wtorek, 13 września 2016

OMG, świecę się jak... Azjatycka pielęgnacja cery mieszanej, tłustej i trądzikowej. Koreańskie i japońskie pianki do mycia twarzy.


Czas na kolejną już notkę poświęconą azjatyckim kosmetykom. Tym razem Keczup odpowie na pytanie, co koreańskie i japońskie firmy oferują posiadaczkom cer mieszanych, tłustych oraz trądzikowych. Niestety tak się złożyło, że facjata jej właśnie do takich należy. Zazwyczaj mieszana, w Chinach idąca w kierunku tłustej (na szczęście Chiny baj baj) oraz z tendencją do trądziku. Pryszcze lubią wyskakiwać co i rusz, zostawiając po sobie czerwone ślady, które potem goją się miesiącami, ogółem straszna bieda. Gęba jej świeci się ciągle, makijaż spływa (pomaga tylko magiczny sprej utrwalający makijaż), powieka natomiast jest tak tłusta, że malowanie oczu to dramat i nędza (nawet wodoodporny tusz Better than sex utrwalony setting sprejem Urban Decay rozmazał się wszędzie, tworząc efekt pandy!). Nie jest lekko. 

W ciągu trzech lat wypróbowała wiele specyfików, mających sobie z tym problemem radzić. Pianek, toników, lotionów, serów, kremów, kremów do zadań specjalnych, zachwalanych serii popularnych firm. Co pomogło? Patrzcie i czytajcie! (zdjęcia produktów pochodzą z Taobao)


Wszystko, co widnieje na zdjęciu, zostało już zużyte do końca, a opakowanie leży gdzieś w śmieciach na drugim końcu świata. W dzisiejszej notce skupimy się na piankach do mycia twarzy i omówię cztery z nich:
1. Etude House Baking Powder BB Deep Cleansing Foam
2. Hada Labo Tamagohada AHA+BHA Face Wash Foam
3. Etude House AC Clinic Daily Acne Foam Cleanser
4. Innisfree Bija Trouble Facial Foam (tej nie ma na zdjęciu, została bowiem kupiona później).

ZACZYNAMY!


1. Etude House Baking Powder BB Deep Cleansing Foam


Pianka do twarzy z, jak nazwa wskazuje, proszkiem do pieczenia, która ma oczyścić nam twarz z makijażu i zanieczyszczeń, pozostawiając twarz świeżą jak poranek! Jak to pianki mają w zwyczaju, z maleńkiej ilości pozyskujemy potężną porcję piany, którą myjemy twarz. Dobra rada, nie przesadzajcie z ilością, bo piana Was pożre! Cóż można powiedzieć o tym produkcie?
- Wyśmienicie nadaje się do zmywania makijażu! Stworzona została rzekomo do kremów BB, których ja od dłuższego czasu nie używam, ale to nieważne, bo każdy makijaż schodzi jak marzenie!
- UWAGA! Nie zmywać nią oczu, bo wypłyną! Serio, proszek do pieczenia w oku to nic miłego...
- Posiada drobinki peelingujące. Dla mnie lepiej, peeling gratis, lecz w przypadku wrażliwych cer warto zwrócić na to uwagę
- Oczyszcza skórę tak jak obiecuje producent, jest po tej piance świeża, nie ściągnięta, wydaje się nieco bielsza (to pewnie ten peeling)
LECZ NIESTETY:
- Zapach nie jest oszałamiający. Niby cytrusowy, mi bardziej kojarzy się z mleczkiem do czyszczenia powierzchni łazienkowych
- Zdarza się lekko wysuszać. Moja tłusta gęba sobie radzi, ale ponownie zaznaczam, suche i wrażliwsze cery mogą być niezadowolone
I NAJGORSZE...
- Absolutnie nic a nic nie działa na pryszcze, blizny po pryszczach, oczyszczanie porów, zaskórniki i tego typu sprawy. Po prostu dobra pianka do zmywania makijażu.


Opakowanie zawiera 150 ml produktu i płaciłam za nią około 20 zł. W Polsce, z tego co widzę, wołają za nią 50 zł i tej ceny, uważam, nie jest warta.


