sobota, 16 stycznia 2016

Kuchnia pseudoazjatycka: Kurczak słodko kwaśny

Nieustannie narzekamy na chińską kuchnię i płaczemy, że nie ma co jeść. To prawda. Nie oznacza to, że nie mamy żadnych ulubionych chińskich potraw, ani że nie próbujemy kolejnych. Tutaj dowód na to, że Katarzyna próbuje jeść nawet ryby! Niestety ryby, to największy problem w Chinach. Mają one bowiem głowy, je się je ze skórą i zwyczajnie smakują ściekiem. Na dodatek trzeba je rozbierać pałeczkami. Spragnione zdrowych kwasów omega3 musimy jednak sięgać po sushi gdyż... ryba zaprezentowana na zdjęciu najzwyczajniej musiała w ścieku żyć. Pyszniutka chińska zieleninka oczywiście również okazała się niejadalna i jak za starych dobrych czasów obiad składał się z ryżu i bakłażana...


Na szczęście jest kilka takich potraw, które da się wykonać nawet w bardzo prymitywnych warunkach i z bardzo ograniczoną ilością składników. Lekko azjatyckich, ale jednak przekształconych odpowiednio po europejskiemu.

Podczas naszego pobytu w Polsce Katarzyna obchodziła urodziny. Od swojej rodziny zażądała zdrowotnościowego tortu owocowego. I dostała takiego oto: OWOCOWEGO MIĘSNEGO JEŻA! Jak również wesołego ananasa z ryjkiem.


Z tego oto powodu powstał pomysł uczynienia jednego z naszych ulubionych i prościutkich dań: KURCZAKA W SOSIE SŁODKO KWAŚNYM.

Składniki na wielkie porcje dla 6 osób

2 piersi z kurczaka
2 kolby kukurydzy
wielki ananas
1,5 kilograma pomidorów
2 dorodne cebule
jeśli macie, to można dodać pędy bambusa <3. takie marynowane

troszkę oliwy do duszenia, pieprz, sól, cytrynka do smaku



Zaczynamy od skrojenia cebulki. Krojona na pięknej deseczce wykonanej przez siostrę Katarzyny <3 Prawdę powiedziawszy trzeba podziękować Pauli za pokrojenie cebuli.


Kroimy w drobniutką kosteczkę. Wtedy mniej czuć jakiś ewentualnie niechciany smak cebuli;)





Następnie dusimy cebulkę z niewielka ilością oliwy. Lepszy jest olej kokosowy, gdyż nie wytwarza on żadnych rakotwórczych związków podczas smażenia, jednak nie było go w domu. Oliwa nie może się absolutnie za mocno zagrzać! I ogółem pilnujemy, by oleje absolutnie nam się nie zadymiły!!!


Następnie zabieramy się za krojenie kurczaka. Nie zapomnijcie porządnie go umyć!


Można kroić w mniejsze lub większe kawałeczki. My preferujemy raczej drobno krojone mięso. Wielkie kawałce nadal nas brzydzą nieco.


Następnie należy się zająć się kukurydzą. Obrać nasze dorodne kolby...


I sprytnie oddzielić ziarenka od kolby. Łatwiej to zrobić, gdy przełamiemy ją na pół. Ziarna obkrawamy miast łuskać, by nie było twardych części. 


Można użyć gotowej kukurydzy z puszki, jednak JEST ONA DOSŁADZANA. My wolimy jednak świeżą i zdrowszą opcję.


Nie zapomnijmy o ugotowaniu ryżu. Ah! W Chinach zapomniałyśmy już o dobrodziejstwach typu ryż w torebkach. Najlepszy rzecz jasna brązowy. Biały, na co dzień serwowany nam w Chinach, nie ma praktycznie nic prócz kalorii.


W międzyczasie dusimy naszą cebulkę.


Po czym dodajemy kurczaka.


Lekkie go zrumienienie go zapobiegnie zgumieniu mięsa.


Proszę, jaka piękna porcja kukurydzy<3 Gdy tylko kurczak będzie lekko przypieczony można ją dodać do duszenia. Pamiętajcie, że to czas na lekkie posolenie wszystkiego. Kukurydza zacznie wydzielać soki i nie będziemy już podsmażać, a dusić.


Teraz czas zająć się pomidorami. Jeśli macie taką potrzebę smakowo-estetyczną, to sparzacie je i obieracie ze skórki, a następnie kroicie. Nam skórki nie przeszkadzają, a obieranie pomidorów wydaje się stratą czasu, więc kroimy je po prostu. Można też użyć pomidorów z puszki, jednak co świeże, to świeże. Im drobniej je pokroicie, tym szybciej się rozpadną.


Tak wygląda nasza szalona mieszanka po dodaniu pomidorów. Jak widać jest ona jakaś suchotnicza. Nie dajcie się jednak zwieść i NIE DOLEWAJCIE WODY. Odrobina soli i temperatura zrobią swoje i... niebawem zobaczycie. 


Teraz należy się zająć ananaskiem. Nie mamy niestety wspaniałej, obranej wersji, która można zakupić w Chinach. Tu do poczytania o chińskim bazarze klik klik klik
Musimy sobie radzić samemu. Na taobao można zakupić różniste cuda do obierania ananasa i przed powrotem do Polski na pewno to zrobimy!


Ananasa sprytnie przecinamy i obieramy jego skórkę. Jeśli środek jest zdrewniały (ananas nie jest wtedy naprawdę dojrzały), to należy go usunąć. Tym czasem nasza potrawa...


... wygląda właśnie tak. Nie, nie dodano wody.


Wracamy do ananaska i staramy się wydłubać te oczka. Ah... w chinach są specjalne przyrządy i do tego:(


Następnie kroimy ananasa w kosteczkę. I tu niespodzianka. Jeśli ananas nie jest zbyt świeży i... no leciutko nam podfermentował, to nie jest to problem! Tylko poprawi smak potrawy. Oczywiście nie może być on skisły! Miłośnicy mogą dodać białe wino. Ja akurat nie miałam, gdyż pomysł na obiad powstał bardzo spontanicznie.


Pokrojonego ananaska dodajemy do reszty. Jak widać wszystko jest nadal  baaaaaardzo wodniste, więc teraz musimy wszystko powoli odparowywać jednocześnie nie zapominając o mieszaniu! Doprawiamy jeszcze pieprzem i jeśli pomidory nie dały Waszym zdaniem wystarczająco kwaśności dodajemy sok z cytryny.


Gotowe danie należy podawać z ryżem. No zeżreć!


Mamy nadzieję, że podoba Wam się nasz prosty przepis. Jeśli kiedyś będziemy mieć kuchnię mniej paskudną, nisz kuchnia w naszej norze, to postaramy się by mały kącik pseudoazjatyckiego kucharza na stałe zagościł na tym blogasiu.

SMACZNEGO!!!

5 komentarzy:

  1. Jeeej, już wiem co będzie w poniedziałek na obiad :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszymy się, że przepis się przyda. Planujemy więcej;)

      Usuń
  2. Ile czasu to zajmuje? :) Wygląda świetnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli robisz wszystko sama, jak ja, to tak z godzinkę. Jeśli użyjesz pomidorów\kukurydzy\ananasa w puszce, to można się obrobić w 20-30 minut

      Usuń
  3. eh nie lubię ananasa ale pomysł z takimi przepisami jest super czekam na inne ^^

    http://moonskillx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń