niedziela, 5 czerwca 2016

Koreańskie kosmetyki - 5 hitów Katarzyny



Wyjazd do Chin bardzo zmienił pielęgnację naszej skóry. I nie chodzi tu o dostęp do koreańskich kosmetyków, bo już w Polsce je sobie kupowałyśmy. Zmiana naszej pielęgnacji została najzwyczajniej wymuszona. Wymuszona? Przez co?

Chiny, a szczególnie ich południe, to całkiem inny klimat. Nasze Guangzhou położone jest na zwrotniku Raka i panuje tu klimat subtropikalny, czyli w skrócie w porze deszczowej w kółko leje, a pomimo tego, że leje to 36 stopni jest temperaturą całkowicie normalną. Spotykamy się więc z tak zwaną "mokrą szmatą". Duża wilgoć i ciągły gorąc były szokiem dla twarzy. Moją gęba, choć zazwyczaj dramatycznie sucha, zaczęła się bardzo zapychać, a nawet wypryszczać! Trzeba było szybko ją ratować i mocniej zainteresować się koreańską pielęgnacją.



W dalszym ciągu nie poradziłam sobie z problemem z zatykaniem się porów, jednak testuję różne rzeczy i pewnie zrobię ranking takich kosmetyków osobno. Na szczęście poradziłam sobie z suchością ryja i jestem pewna, że nie jest to tylko kwestia wilgotności otoczenia, ale zasługa tych miliona mazideł, które nakładam i wieczorem i rano. Niestety stresujące sytuacje, niedosypianie, sucha skóra i moja mimika klauna nałożyły się na siebie i zaowocowały powstaniem zmarszczki mimicznej na czole. Walczę z nią, więc będzie i coś dla ludzi z takimi problemami.

To tak słowem wstępu, żebyście mogli moje hity porównać do potrzeb swojej skóry. A... zapomniałabym dodać, że moja skóra jest bardzo jasna i mam problem z rumieniem, a podrażnia ją wszystko. Kupiłyśmy na początku jakieś "organiczne"chińskie kosmetyki i oczywiście skończyło się na poparzeniach pod oczami.

To nie jest ranking, w którym 1 to największy hit, a po prostu zestawienie 5 hitów, które uwielbiam, a każdy jest do innych zadań.


*Wszystkie zdjęcia pochodzą z Taobao



1. Olej z DHC



Klasyczny, sztandarowy produkt tej japońskiej firmy. UWAGA: jest bardzo gęsty i zostawia warstwę oleju, więc jak tego nie lubicie, to może Wam się to nie spodobać. Ja po oleju zawsze myję jeszcze twarz żelem i Cetaphilem (tak tak... 3 razy), więc nie jest to dla mnie problem. A nawet lubię tą miękkość, którą olej zostawia. Można nim zmywać oczy, ale zawsze lepiej zmyć je wcześniej osobno. Tusz na całej twarzy wydaje mi się wielce ohydny.





2. Missha Time Revolution essence




W sumie, nie wiadomo, co robi taka woda, ale coś robi. Bo i skóra bardziej nawilżona i zmarszczki się nie pogłębiają. I w jakiś sposób żyję w przekonaniu, że bez wklepania tego w ryj, to się rozpadnę.



3. Skin Food black sesame hot mask


Aktualnie jej nie mam i nie mam pojęcia dlaczego, bo jest to najlepsza maseczka otwierająca pory. Jest w niej serio zmielony sezam i maseczka niesamowicie oczyszcza pory. Kiedy ją nakładamy, czujemy silne rozgrzanie. Maseczka jest BARDZO TŁUSTA, więc nie każdemu się spodoba, ale do cery suchej jest niesamowita.




4. The History of  Whoo All in one cream


Bardzo musiałam się bronić przed przeistoczeniem tej notki w recenzję różnych kosmetyków od Rodziny Fo, bo najzwyczajniej na świecie nigdy nie widziałam lepszych kosmetyków. Jeśli jesteście ciekawi, to dajcie znać, napiszę taką notkę i pokażę Wam konsystencję tych kosmetyków, bo... to jest coś niesamowitego. Nie ma drugich tak gęstych i tak napakowanych składnikami odżywczymi kremów. All in one wybrałam, bo nadaje się on po prostu na co dzień i nie muszę myśleć z czym go łączyć.


