niedziela, 28 lutego 2016

Koreańskie kosmetyki pielęgnacyjne - super hity według Keczupa


Karol Keczup, człowiek z obsesją na punkcie cery i zmarszczek. Zawsze wie wszystko. Czyta miliony blogów i recenzji o kosmetykach do pielęgnacji. Oto jej historia!

O potędze koreańskich (oraz japońskich) kosmetyków wiedziałam od dawien dawna. W końcu po coś się czyta te wszystkie blogi! Praktycznie od razu, gdy zaczęło być o tym głośniej w Polsce, stwierdziłam - BIERĘ! Zaczęło się od zamawiania kremów BB z ebaya (na początek oczywiście legendarna Misha Perfect Cover w równie legendarnym odcieniu 21, a jak). Byłam napalona wielce, oj byłam. Z tego powodu od razu po przyjeździe do Chin nakupiłam miliony próbek (nawet nie było nas stać na pełnowymiarowe dobro, stypendium 200 euro, to bolesne) i zaczęłam nakładać to na swoją twarz warstwa po warstwie. Od początku byłam super skrupulatna, hardo tonik, emulsja, serum, krem od oczy, krem i tak w kółko. Pójść spać bez magicznego wieloetapowego rytuału? NIGDY! I tak to już trwa trzeci rok :) W międzyczasie przetestowałam ogromne ilości kosmetyków (na początku wierzyłam w różnorodność próbek) i wyłoniłam kilka hiciorów, z którymi nie rozstanę się po wsze czasy. Ciekawi? Czytajcie, a wiedza będzie Wam dana!


Gdybyście jakimś cudem przegapili nasz poprzedni wpis o próbkowym życiu, znajdziecie go tu --> http://almostparadisse.blogspot.de/2016/01/azjatycka-pielegnacja-za-grosze-nasz.html

Na początek nieco o mojej cerze. Niestety należy ona do wielce problematycznych, stąd obsesja pielęgnacyjna. Mieszana, szybko się przetłuszcza, a jednocześnie wrażliwa. Gdy tylko odrobinkę się przesuszy od razu zaczynają wyskakiwać pryszcze, po kilka dziennie i zostają po nich czerwone ślady (nie znikają miesiącami). Zmiana pogody - tak samo. Stres - tak samo. Zmiana trybu życia - również. DRAMAT. Kilka lat temu dzielnie walczyłam z trądzikiem, który w końcu udało mi się wyleczyć antybiotykami. Nie mam jeszcze żadnych zmarszczek, choć zawsze mi się wydaje, że linia od nosa do kącika ust zasługuje już na odrobinę botoksu XD

Czas na konkret!

1. Numer jeden i hit wszechczasów

History of Whoo Hwa Hyun Eye Cream

Magiczny krem! Począwszy od przyjemnej konsystencji, perłowego koloru i pięknego zapachu (kocham zasypiać, czując tę woń) po rewelacyjne działanie. Używam tego kremu trzeci rok, nie mam ani jednej, najdrobniejszej nawet linii dookoła oczu. W tygodniu zazwyczaj śpię maksymalnie 4-5 godzin (nie jestem w stanie przyzwyczaić się do wcześniejszego kładzenia się spać, to nigdy nie działa), po przebudzeniu się wyglądam jak człowiek, a nie jak zombie. Po aplikacji tego cuda od razu czujemy, jak oko zaczyna się odprężać. Był to mój magiczny patent podczas chińskich studiów, kiedy oczy już boleli i zamykali się od chińskich znaków, nakładałam hwa hyuna i voila! Oko odzyskiwało moc i można było kuć dalej! Panie i Panowie, ten krem to czysta magia!
Jego skład jest mega kosmiczny i zawiera złoto, sproszkowane poroże jelenia, jadeit, jakieś dziwaczne chińskie mchy i inne dobra chińskiej medycyny, jego receptura strzeżona jest super tajemnicą rodziny Whoo :). Pełnowymiarowe opakowanie wygląda jak mistyczna szkatułka i jest przepiękne, ale kosztuje niestety 700 zł, dlatego ja stawiam na próbki kupowane na Taobao w cenie złotówka za 1 ml i jest dobrze!

Oto i krem w oryginalnym opakowaniu. Wszystkie zdjęcia są skradzione z internetu lub pochodzą ze sklepów na Taobao, z których kupujemy.



A oto próbka!