2. Hada Labo Tamagohada AHA+BHA Face Wash Foam



Japońska pianka z kwasami AHA (kwas glikolowy) oraz BHA (salicylowy), ma pobudzać naturalne procesy odnowy skóry, pozbywać się zanieczyszczeń i zapewnić nam twarz gładziutką jak po zabiegach z kwasami. Tamago to po japońsku jajo i spotkałam się z kiloma wyjaśnieniami odniesień do jaja:
1. Produkt ma dawać skórze jędrność jak świeżo ugotowane jajco XD
2. Ma zrobić nam twarz o kształcie odwróconego jaja, czyli piękny owal ze zwężeniem w okolicy brody
3. Zawiera mistyczny składnik pozyskiwany ze skorupki jaja
Nie chce mi się za bardzo wierzyć, że Japonki marzą o twarzy jak jajo, lecz jeśli to prawda to cóż... dużo śmiechu i radości!
Okej, dość żartów. Co zapewnia nam ta pianka?
- Wygładza twarz lepiej niż peeling, serio! Nie używam peelingów mechanicznych z uwagi na pryszcze, a modnych koreańskich specyfików rolujących się nie za bardzo lubię. To jest to! Nie ma żadnych drobinek, ale kwas wyżera wszystko!
- Pozbywa się suchych skórek, lekko wybiela twarz i blizny, oczywiście używany regularnie. Ja myłam nim twarz raz dziennie i efekt był!
- Nie wysusza i nie ściąga! Tu jednak zaznaczam, że gęba moja jest już obeznana z kwasami i retinolami i na innych może zadziałać badziej hardkorowo
- Bardzo wydajna. Wyciskajcie naprawdę odrobinę!
Tu drobne uwagi:
- Mocno daje kwasem. Ja nawet lubię ten zapach, ale nie wszystkim może odpowiadać.
- Koniecznie trzeba stosować po niej filtry przeciwsłoneczne, jak po każdych kwasach.
- Nigdy nie zmywałam nią makijażu. W przypadku dostania się do oka KONIEC.



Podsumowując, jest to bardzo dobra pianka, pomagająca walczyć z bliznami i przebarwieniami. Lekko wysusza pryszcze i sprawia, że skóra jest gładsza. Płaciłam za nią około 30 zł za 130 ml, w Polsce pewnie dwa razy drożej (btw, skąd te ceny, w Japonii Hada Labo jest wszędzie po taniości).


3. Etude House AC Clinic Daily Acne Foam Cleanser


Przeciwtrądzikowa pianka z kwasem salicylowym oraz olejkiem z drzewa herbacianego, ma oczyszczań cerę i pozbywać się bakterii powodujących trądzik? Czy tak jest?
- Oczyszcza rzeczywiście solidnie, nadaje się również do zmywania makijażu. Tak, jak w przypadku poprzednich produktów, nie polecam wkładać do oka, pamiętajcie o kwasie!
- Po umyciu skóra dość długo jest matowa
- Bardzo wydajna
JEDNAK
- Lekko wysusza, używałam jej zazwyczaj tylko raz dziennie
- Zapach jest średnio przyjemny
NIESTETY
- Nie robi nic w kwestii trądziku!


Zasadniczo jest to typowa pianka dla nastolatków, borykających się z pryszczami. Jak za czasów młodości się człowiek nasłucha, nakupuje, a wszystko na nic! Pianka przeciętna, do mycia gęby się nada, ale do mojej starczej facjaty potrzebuję czegoś innego. Za 150 ml produktu płaciłam około 20 zł, w Polsce pewnie tradycyjnie jego koszt to około 50 zł (rozbój w biały dzień!).


4. Innisfree Bija Trouble Facial Foam




Pianka zawierająca w składzie mistyczną roślinę bija oraz kwas salicylowy, przeznaczona do cery problematycznej (pod tą dyskretną nazwą kryje się cera trądzikowa). Ma walczyć z pryszczami i pozostawiać skórę dogłębnie oczyszczoną, jednocześnie nie wysuszając jej. Czy spełnia te obietnice?
- Jest to zdecydowanie najdelikatniejszy z opisanych dziś produktów. Nie wysusza, nie ściąga, nie podrażnia
- Nadaje się do zmywania makijażu, trochę jednak wypala oczy (jednak mniej niż pozostałe)
- Nie zawiera w sobie żadnych drobinek peelingujących
- Po umyciu twarz jest odświeżona (pianka zawiera mentol, to pewnie to)
- Dobrze oczyszcza, sprawia, że skóra jest przyjemna w dotyku, można jej używać kilka razy dziennie
LECZ
- Ma mocno ziołowy zapach, który średnio mi odpowiada
Pomimo zapewnień producenta, trądzik jak był, tak jest


Tu widzimy porównanie starego (po lewej) i nowego opakowania. Ja posiadałam starą wersję i kosztowała mnie ona coś pomiędzy 25-30 zł.




Z której pianki jestem najbardziej zadowolona? Układając od najlepszej do najgorszej, lista wyglądałaby tak:

1. Hada Labo Tamagohada AHA+BHA Face Wash Foam
2. Innisfree Bija Trouble Facial Foam
3. Etude House Baking Powder BB Deep Cleansing Foam
4. Etude House AC Clinic Daily Acne Foam Cleanser

Hada Labo jest naprawdę dobra, a jej działanie jest zauważalne. W Innisfree podoba mi się, żo pomimo bycia produktem do tłustej cery, jest delikatna. Baking Powder wspaniale spisuje się do zmywania makijażu, a AC Clinic trochę nazbyt wysusza. Ogólny wniosek jest taki, żadna pianka nie zniszczy Wam pryszcza niestety :P.