5. Aloesowy Sleeping Pack z Innisfree


Nie jest to najlepszy sleeping pack na świecie. Jest dla mnie za lekki i za mało odżywczy, by używać go na noc, jednak... jest czymś bez czego nie mogę żyć. Jest to idealny kosmetyk pielęgnacyjny nakładany pod makijaż. Przed umalowaniem się, nakładam oczywiście kilka warstw pielęgnacyjnych i to sleeping pack jakby ściąga je razem. Jest też fajny do smarowania twarzy w ciągu dnia, kiedy nie wychodzimy z domu (czyli nie malujemy się), a klimatyzacja przesusza nam skórę.



To byłaby moja aktualnie ulubiona piątka pielęgnacyjna. Dajcie znać, czy chcecie poznać tajniki rodziny Fo i czy przydałyby się Wam jakieś przeglądy konkretnych firm, czy też toników/esencji/sleeping packów/serów (żółtych), czy czego tam jeszcze zapragniecie. Niebawem notka o maseczkach płachtowych, bo to zdecydowanie największe dobrodziejstwo na azjatyckim rynku kosmetycznym.


Buziaki XOXOXO

15 komentarzy:

  1. Maseczka ze Skinfood i krem all-in-one od History of Whoo brzmią naprawdę zachęcająco. Będę musiała je wypróbować! Nawiasem mówiąc Wasza notka przypomniała mi o tym, że w końcu muszę się zebrać i zamówić próbki kosmetyków od History of Whoo, a zbieram się do tego i zbieram, ale wciąż zabrać się do tego nie mogę! D: Osobiście chętnie zobaczyłabym notkę poświęconą w całości kosmetykom tej firmy, a także kosmetyków przeciw zapychaniu porów. (^^) Sama mam problem z porami i suchą cerą, a aktualnie stosuje maseczkę Skinfood Egg White Pore Mask i owszem, pory są nieco mniejsze i lekko oczyszczone, ale jednak jest nieco dla mnie za słaba. (>_<)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maseczka ze Skinfooda jest naprawdę super. Obiecuję notkę o rodzinie Fo! Oczywiście sposobem na te kosmetyki są próbki. Nie są owe próbki jakieś tanie, ale wychodzi dziesiątki razy taniej niż pełnoprawne opakowania. A to takie dobro, że naprawdę warto

      Usuń
  2. Ja jestem za poznaniem rodzinki Fu! Co to jest i czemu tak drogo :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdybym miała pieniążki wszystko bym sobie kupiła... Dlaczego cierpię na ich brak?

    http://pasteldollworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Na zmarchę na czole polecam Voluplus ;) do odrastania doliny łez też spoko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałyśmy, że to dobre, będziem probować!

      Usuń
  5. uwielbiam azjatyckie kosmetyki, jestem ich wielką fanką. Szczególnie kuszą mnie produkty skin food

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są naprawdę świetne, a jakoś takie mało popularne w Polsce.

      Usuń
  6. O dziwo nie miałam niczego, ale ta maseczka rozgrzewająca kusi mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Azjatyckie kosmetyki cieszą się ostatnio coraz większą popularnością. Ja jeszcze na nic się nie skusiłam. Powiedz tylko gdzie kupujesz??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Chinach kupowałam na miejscu. Teraz przez internet z koreańskich sklepów.

      Usuń
  8. Nie znam tych kosmetyków. Raczej ich też nie wypróbuje. Mam całą półkę kosmetyków, które mi pasują :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kompletnie nie znam się na azjatyckich kosmetykach i nigdy z nich nie korzystałam,aczkolwiek chciałabym dowiedzieć się czegoś jeszcze o sleeping packach. Jedyne co muszę przyznać,że nasz rynek kosmetyczny jest ubogi w kosmetyki. Zwłaszcza te tańsze, które mają i tak dobrą jakość. U Nas często cena=jakoś :)

    OdpowiedzUsuń