Choć my raczej zaopatrujemy się w ten sposób :P




2. Innisfree Bija Trouble Spot Essence

Całkiem niedawne odkrycie. Pomimo różnistych problemów z pryszczami, nie za bardzo wierzę w specyfiki do walki z nimi. Muszę pilnować, by skóra była non stop dobrze nawilżona, dzięki czemu jakoś się trzyma i broni przed ohydnymi wypryskami. Przy ostatnim zamówieniu próbek, mieli akurat promocję na tą esencję, więc bez przekonania wzięłam dwie sztuki. W naszym Głandzo nastąpiło właśnie załamanie pogody i ulewy, co zazwyczaj skutkuje dramatem na mojej facjacie. Próbki przyszły, posmarowałam kilka razy i zapomniałam. Ze 3 dni później spoglądam w lustro i nie wierzę! Ani jednego pryszcza, a czerwone ślady jakby mniejsze. Pomyślałam, to pewnie ta cała wspaniała pielęgnacja, którą stosuję, ha! Naszła mnie jednak myśl - czy ja w ogóle dobrze tej esencji używam? Zapytałam internetu, jak to się nakłada, a tam pienia i zachwyty! Pryszcze poznikali! Lepsze jak kremy od dermatologa! Cud! Namyśliłam się kolejny raz - a może to ten specyfik uczynił?! Smarowałam dalej i TAK! Ani jednego nieprzyjaciela, stare ślady zaczęły blaknąć, CZARY! Szybko kupiłam kolejnych 20 próbek i stosuję bardziej profilaktycznie, smarując gębę, bo aktualnie u mienia pryszczy niet. MIŁOŚĆ <3
Aktualnie już szósty tydzień jestem w podróży po Azji Południowo - Wschodniej i wiem, że ten krem uratował moją twarz. Za każdym razem, gdy widzę pojawiające się nieśmiało pryszcze, smaruję całą twarz ową esencją i wszystko znika. Najlepiej jest, gdy czynię to profilaktycznie co kilka dni.
Pełnowymiarowe opakowanie zawiera 30 ml produktu i kosztuje około 45 zł. Próbki w cenie 80 groszy - złotówka za 1 ml.







3. Hada Labo kwasy hialuronowe

Miało być o kosmetykach koreańskich, a tu zaplątał się jeden japoński. Mam nadzieję, że wybaczycie :P.
Kwas hialuronowy, ach, to był hit swego czasu! Pogromca zmarszczek, najlepsze, co może być na świecie! Nie mam zmarszczek, tym bardziej nie miałam ich wtedy (było to kilka lat temu), ale powiadają, że lepiej przeciwdziałać niż leczyć, napaliłam się więc mocno. Kwas ten miał zrobić nową twarz, dogłębnie nawilżyć, napiąć i nie dopuścić do procesów starzenia, cud miód. Kupiłam więc żel z kwasem na jednej ze stron do domowej produkcji kosmetyków i dawaj nakładać! Niestety, kwas solo powodować koszmarną suchość, kwas wymieszany czy to z kremem czy olejem tłustość. Stwierdziłam, że skóra moja nie lubi się z tym specyfikiem i zużyłam na skórki przy paznokciach (były piękne XD). Mając to niepowodzenie w pamięci, podeszłam do słynnego lotionu Hada Labo z rezerwą. Taobao oferowało jednak małe buteleczki po 30 ml w cenie około 5 zł, postanowiłam więc zaryzykować. I co się okazało? Ano nawilża dogłębnie, napina i walczy o nową twarz! W internecie radzą używać go w ilości kilku kropelek raz lub dwa razy dziennie, mi to jednak nie wystarcza i żeby mieć naprawdę nawilżoną skórę stosuję po każdym myciu twarzy (zazwyczaj 3 razy dziennie) w ilości dość słusznej, gęba moja pije go bowiem jak durna! Przy takim stosowaniu moja próbka wystarcza na około miesiąc, więc jest super wydajny. Stosowałam wersję podstawową białą (moja ulubiona), niebieską z arbutryną i witaminą C (niby bardziej wypasiona, ale rzadka jak woda i mniej mi się podoba w działaniu) oraz super edycja czerwona z retinolem na starzenie (za ciężka na dzień, używam na noc i pod oczy).
W Polsce kwasy Hada Labo sprzedawane są za kosmiczne pieniądze, tymczasem w Japonii cena białego i niebieskiego to około 1000 jenów (trochę ponad 30 zł), a czerwonego 1500 jenów (około 50 zł). Ja używam mini buteleczek za 5 zł, ale jak będę w Japonii, zakupię je normalnie jak człowiek. Chciałam zrobić to ostatnio, ale miałyśmy już taki nadbagaż, że aż dziw, że nas przepuścili :)






4. Skinfood Black Sugar Perfect First Serum

Serum z czarnego cukru, które pięknie pachnie i robi nową twarz. Nakładam na noc dość słuszną porcję, a rano cera jest nawilżona, napięta, rozjaśniona i elegancka. Jest to kosmetyk, wobec którego rozważam zakup pełnowymiarowego opakowania, bo konsystencja serum utrudnia korzystanie z próbek. Warto zauważyć, że cała seria z brązowym cukrem jest cudowna, używałam pianki do twarzy i maseczki z peelingiem i z obu jestem zadowolona. Zdecydowanym hitem jest jednak serum, zresztą miliony zachwytów w internecie nie kłamią :P. Serum jest zresztą wspaniałym kosmetykiem, płynne, szybko się wchłania, a działanie lepsze niż krem, nie czekajcie do starczych lat na serum! 
Pełnowymiarowy produkt zawiera aż 120 ml kosmetyku i kosztuje około 80 zł. Próbki tradycyjnie za złotówkę, bodajże 4 ml.




5. Na piątym miejscu chciałabym wyróżnić całą kategorię kosmetyków, a są nią sleeping packi! Cudowny wynalazek! A cóż to, zapytacie. Odpowiadam, a są to maseczki nakładane na noc, których się nie zmywa. Sprawa jest prosta, smarujesz takim sleeping packiem twarz, idziesz spać, a rano budzisz się z elegancką facjatą, w sam raz na podbój świata. Boisz się, że pod warstwą maseczki przez cała noc Twoja twarz umrze? Nic podobnego! Moja tłusta facjata daje sobie radę nawet, gdy nakładam mega hiper nawilżające skoncentrowane specyfiki. Rano zmywam resztki i jest git. Maseczki takie produkuje każda licząca się firma, w wielu rodzajach. Czas, by wymienić kilka moich ulubieńców:

- numerem jeden jest tu Laneige Water Sleeping Mask - lekka i jednocześnie uber nawilżająca, skóra robi się bardziej sprężysta i przyjemna w dotyku, hit nad hity



- O Hui Cell Power No. 1 recharger mask - bardzo przyjemna, ładny zapach, pięknie nawilża i regeneruje



- Innisfree Green Tea Sleeping Pack oraz Innisfree White Tone Up Sleeping Pack - w drugim nie zauważyłam działania wybielającego, za to oba są lekkie, pięknie pachną, są z naturalnych składników (jak wszystkie kosmetyki marki Innisfree), a działanie jest wyśmienite.






Jak wspominałam, próbki przychodzą do nas z Taobao. Na pewno można je zakupić też na ebayu, choć tam średnio orientuję się w cenach. Dla zainteresowanych, oto nasz ulubiony próbkowy sklep -->
https://miniko5201.taobao.com  pochodzi z niego 90% naszych próbek
https://6685a.taobao.com tu kupuję Hada Labo i miniaturki

I to już tyle z kosmetycznych hitów Karola Keczupa. Dajcie znać, czy miałyście już styczność z wymienionymi specyfikami i jak oceniacie ich działanie. I czy jesteście ciekawi/e kosmetycznych hiciorów Katarzyny oraz innych notek o tej tematyce! Pa! :*

19 komentarzy:

  1. Łosz, ten pierwszy krem wygląda epicko *.* jest magia, jest moc ♡
    Wydaje mi się, że koreańskie kosmetyki są lepsze od tych dostępnych na polskim rynku, a przynajmniej lepiej pasują do moich potrzeb.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy już tak opóźnione z polskim rynkiem kosmetycznym, że nawet nie wiemy, co teraz modne! Koreańskie są cudowne, to prawda, co i rusz można natrafić na jakieś hiciory :)

      Usuń
  2. Właśnie siedzę na Ebayu i ogarniam te wszystkie hity. Dwa pierwsze na pewno sobie sprawię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za ten post! Od kilku dni mam dylemat odnośnie wyboru azjatyckich kosmetyków, które uzupełnią moją codzienną pielęgnację twarzy. Na pewno sprawię sobie pierwsze dwa, bo od kilku lat zmagam się z nieustraszonym combo w postaci cieni i worków pod oczami, a także mimo, że zakończyłam przeciwtrądzikową kurację antybiotykami, to nadal lubi mi wychodzić jakiś pryszcz >:C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, cienie i worki pod oczami (genetyczne, nie do ruszenia), Keczup Karol wie coś o tym. Proszę próbować koniecznie, a nuż okaże się HIT! A pod oczy, oprócz kremu, polecam także korektor łososiowy ze Skinfooda XD.

      Usuń
  4. Duuużo dobra :) Trzeba będzie się kiedyś zaopatrzyć :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniałe atrakcje! Ten kwas najtańszy jest w Tajlandii, dyszka w 7/11 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani, jak najtańszy, jak w Tajlandii dycha, a w naszych Chinach pinć polskich złotych!

      Usuń
  6. Dziewczyny, macie może wypróbowany jakiś hit wśród toników? Przerzuciłam się na koreańską procedurę jakieś 2 miesiące temu, no i mam teraz kompletnie nową twarz. Nie wiem, jak ja mogłam tyle lat wytrzymać bez tego wszystkiego... Teraz tylko dopracowuję zestaw kosmetyków dla siebie i muszę poszukać fajnego toniku, bo obecny mi się kończy (jadę do tej pory na różanej Ziaji, która mi z Polski została).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kremu końcowego też szukam nowego D:

      Usuń
    2. To zależy od rodzaju Twojej cery, bo inne poleci Katarzyna (cera sucha, naczynkowa, alergiczna), a inne Keczup (mieszana, trądzikowa). Ja, Keczup, z toników najbardziej lubię wulkaniczny Innisfree (inne tej firmy też są fajne), mam też Wonder Pore, ale bez rewelacji. Kremów nie używam, bo klimat zbyt wilgotny, na dzień wolę Hada Labo lub emulsje, a na noc sleeping packi i serum.

      Usuń
  7. fajny wpis :)
    proszę, powiedzcie jak zrobić zakupy na taobao nie znając języka? weszłam na stronę i zgłupiałam.. Jak wyglądają koszty przesyłki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można robić zakupów na Taobao, nie mając tam konta + podłączonego Alipaya (taki chiński Paypal). Sprzedawcy z Taobao wysyłają tylko do Chin, Hong Kongu, czasami krajów Azji Południowo - Wschodniej. Ewentualnie jest możliwość skorzystania z chińskiego shopping serwisu, który kupi dla Ciebie rzeczy i wyśle. Wysyłki z Chin są niestety okrutnie drogie, a cena zmienia się co 100 gramów, od 2 kilo jest inny przelicznik, przykładowo paczka do 3 kg do Polski to około 150 zł.

      Usuń
  8. A kojarzycie markę skin79? mają też te świetne koreańskie kremy bb na przykład. Teraz można też u nich ( są jedynym dystrybutorem w Polsce) zamówić sobie kosmetyki koreańskie Benton Cosmetics. Ja już sobie zamówiłam kilka rzeczy, w tym świetny aloesowy toner www.skin79-sklep.pl/produkt/73995-benton-aloe-bha-skin-toner.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałyśmy mnóstwo próbek tych kremów BB, ale jakoś nie przypadły nam do gustu. Zresztą po początkowym zachwycie, przerzuciłyśmy się jednak na podkłady. Produktów Bentona nie znamy, ale najpierw musimy zużyć milion innych naszych kosmetyków :P.

      Usuń
  9. Ja w końcu muszę kupić maskę całonocną :D

    OdpowiedzUsuń
  10. A co myslisz o kosmetykach Benton? Kuszą mnie w Douglasie i zastanawiam sie czy warto sprobowac...chciałam kupic krem pod oczy fermentation eye cream...

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny wpis, dużo się dowiedziałam na temat koreańskich kosmetyków i ich zastosowania. Mam konto na ebayu i zaraz lecę coś poszukać, szykują się intensywne testy kosmetyków, dzięki za wpis.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja używam kremu na dzień i na noc Whamisy i jestem bardzo zadowolona. Miałam bardzo suchą skórę i stwierdziłam że nic mi nie szkodzi wypróbować kosmetyków koreańskich. Są mega więc dziewczyny ja bardzo polecam!!!! ja swoje zamawiam na skin79 w sklepie internetowym :)

    OdpowiedzUsuń