Obecnie myję facjatę takim zestawem. Jak widać, została zakupiona kolejna tuba Tamagohady, a na miejsce Bijia wskoczyła pianka również firmy Innisfree, tym razem z serii wulkanicznej. Jest też i niezastąpiony olejek DHC. Ten zestaw radzi sobie na razie dobrze, a cera trochę się poprawiła (może być to jednak wpływ zamiany chińskiego powietrza na polskie XD).



Czy używacie koreańskich kosmetyków? Jak się u Was sprawdzają? A może macie jakieś doświadczenia z wymienionymi tutaj specyfikami? 

Niechaj Wasze twarze będą zawsze piękne! Ahoj!

9 komentarzy:

  1. Tak to jest z pryszczami, że nękają człowieka nieustannie. Pomaga urodzenie dzieci he,he,he, ale to chyba zbyt drastyczne i dość nieodwracalne. Niech polskie powietrze Ci służy! Ahoj!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja używałam regularnie czerwonego lotionu Hada Labo z kwasem hialuronowym, ale po tym, jak znudziło mi się wklepywanie postawiłam na polskie kosmetyki. Chwilowo jestem zachwycona Sylveco, Viankiem i moim "OCM", a za serum robi mi witamina C w kroplach z dodatkiem kapsułek z witaminą E ;) Cera w dobrym stanie, odrobinkę mniej się tłuszczy, ale nadal smalec. Cóż, życie, trzeba ciągle próbować. Przynajmniej jest bardziej promienna, a to plus. Czekam chwilowo na Bunny Tint Tonymoly i Petit Clearing z HH na "gorsze dni" cery.
    Miłego dnia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My wróciłyśmy do Polski bardzo niedawno, ale jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczone zmianami na polskim rynku i testujemy właśnie różne cuda z Sylveco, czy Bielendy. Do Vianka też się właśnie zabieramy, bo te kosmetyki idealnie wpasowują się w azjatycką pielęgnacje. W sumie nie zawsze chodzi o to czym, a też jak. Gorsze dni zdarzają się każdej cerze. Tak, jak mówisz: TRZEBA PRÓBOWAĆ!
      Również pozdrawiamy;)

      Usuń
  3. Hej! Super wpis, bardzo dziekuje za wszystkie recenzje. Moja cera jest mieszana, głownie syfy wychodzą mi na czole i brodzie, ale ostatnio zaczął występować trądzik hormonalny, pod kośćmi policzkowymi i na linii żuchwy. Od dwóch lat stosuje koreańskie kosmetyki, najbardziej pomógł mi Lotion Hada Labo, lecz moja twarz dalej wysypuje i jest pełna blizn, bo mecze, drapie i wyciskam. Przestałam jesc nabiał tydzien temu i od tamtej pory cera wyglada o wiele lepiej, moja cała uwaga kieruje sie na regeneracji skory, rozjaśnieniu blizn. Myśle o serum klaris Freshu juiced i esencji benton snail bee (nigdy nie używałam ani serum ani esencji). Ale wracając do pianek. Rownież używam innisfree jeju vulcanic foam, rano i wieczorem. Chciałabym spróbować tej z hada labo i mam pytanie, ktora używasz rano, a ktora wieczorem i dlaczego? Pozdrawiam, Alicja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Ja w sumie prawie w ogóle nie jem nabiału, a cera cały czas wstrętna... Lotion Hada Labo to wspaniała rzecz, prawda! Co do pianek to zazwyczaj używam Innisfree rano, a tej z kwasami wieczorem. Wydaje mi się, że nie ma co złuszczać i osłabiać skóry kwasami rano, skoro potem nakładam makijaż i wychodzę na syf, a wieczorem po kwasie nakładam dużo specyfików, więc taki peeling przed w sam raz. Tak to sobie tłumaczę :).
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Jakoś nie przekonują mnie kosmetyki firm, których zupełnie nie znam/. Szczerze nigdy nie miałam styczności z żadnym z tych, które sa przedstawione i nie wiem gdzie je można zakupić np. w Gorzowie Wielkopolskim, w którym mieszkam. Mam cerę mieszaną, a raczej tłustą, więc z chęcią wypróbowałabym Hada Labo Tamagohada AHA+BHA Face Wash Foam gdybym wiedziała gdzie ją mogę kupić;)
    Pozdrawiam
    marusitestowanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że ta pianka nie jest dostępna w Polsce i można ją kupić w japońskich sklepach internetowych. A azjatyckie kosmetyki są coraz popularniejsze w Polsce!

      Usuń
  5. Aktualnie używam oczyszczającą piankę Holika Holika, polecam. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. My już jakiś czas temu zaczęliśmy stosować pielęgnację azjatycką, ale dopiero wyjazd do Tajlandii uświadomił nam, jak tak naprawdę powinno się nią stosować i przede wszystkim, jak dużo uwagi Azjatki (i Azjaci)poświęcają na pielęgnację twarzy. Produktów, które używasz nie znamy, ale z opisu wynika, że do właśnie takiej cery, jak twoja są świetne.

    OdpowiedzUsuń