środa, 13 lipca 2016

Sposób na tanie kosmetyki, czyli wielki kosmetyczny haul - Innisfree, Tonymoly i inni przyjaciele.


Nadszedł leniwy, wakacyjny czas, większość lekcji się już pokończyła (tu Katarzyna boleje, bo czekają ją jeszcze upojne chwile na letnich obozach) i możemy zająć się sprawami niezobowiązującymi. Segregujemy sukienki, planujemy podróże i piszemy blogaska. Ostatnio było i o lolicie i o wypoczynku w Tajlandii, czas na notkę kosmetyczną!

Pewnie wielu z Was w to wątpi, ale jesteśmy ludźmi skąpymi. Kupowanie hurtem sukienek tłumaczymy sobie potrzebą inwestowania juanów (bo przecie sukienki zawsze można sprzedać, a pieniądz odzyskać), nie znosimy natomiast trwonienia mamony na rzeczy nietrwałe. Tu zaliczamy wszelkiego typu balowanie po pubach (ulubione zajęcie nauczycieli angielskiego w Chinach), jedzenie (więc cierpimy, bo zachodnie jadło drogie jest okrutnie), odzież inna niż lolycka (bo pieniądza odzyskać nie idzie) oraz kosmetyki.

Jak to kosmetyki, powiecie. Toż kosmetyki nie są rzeczą nietrwałą, albowiem efekt zostaje na twarzy, na ciele na długie lata! Zmarszczki będą, facjata opadnie i ogółem horror szoł! Oczywiście, odpowiemy, gęby nasze przez życie w Chinach są już skapcaniałe jak i cały chiński kraj i nie wiemy, co by się stało, gdybyśmy nie wklepywały codziennie wszystkich tych magicznych mazideł. Na szczęście udało nam się znaleźć sposób na pogodzenie skąpstwa i troski o facjatę. I to nie jeden, a dwa! DWA mistyczne sposoby! Oto one:
1. Próbki! O próbkach drogich kosmetyków za grosze pisałyśmy tu --> MILION PRÓBEK klik klik klik
2. Promocje i przeceny, o których napiszemy TU I TERAZ.

Razu pewnego, gdy Karol Keczup przeglądała Taobao w poszukiwaniu OKAZJI oraz TANIOCHY, trafiła na sklep, który oferował wiele rzeczy o zbliżających się terminach przydatności do użytku. Nie były to terminy w stylu, jaki króluje w Polsce typu: jogurty do dziś, ciastka do wczoraj, krem za tydzień. Tu daty oscylowały wokół pół roku do roku, a przeceny BARDZO zachęcające. Keczup, prędko zawaliła cały koszyk towarem, Katarzyna po przyjściu z pracy dołożyła to i owo od siebie i oto jest! Nasz karton!



Oczywiście kurier z paczką przylazł akurat w momencie, gdy Keczup była sama w domu i brała prysznic. Słysząc lejącą się wodę, walił zapamiętale w drzwi i krzyczał, że paczka (no bo wiadomo, że człowiek w domu), wobec czego Keczup musiała otworzyć mu w ręczniku. Radość na twarzy Chińczyka, nawet ofiarnie wniósł paczki do mieszkania, a ważyły tonę!

Otwieramy! Któż to się czai w kartonie? Pamiętajcie, juan to 60 polskich groszy.




Na początek coś, co tak podjarało Keczupa, że kupiła trzy opakowania. Tonymoly Gold 24K Mask, czyli maseczka ze złotem. Nie słyszałyśmy o niej nigdy, ale spójrzcie tylko na te sztaby! Wspaniałe rzeczy! Oczywiście nie będzie ona używać trzech na raz, część dobra z kartonu przeznaczamy na prezenty dla rodzin. Tu następuje apel do rodzin: pamiętajcie o terminach! Nie ma trzymania kosmetyków w szafkach po kilka lat!




Najprawdziwsze złoto w ilości 100 ppm, a do tego ślimak, miód i kawior. Złoto i kawior! Towar luksusowy, aż dziw, że Chińczycy nie wlepili swojego komunistycznego podatku od dóbr luksusowych. Koszt jednej maski to 23 juanów, przecenione z 98! Najlepsza okazja, luksus za grosze!




Czas na firmę Innisfree, która nigdy nas nie zawiodła. W oko wpadło nam coś o nazwie Inisfree Eco Science White C Skin (przecena z 75 na 33 juańce) i jest to coś w rodzaju toniku (bardziej przypomina on jednak bezbarwne mleczko) z ekstraktem z mandarynki i witaminą C. Ma mieć działanie rozjaśniające i peelingujące, walczyć z przebarwieniami i wstrętną gębą. Keczup, słysząc zapewnienia o tych magicznych działaniach zakupiła opakowanie pełnowymiarowe, zaś Katarzyna zdecydowała się na mały zestaw tonik + emulsja za 6 juaników. Do tego krem do rąk Innisfree, który pachnie wyjątkowo smakowicie (jedyne 8).




Po kilku użyciach tego cuda, Keczup jest zachwycona. Nawilża elegancko, szybko się wchłania, nie zostawia paskudnej warstwy. Działania wybielającego na razie nie stwierdzono, gdyż testy trwają na razie całe 2 dni. Pięknie pachnie mandarynką i wprowadza bożonarodzeniowy nastrój XD. Krem do rąk, jak to krem - ręka zadowolona.




Pianka do twarzy (24 juańce, przecena z 79, wspaniała okazja!), serum z zieloną herbatą ( z 80 na 40) oraz esencja z soi za dziesiątaka, wszystko od Innisfree i wszystko jeszcze nie otwarte. Serum używałyśmy już wielokrotnie w formie próbek i bardzo sobie chwalimy.




Czas na wyroby od Tonymoly. Marka ta znana jest z wybitnie sympatycznych opakowań (o kawaii pakowaniu rozwodziłyśmy się już tutaj ---> KAWAII BITWA klik klik klik), spójrzcie tylko na nasz haul! Pandusia to Panda's Dream Brightening Eye Base, czyli rozjaśniająca baza pod oczy (cena 15 juanów). Prócz tego mamy Water Bomb Sleeping Pack (18 juaników, przecena z 40!) i jest to nawilżająca maseczka na noc oraz krem do rąk w brzoskwini (15, drogo, ale ta brzoskwinia!). Po jednym użyciu sleeping pack sprawuje się całkiem nieźle, wchłania się elegancko, a gęba nie straszy rano w lustrze.




Oto brzoskwinia! Nie używałyśmy jej, bo ma przeznaczenie prezentowe. Nietrudno się jednak domyślić, że pachnie brzoskwiniowo i nawilża rękę. Nie ma wielkiej filozofii w kremie do rąk.




Pandusiowa baza pod oczy! Jak widać jest zupełnie biała, lecz po wklepaniu pod oko białość znika. Nie zauważyłyśmy spektakularnych efektów, aczkolwiek rozświetlenie jakieś tam jest. Słyszałyśmy, że krem pod oczy z tej samej serii to straszna nędza, więc nie napalałyśmy się na wybitne działanie. Prawda jest taka, że za 15 juańców nie byłyśmy się w stanie oprzeć takiej pandusi żwawo zajadającej bambus.




Część makijażowo-urodowa, bo czasem sama pielęgnacja to za mało :P. Od lewej odżywka do rzęs Etude House My Lash Serum (15 juanów), najlepszy na świecie eyeliner Tonymoly, zdolny uczynić kreskę, jaką sobie tylko wymarzysz (również 15), pomadka ochronna Innisfree z całkiem zacnym kolorem (takoż 15), kolejny wyrób do ust Innisfree, tym razem płynna pomadka w odcieniu hardego pomarańczu (17, drożyzna!) oraz Tonymoly mazidło do ust schowane w ustach (jedyne 8, za to przecenione z 15 juaników). 




Proszę obczajać kolory. Keczup rzecze tak - ta czerwona rzecz uczyni twoje usta prawdziwie czerwonymi, a poza tym nawilża jak Carmex czy inna Nivea. Katarzyna rzecze - obawiałam się początkowo tego wystrzałowego pomarańczu, lecz po nałożeniu na usta okazał się bardziej subtelny i przyjazny w noszeniu. Jest to płynna pomadka lekko zastygająca, jednak daje raczej efekt tintu niż ust Kylie Jenner i jej sióstr. Dodatkowo ten swatch, inaczej plama koloru na dłoni, którą do tego zdjęcia uczyniłam, trzyma się już drugi dzień (a myłam się w tym czasie!).




I na koniec nowa dostawa maseczek! Hmm... może warto byłoby zacząć ich zużywać, miast gromadzić, kolekcja zajmuje już bowiem cały karton XD. Zawsze sobie mówimy tak: najpierw napiszem maseczkową notkę, potem zużycie! Tym sposobem mamy truskawowe plasterki na nos od Tonymoly, zieloną herbatę od Innisfree i wiele różnych rodzajów szykownych płacht Beauty Clinic Mediheal. Ceny? Od 3 (za Innisfree ważne do września) do 6 juanów. Zobaczymy, co z tego będzie!




I to już tyle z naszego kartonu, który kosztował nas wiele juańców, ale przecież bez przecen kosztowałby znacznie więcej, więc w ogólnym rozrachunku na plus! Dajcie znać, czy jesteście zainteresowani bliższym spotkaniem z którymś z tych produktów. Tymczasem żegnamy Was, baj baj, do następnego! XOXOXO!

15 komentarzy:

  1. O, jaki wielki haul kosmetyczny! Uwielbiam maski w płachcie - aktualnie testuję te zwierzakowe ze skin79 :)) Markę Innisfree znam i również bardzo lubię ;)

    Zapraszam na swojego Bloga Sakurakotoo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My gromadzimy maski w płachcie jak szalone i również mocno poważamy. Nigdy nie miałyśmy tych ze skin79, jak się sprawują? Planujemy niebawem notkę o maskach, w tym zwierzątka i operę pekińską na twarzy :). Blog Twój bardzo nam się podoba!

      Usuń
  2. Generalnie słyszałąm bardzo wiele o azjatyckich kosmetykach . Ale jedyne co mnie odstrasza to ich tandetne opakowania . Ale w Azji chyba wszystko jest pstrokate :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutna prawda jest taka ze bez tych opakowan nikt by tego tutaj nie kupil :D

      Usuń
    2. Eeee tam, przecież nie wszystko jest takie pstrokate. Cóż jest tandetnego w opakowaniach Innisfree? Oni są eko, recycling i tusz sojowy to i opakowania inne. W tych szalonych opakowaniach przodują głównie Etude House i Tonymoly i no cóż, sprzedaje im się to wyśmienicie :). Etude domki są w każdym centrum handlowym i Chińczycy mają świra!

      Usuń
  3. Bazę pod oczy z pandą kupiłabym za samo to opakowanie. :D

    kittykwiaton.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też właśnie tak uczyniłyśmy, a jakże! XD Spodziewałyśmy się lichości, ale jest całkiem fajna.

      Usuń
  4. Świetny wpis, jak zawsze! :) Czy można prosić o linka od tego sklepu? :D Wybaczcie jeżeli był, a ja przegapiłam >.<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Linku nie było, oto ów sklep https://thestyle.taobao.com/search.htm?spm=a312a.7728556.w4023-2752420973.33.QROtz7&orderType=hotsell_desc
      Towaru jest mnóstwo i nie wszystko jest przecenione, więc należy wykazać dużą cierpliwość ;).

      Usuń
  5. Od paru tygodni czytam Waszego bloga-jest super :)
    Czy na taobao można zamówić wysyłkę do Polski?
    Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy! Niestety, Taobao wysyła tylko w obrębie Chin i czaaaasami do paru azjatyckich krajów. Jeśli interesuje Cię kupowanie z Taobao, trzeba by poszukać jakiegoś shopping serwisu, który wyśle Ci paczkę. My w zamierzchłych czasach korzystałyśmy przez Agencytaobao i było git.

      Usuń
  6. Cześć, czy kojarzycie markę BIOAQUA? Nie mogę znaleźć żadnego źródła, ale widuję te kosmetyki w internecie. Obstawiam, że to marka chińska. Będę wdzięczna za jakieś informacje. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Kojarzę tą markę (tak, to chińska), ale nigdy nic od nich nie miałyśmy, bo obawiamy się chińskich kosmetyków. Z tego, co widzę, silnie inspirują się koreańskimi markami, a ich produkty są na aliexpressie po taniości. Trochę strach!

      Usuń
    2. Ja ostatnio znalazłam tę markę w internecie i dla mnie to po prostu chińskie podróbki kosmetyków koreańskich. W niektórych przypadkach nawet opakowania są identyczne.

      Usuń
  7. Hmmm to muszę się mocno zastanowić czy warto.

    OdpowiedzUsuń