyba powinnam zacząć dbać o skórę. dzięki /: bo w ogóle się na tym nie znam. macie może w planach jeszcze jakieś posty o pielęgnacji np. tej warstwowej?

    http://moonskillx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze pewnie jakieś będą, na razie planujemy NASZE HITY! Ano prawda, że najlepiej o skórę dbać za młodu.

      Usuń
  4. Odzyskałam vpna i bardzo dziękuję za ten wpis ^^ siedzę już prawie pół roku w tym Tianjinie, a dopiero odkryłam kaktusową maskę na twarz marki Hanhoo, po której moja skóra jest taka miękka... pani w Watsonie powiedziała co prawda, że nie wszystkie kosmetyki dla białasów się nadają, ale sporo dobrego słyszałam o innisfree, po kolejnej wypłacie muszę się tam przejść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Innisfree to chyba nasza ulubiona firma! Koniecznie idź wszystko wypróbować w sklepie (mają testery absolutnie każdej rzeczy), choć na Taobao ceny dużo atrakcyjniejsze. Ach, te panie w Watsonie, biegnące z pomocą w chwili przekroczenia progu choćby połową odnóża...

      Usuń
  5. skąd bierzesz tyle próbek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkamy w Chinach, więc wszystko kupujemy na Taobao (taki chiński ebay). Niestety, nie da się zamawiać z Polski (chyba, że korzystając z shopping serwisu), ale zawsze zostaje ebay! :)

      Usuń
  6. Jako, że nigdy nie miałam problemów z cerą ten post mogę tylko czytać, a nie stosować w praktyce.
    Ale moja przyjaciółka zawsze miała pryszcze, próbowała różnych kremów i maseczek. Chyba podeślę jej link do tego wpisu!

    https://hot-schot.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń