czwartek, 20 października 2016

Nie pojadę, bo nie! Chińskie taksówki, czyli o trudach podróżowania w Chinach.


去哪儿啊?- w wolnym tłumaczeniu "gdzie jedziem?"

Czy tego chcemy czy nie, trzyletnie życie w Chinach zaowocowało pewną wiedzą i doświadczeniem życiowym. W związku z tym ludzie często pytają nas o różniste zagadkowe kwestie. A czy Chińczyki plują? A czy dzieci robią pod siebie? A czy żyją za miskę ryżu? A czy tanio czy drogo? A czy warto jechać? Zawsze chętnie rozwiewamy ludzkie wątpliwości i z tej okazji postanowiłyśmy stworzyć kilka wpisów o charakterze praktycznym. Pisałyśmy już kilka razy o oszustwach, na jakie jest się narażonym w kontaktach z Chińczykami, lecz dotyczyły raczej życia codziennego, czy to burd w pracy czy włamów do mieszkania czy napadów (tak, to jest właśnie życie codziennie w Chinach). Dziś coś, co może Wam się przydać w podróży, a mianowicie - jak korzystać z chińskiej taksówki! Czy drogość? Czy bezpieczne? Czy łatwe w obsłudze? Oczywiście nie zabraknie też chińskich przekrętów taksówkowych, bo tych jest wiele i jakież pomysłowe!

Tak, wiemy, taksówkarze na całym świecie są tacy, jacy są. Zdarzają się oczywiście uczciwi i dobrzy ludzie, ale umówmy się, trafienie na mendę zdarzy się prędzej czy później. A w Chinach? Zaczynamy!


Taksówki w Chinach są tanie i jest ich milion. Niestety ludzi w mieście jest zazwyczaj paręnaście milionów, więc złapanie wolnego samochodu nie jest łatwe. Często stoi się obok kilku grup Chińczyków i walczy się z nimi o jedną taksówkę. Jak myślicie, czy biały człek ma tu jakiekolwiek szanse? Haha. Warto wiedzieć, że samochód łapiemy prosto z ulicy, machając na niego ręką. Tak, jest to bardzo elo i w ogóle, ale nieraz stałyśmy tak po 15-20 minut, nikt się nie zatrzymał, a nam pozostało zasmucenie się i wleczenie się do metra z miną przegranego człowieka. Koszta? W naszym Guangzhou, czyli jednym z trzech największych miast Chin, koszt początkowy to 10 juanów (czyli 6 zł, za to jedziemy pierwsze trzy kilometry) i bodajże 2,60 za każdy kolejny kilometr (coś koło 1,50 zł). Po chińsku taksówka to 出租车 czytaj czudzucze, czyli samochód do wynajęcia (tak swoją drogą, czy wiecie, że słowo samochód bardzo bawi Czechów?). Tu kończy się teoria, bo w praktyce możemy napotkać kilka standardowych problemów. Najpopularniejsze z nich opiszemy tu i teraz!

1. Nie pojadę, bo nie!

Jesteśmy spóźnione. Mamy milion bagaży. Zbliża się tropikalna ulewa. Lub po prostu jedziemy na jakieś lolickie party w pełnym umundurowaniu i potrzebujemy taksówki. Pod blokiem stoi ich kilka, więc myślimy, ha! Będzie dobrze! Niestety... pan z pierwszego samochodu oznajmia, że nie pojedzie, bo to za daleko i mu się nie opłaci, bo tam nie znajdzie klienta. Kolejny nie pojedzie, ponieważ jesteśmy białe i na pewno nie mówimy po chińsku, choć właśnie mówimy do niego po chińsku. Następny, bo nie mamy adresu w znakach i on nie będzie szukał. Zdarzają się jeszcze problemy następujące:
- bo za blisko i mu się nie opłaci
- bo chcemy, żeby włączył taksometr
- bo on pojedzie tylko za 100 juanów, których nie chcemy mu dać
- bo mu się nie chce i tak w ogóle to on ma teraz przerwę
- BO NIE!
W ten sposób obskakujemy wszystkie taksówki, stojące pod blokiem na POSTOJU dla taksówek, ale niestety... Czeka nas upojna podróż metrem, godzinkę z trzema przesiadkami, bijąc się o miejsce z hordą spoconych Chińczyków (którzy nie lubią się myć). BOSKO.


2. Ależ to tu! Przecież wiem, gdzie jechać!

Wyjaśniałyśmy już kilka razy chińskie pojęcie twarzy. W skrócie, Chińczyk za nic nie przyzna się do błędu/niewiedzy/głupoty, bo bezpowrotnie straci twarz! W związku z tym panu taksówkarzowi nigdy w życiu nie wymsknie się, że adres, który mu pokazujesz, zupełnie nic mu nie mówi. Albo, że tak właściwie to tydzień temu przyjechał z prowincji, gdzie pasł świnie i w mieście zna tylko trzy ulice. Wszystko to jest nieważne! Otwiera drzwi, uśmiecha się i zapewnia "oczywiście, że wiem, gdzie jechać". Po jego minie wiemy już wszystko. W trakcie jazdy wydzwania do kolegów (sprytnie mówi po kantońsku, wtedy na pewno nie domyślimy się, że za przeproszeniem, rżnie głupa), pyta ludzi z ulicy, krąży po podejrzanych uliczkach i łypie dookoła. Cyfry na taksometrze zmieniają się co i rusz, a pan, widząc nasze wątpiące miny i zły wzrok, kręci coraz bardziej. W końcu zatrzymuje się na środku niczego i oznajmia - TO TU! Wyraźnie jest z siebie dumny. Następnie zaczyna się kłótnia, kiedy my sądzimy, że to nie tu, a on wręcz przeciwnie. Potem, że nie zapłacimy, a on wali pięścią w taksometr i twierdzi, że tyle się za usługę należy. Na koniec rzucamy mu 10 juanów i obrażone opuszczamy taksówkę. On obrażony odjeżdża, memlając pod nosem przekleństwa, że białe to takie i owakie. Jesteśmy na totalnym zadupiu. Musimy złapać kolejną taksówkę. NIEEEEEEE.

Spróbujcie złapać taxi na tej ulicy! Imposiburu!


3. Taksometr mam, ale nie używam!

Jak wszyscy wiemy, każdy uczciwy kierowca taksówki ma posiadać taksometr oraz zasady uczciwego kierowcy. Zasady te winien wiernie wyznawać i według nich żyć! Niestety, z honorem Chińczyków bywa różnie. Niechaj przestrogą będzie ta oto historia... Wracamy z wakacji z Malezji, zrelaksowane i pełne ducha zen. Lotnisko, pociąg z lotniska, wysiadamy na dworcu w Guangzhou. Obskakuje nas milion cieciów, którzy krzyczą cheap taxi, maj friend! Do centrum jedyne 500 juanów! 300! Dobra, niechaj stracę, maj friend, tylko 200! Z owymi cieciami nie należy zaczynać żadnej gadki, najlepiej w ogóle się nie odzywać, patrzeć prosto przed siebie i z surową miną kroczyć pewnie. Kroczyć w stronę wielkiej kolejki, gdzie ludzie po kolei wsiadają do podjeżdżających w kółko taksówek. Wygląda uczciwie, prawda? Dwóch Chińczyków pilnuje porządku i zawiaduje kolejką. Pierwszy zgrzyt pojawia się, gdy taksówkarz wyrzuca Chinkę z małym dzieckiem, bo chcą jechać ZA DALEKO. Ciecie od porządku wzruszają ramionami. Drugi, kiedy, A JAKŻE, wsiadamy my. Taksometr jest niewłączony.
- Włącz pan taksometr - mówimy, wskazując na machinę.
Chińczyk głupio się śmieje.
- Haha, a po co? Taki kurs będzie kosztował 200 juanów (czyli 120 zł).
W pierwszej chwili myślałyśmy, że żartuje, więc haha, Panie jak 200, trochę jakby, haha, dużo. Wtedy Chińczyk zatrzymuje się i mówi:
- 200 albo wysiadać!
W tej chwili, w ciągu sekundy, wyparował z nas cały spokój i duch zen, nabyty w Malezji.
- SKANDAL! Włącz pan taksometr albo dzwonimy na policję! I spisujemy numery! - awanturujemy się i spisujemy jego numer taksiarza.
Chłop zaczyna krzyczeć, Katarzyna bierze komórę i zaczyna udawać, że rozmawia z policją, Chińczyk nas wyrzuca, Keczup na odchodnym kopie taksówkę (prawdziwie punkowe zachowanie) i rozgląda się za jakimś kamieniem, żeby rzucić w szybę. NIE MA! Wracamy z powrotem w kolejkę. Mówimy cieciom, że oszust i tutaj są jego numery. Ciecie wzruszają ramionami. Keczup postanawia znaleźć jakiś duży kamień lub miły gwóźdź i następnym razem lepiej zemścić się na oszuście.

To właśnie taka kolejka!


Morał z tego jest taki - jeśli taksiarz nie chce włączyć taksometru, natychmiast wysiadajcie! Inaczej zapłacicie setki juanów. Prędzej czy później znajdziecie kogoś normalnego, taką trzeba mieć nadzieję.

4. Mam taksometr, w dodatku błyskawiczny!

Pray wsiadaniu do taksówki musicie być wybitnie czujni. Rozglądajcie się po całym wnętrzu i zaznaczajcie sobie krzyżyki w głowie, czy jest zdjęcie, legitymacja taksiarska, numer licencji, taksometr, zasadniczo coś takiego:


Niestety często zdarza się, że oszust ma wszystko tak pięknie podrobione, że orientujecie się, że to menda i łajdak dopiero po pewnym czasie, kiedy już jedziecie. Najczęściej właśnie z powodu błyskawicznego taksometra! Metry idą jak burza, juany niestety też! Zmieniają się z prędkością światła nawet wtedy, gdy stoicie na światłach. Oczywiście zwracamy oszustowi uwagę.
- Panie, dlaczego to tak szybko idzie? Przecież stoimy!
Najczęściej odpowiedzią jest głupkowaty śmiech i wzruszenie ramion. Co bardziej bezczelni próbują nam wmówić, że to dlatego, bo:
a) jest noc i droższa taryfa
b) jest godzina szczytu i droższa taryfa
c) jest cośtam i droższa taryfa
W tej sytuacji awanturujemy się, aż cieć zmieni taksometr na normalną prędkość albo kierujemy z jego stronę wulgarne słowa w języku polskim (Chińczycy, nie wiedzieć czemu, bardzo się wtedy stresują), patrzymy spode łba, a przy wysiadaniu urządzamy karczemną burdę, rzucamy na odchodnym 10 juanów i oddalamy się, ignorując wrzaski pokroju głupie białasy i inne epitety.

Dnia pewnego, a było to w przeddzień naszego definitywnego wyjazdu z Kraju Środka, na trzy przejazdy, dwa razy udało nam się trafić na oszusta z błyskawicznym taksometrem. Wkurzyłyśmy się niemiłosiernie (nasze nerwy były już i tak silnie nadszarpnięte, powody tego są tu --> klik klik klik), zaczęłyśmy groził łajzie policją i robić zdjęcia dokumentujące oszustwo. Skończyło się tak, że wstrętny Chińczyk błagał nas, żebyśmy dały mu choć 50... choć 30... choć troszkę. Rzuciłyśmy oczywiście 10, a wysiadając zakrzyknęłyśmy OSZUST, bowiem już chciało wsiadać dwóch panów Arabów!

5. Nielegalne taksówki i ustawki z gangami

Tak, wiemy. Brzmi jak z okładki Faktu, ale to samiuśka prawda! W Chinach funkcjonuje coś o nazwie 黑车 czytać hejcze, czyli czarny samochód. Jest to nic innego, jak taxi na nielegalu, czyli zwyczajne nieoznakowane auto, który za opłatą drobną wozi klientów. Dlaczego czarny? A czarna wołga jaka była?! W Chinach funkcjonują legendy miejskie, jak to znajomy kolegi wsiadł do takiego samochodu, a żona i dzieci nigdy go już nie ujrzały ewentualnie w podziemiach dworca Guangzhou można zjeść sznycla z klienta czarnej taksówki. Rząd komunistyczny co i rusz ostrzega naród przed oszustami, rozlepiane są plakaty z morderczym kierowcą, a nielegalne taxi regularnie niszczone przy pomocy pał, ku uciesze gawiedzi. Tu nie możemy się wypowiedzieć, bowiem nigdy nie skusiłyśmy się na jazdę czymś tak podejrzanym. Skoro nawet uczciwe taksówki oszukują nas w dwóch przypadkach na trzy to jesteśmy pewne, że rodziny nasze już by nas raczej nie ujrzały.

Czy ich też oszukali?


Niestety co do gangów to mamy silne podejrzenie, że smutną historię, jak to zostałyśmy napadnięte przez gang złodziei na rowerach, zawdzięczamy ohydnego Chińczykowi taksiarzowi, który wiózł nas na dworzec i dał im cynk (o całej historii możecie przeczytać tu --> klik klik klik). Podobno zdarzają się tak skomplikowane przekręty, gdzie jeden oszust pod dworcem Cię nagabuje, ratuje Cię kolejny miły pan, prowadzi do oszusta taksówkarza, którzy wiezie Cię do oszukańczego hotelu, a wszystko po to, by Cię obrabować ze wszystkiego! STRASZNE RZECZY. Niestety, zawsze powtarzamy pradawną mądrość ludową, Chińczyk oszustwo i złodziejstwo ma we krwi!


Na koniec garść ciekawostek!

- W Guangzhou funkcjonują taksówki w różnych kolorach, są żółte, zielone, niebieskie, czerwone... Podobno to różne firmy, ale myślimy, że jednak działa jeden komunistyczny państwowy brand kontrolujący wszystko. Chodzą ploty, jakoby niektóre kolory były pewniejsze i uczciwsze, w co szczerze wątpimy (aczkolwiek najczęściej brałyśmy zielone).


- Taksówki wyposażone są w specjalne światełko na przedniej szybie, które mówi, która jest wolna. Nie musimy zatem machać na każdą jak opętani, a wypatrujemy światełka i dopiero wtedy zaczynamy zachowywać się jak desperaci.

- Pominęłyśmy standardowe i nudne oszustwa typu jazda dłuższą drogą czy błądzenie, bo głupi obcokrajowiec nie wie, gdzie jest (Chińczycy wierzą, że każden jeden obcokrajowiec, którego wiozą jest w Guangzhou po raz pierwszy i to akurat ten pierwszy dzień).

- Oczywiście przy wydawaniu reszty również musimy uważnie patrzeć kierowcy na ręce, bo często się zdarza, że coś ta reszta się leciutko nie zgadza. Słyszałyśmy też o wciskaniu fałszywych pieniędzy (którymi Chiny są zalane), ale nam się taki przekręt nigdy nie zdarzył.

- Wpisując na klawiaturze znaki na taksówkę pojawia się ten znak - 🚖! Lub ten 🚕!

- W taksówkach, z uwagi na bezpieczeństwo (kierowcy oczywiście), zamontowana jest taka oto krata. Na przednim siedzeniu mogą siedzieć tylko kobiety i dzieci, mężczyźni ałt! I obowiązuje zakaz palenia, choć kierowcy często lubią sobie przypalić przy uchylonym oknie. Lubią też zawodzić chińskie pieśni o miłości przy akompaniamencie radyja.


- Istnieją też takie taksówki!


- I takie! Tak zwane popierdułki, tu należy ZAWSZE ustalić z kierowcą cenę przed zasiądniecięm, hardo się targując. Motoryna ta jedzie nie zważając na żadne przepisy ruchu drogowego, pod prąd, prawie rozjeżdżając pieszych po chodniku i zazwyczaj kilka pierwszych jazd to mocny hardkor. Po trzech latach nie sprawiało nam problemów nawet pisanie na komórze podczas przejażdżki! I jeszcze ciekawostka, każdy obcokrajowiec choć raz oparzył sobie łydkę o rurę wydechową podczas zsiadania z popierduły!


I to tyle z wesołej historii o chińskich taksówkach. Czy czujecie się zachęceni do skosztowania przejażdżki? A może macie jakieś wyborne historie o przejazdach w dziwnych krajach lub w Polsce? Chętnie posłuchamy! Tymczasem kłaniamy się w pas i mówimy BAI BAI!

21 komentarzy:

  1. Bardzo przydatne informacje :) Choć do Chin póki co nie polecę, to kiedyś mogą się przydać. Poza tym lepiej wiedzieć i dmuchać na zimne, niż być totalnie zielonym :)
    www.pestkizarbuza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest! Należy być czujnym ZAWSZE, w Chinach szczególnie!

      Usuń
  2. Bardzo ucieszna notka! Widzę, że lata '90 pozostawiły w was niezmywalne piętno w postaci słówka LOL ;) Warto dodać, że wolna taksówka ma czerwone światełko, a zajęta zielone.
    Agi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie pamiętamy dokładnie, jak to z tymi światełkami było, bo w naszej pamięci jawią się różnie. Oczywiście słówko LOL, ROTFL oraz YOLO są bardzo ważne w życiu każdego młodego człowieka (a nawet studenta aktualnie, troszku wstyd!).

      Usuń
  3. Zaskoczę Was chyba nieco: w mniejszych miastach jest mniej rzeźni, przynajmniej z moich doświadczeń. W Huainan przez rok nie mieliśmy większych problemów, czasem się panom nie chciało, ale to może 1 na 10. Płacenie bezbolesne, z adresami też poważnych kłopotów nie mieli (chociaż mieliśmy wszystko spisane przez znajomych, z landmarkami bardziej niż numerami domów). Dopiero w Baoding trafiliśmy na takie cuda jakie były Waszym udziałem, ale na pewno na mniejszą skalę niż w Guangzhou (pomnę jedną ciężką kłótnię i okrzyki co sobie może laowai). Tylko kursy na dworce i z dworców to lubiał być horror i ceny z gwiazd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, a powiadają, że to kierowcy z prowincji, co to przyjechali do Guangzhou się dorabiać, najgorsi! W mniejszych miejscowościach jeździłyśmy zazwyczaj świniowozem i tam zdarzał się głównie problem pod tytułem oczywiście, że wiem, gdzie jechać. Zasadniczo mamy wrażenie, że zawsze i wszędzie spotykają nas wszelkie oszustwa, jakie istnieją, więc może cały ten blog jest mało reprezentatywny :P

      Usuń
  4. W Tianjinie z taksami też nie było aż tak źle :) Raz nawet jechałam czarną, była sto razy bardziej wypasiona w środku, szybko zawiozła nas do pubu i kierowca wziął tyle, ile za przejazd legalną zieloną! Może jednak dodatkowe dwa lata by trochę poszerzyły moją wiedzę, ale przez rok w Tianjinie nie miałam jakiejś naprawdę złej przygody, a jeździłam nawet często :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczciwy kierowca w czarnej wołdze, szczęście! Czasami nam się wydaje, że Guangzhou to jakieś światowe centrum przekrętów :P. Czy masz zamiar zostać w Chinach na dłużej?

      Usuń
    2. Nie! Pomimo, że taksówkarze nie oszukują zdaje się aż tak często jak w Guangzhou, to miasto nie jest za przyjemne :( nie wiem, czy określiłabym je jako "paskudne", ale czasami takie jest... Szczególnie w upalne zasmogowane dni, albo właśnie w zimne listopadowe dni, kiedy historie o zanieczyszczeniu 500+ są najprawdziwszą prawdą =.="

      Usuń
  5. Osobiście nie lubię korzystać z taksówek, własnie dlatego, że jest masa kanciarzy. W Glasgow za tą samą trasę płaciłam raz 12 funtów, drugi raz o dychę więcej. Bo tak, za żywota. Ostatnio jednak skorzystałam z Ubera i muszę przyznać, że pełne zadowolenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yyyyy, jak to? Nie miał ten oszust taksometru? Żeby nawet w, można by rzec, świecie cywilizowanym tak oszukiwali to już przegięcie!

      Usuń
  6. Wasze Glandzo nie jest reprezentatywne dla całego kraju jeśli chodzi o napaści, kradzieże itd. W innych miastach jest spokojniej, natomiast jeśli chodzi o taksy to bywa różnie. Tam gdzie mieszkałam to raczej nie oszukiwali na rachunku Ale nie chcieli jechać bo blisko /daleko/ deszcz pada/ biala turystka. Historie z utrata twarzy tez znam a z za dobrze- taknooczywisciejuzjedziemy i telefony do szwagra z Guizhou ze gdzie my w ogóle som.Zawsze gdy opuszczalam moje duże miasto i udawalam się na prowincję ktoś próbował mnie rabac. Babiny, która w miejscu urodzin Mao chciala mi sprzedać 2 jajka za 70 juanow nie zapomnę do konca życia. Potem za mną biegła, ze za 7 będzie ok!!!! Umawianie się na cenę z riksiarzami z góry nic nie daje bo oni i tak potrafią w połowie drogi się zacząć wyklocac o drugie tyle pod groźbą wyrzucenia z pojazdu, zrobienia skandalu i wezwania policji. Policja parę razy przyjechała i uwaga! Zawsze w klotniach z taksiarzami i rulyksiarzami stawała po mojej stronie. Widocznie skala pzrekretu była zbyt groteskowa nawet dla nich. Ja z powodu takich rzeczy przestałam jeździć po Chinach, bo nie chciało mi się uzerac ze złodziejami i psuć nastroju w wolne dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nam się zdaje, że Guanzgou to jakaś światowa stolica oszustwa i krętactwa, a w innych miastach nie spotykały nas tego typu przygody (aczkolwiek wiadomo, że inaczej jest w podróży, a inaczej na co dzień z Chińczykami). Hoho, sprytna babina! Może to były jajca ugotowane w słynnych kociołku wielkiego sternika i wschodzącego słoneczka komunizmu? Albo lepiej, co jeszcze za żywotu Mao, mamusia mu ugotowała do szkoły. Niemniej, obniżka z 70 na 7 to nie lada okazja! Z rikszarzami i popierdułkowcami jakoś nie miałyśmy większych problemów, o ile byłyśmy dla nich oschłe i hardo się targowałyśmy. Co do burdy z policją to rzeczywiście, chyba te mendy wkurzają nawet ich! Skandal z białym, co nie chce zapłacić, wyborny żart.

      Usuń
  7. Moja najgorsza przygoda z taksowka: przeprowadzalam się kilka ulic dalej. Miałam trochę tego majdanu i za daleko było żeby lazic z każdą torba na piechotę więc spakowalam wszystko do wietnamskich parciakow i zeszlam na dół zawolac taksówkę. Pan zaczekal, az wszystko zniose i pojechalim. Niestety, w tamtym okresie koło mojego budynku budowano marsz Nowe osiedle i Nowa stacja metra. Dojazdy pod sam ogromniasty blok byly rozkopane. Ja sprawdzilam uprzednio jak podjechac pod klatke samochodem przez wertepy.I mówię panu, ze z powodu budowy musimy wjechać tutaj a Pan mówi ze tam przejazdu nie ma. Ja mówię że jest. On się upiera ze nie ma. Ja już rycze na niego ze jest. Zaczynamy objezdzac blok od każdej strony tylko nie od tej co trzeba a on mi udowadnia: patrz pani! No przeciez się nie da. Normalnie bym wysiadla i dała se spokój Ale mmialam toboly. W końcu zatrzymał go ciec i pyta się, co tak jeździ w kółko. Ten mu na to ze szukamy podjazdu pod moją klatkę, a ciec go odsyła na ten tymczasowy wjazd o którym mówiłam mu od samego początku. I on jedzie tam, a jakze. pod wjazdem się zatrzymuje i mowi ze tam sie nie da wjechać po czym wywala mnie z wszystkimi tobolami na środku ulicy. Stracił twarz, okazał się idiota. Zamiast próbować te twarz odzyskać jak dorosły mężczyzna i odkręcić co nawywijal, to facet zamyka się w sobie i wyrzuca kobietę w środku nocy z całym życiowym dorobkiem na chodnik. I se radz babo. Na szczęście jacyś ludzie na skuterku podjechali i pomogli mi się zebrać. Ja mu nie zapłaciłam i zostawiłam otwarty bagażnik i go później widzialam jeszcze jak zataczal kółka po okolicy z tym otwartym bagaznikiem i wyrazem obłędu na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny dowód na to, że ten sam język i ta sama kultura nie oznaczają jeszcze tej samej mentalności. Taksówkarze na Tajwanie to absolutni profesjonaliści, którzy w życiu nie oszukają. Taksówki są zawsze dobrze oznakowane, ale - niestety - jednakowo drogie, i dla łajgłożenów, i dla innych Tajwańczyków (toteż nie bardzo opłaca się nimi jeździć). Kierowcom zdarza się czasem błądzić, gdy nie znają adresu, ale najczęściej dość szybko mówią o tym klientowi, zamiast rżnąć głupa. Wszystko jest na wysokim poziomie, a doświadczenie pozostawia uczucie wysokiego profesjonalizmu. W mniejszych miejscowościach taksówkarz też czasem zagada cię, a to o pogodę, a to o kraj, z którego pochodzisz, itd.

    Te Chińczyki to jednak dzikusy, hehe. Tajwańczycy nie kłamali : D

    OdpowiedzUsuń
  9. To nie jest prawda ze taksówkarze na Tajwanie to profesjonaliści!!! Miałam bardzo nieprzyjemne przejścia. A często taksowkami nie jeżdżę. Po pierwsze ta sama mentalność co w chinach kontynentalnych: obawa o utratę twarzy więc obiecują gruszki na wierzbie. Zwłaszcza starsi mężczyźni. Nie mają gpsow w samochodzie i opowiadaja bajki , że wiedzą dokąd jadą. Na miejscu zaczynają kręcić, pytać przypadkowych przechodniów, patrzeć w mapę w moim telefonie której nie rozumieją, a licznik trzaska. W sumie jeszcze gorzej niż w chinach. Tam to przynajmniej się do kogoś dodzwaniali i ten ktoś im tłumaczył. Taka sytuacje miałam już parę razy , więc to nie są odosobnione przypadki. Plus tych sytuacji był taki ze nie wzieli czesci pieniędzy. Albo wcale nie wzięli. Koejny minus to głupie rozmowy: no jak to, nie wie pani gdzie ma wysiąść a ja mam wiedzieć? Ja tu pani chce pomóc a pani się tak denerwuje itd. Zero odpowiedzialności za klienta. Zero szacunku dla umowy spolecznej. Moja twarz jest najważniejsza a ty się mozesz spozniac do pracy, na spotkanie, co mnie to.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie byłam w Chinach i raczej szybko nie będę, ale fajnie jest poczytać i być świadomym, tego co może nas czekać w innym miejscu. Tym bardziej, że widać jak specyficzny jest temat taksówek w Chinach... :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ooo rany, to ze 100x gorzej niż u nas. Bardzo przydatne informacje szczególnie przy pierwszej wycieczce do Chin ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pamiętam, że jak jeździłam taksówką po Szanghaju (kosztowało to kilka-kilkanaście zł max za jazdę z centrum na dalekie peryferia), to zawsze miałam karteczkę, a tam napisane po chińsku "Proszę mnie zawieźć ... i lista do wyboru: z adresem hotelu, uniwerkiem, najważniejszymi atrakcjami. Patent działał!
    Oczywiście, że kierowcy próbowali wozić nas obwodnicą, zamiast najkrótszą drogą, ale zawsze się wtedy awanturowałam (po polsku) i nawet czasami działało (widocznie kierowca nie chciał przez 15-20 minut słuchać jazgoczącej białej baby). A ciekawe, czy teraz w większych miastach w Chinach działa Uber...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś tu ma słabą pamięć chyba, bo taksówki w SH są jednymi z najdroższych w Chinach. Nie oznacza to że są drogie ale dojazd z centrum na jakieś peryferia to nie kilka-kilkanaście złotych, a około 50RMB czyli już złotych 30. Nawet za powrót z klubu pod dom oddalony o zaledwie dwie stacje metra płacę 20RMB, a na tle reszty Chin to raczej sporo.
      "Obwodnica" to autostrada. Jadąc autostradą na słupach, zawsze dojedziemy na miejsce sporo szybciej, bo nie ma świateł, ale też będzie drożej. Jak ktoś umie po chińsku to usłyszy że kierowca na początku trasy go pyta "panie, autostradą?" i wystarczy powiedzieć że nie, w innym wypadku rzeczywiście może to być problematyczne.

      Usuń
  13. O kurde bela, never! Chiny to dziki kraj dzikich wariatów chyba! Uwielbiam Was czytać 😂

    OdpowiedzUsuń