piątek, 23 grudnia 2016

Najlepsze curry w mieście? Restauracja CURRY LEAVES w Hali Koszyki w Warszawie - RECENZJA


Nawet, jeśli nie mieszkamy już w Azji, to  mamy i zawsze będziemy mieć ją w serduszku. Na razie objawia się to ciągłym rozpamiętywaniem podróży, czytaniem miliarda książek o Azji i... jedzeniem azjatyckiego żarcia, gdy tylko nadarzy się okazja. A jak wiadomo, okazje należy prowokować! Zresztą jest to w zasadzie podejście dość prawomocne, bo gdybyście kazali nam podać tylko jedno słowo, z którym Azja nam się kojarzy, byłoby to JEDZENIE. I nawet nie dlatego, że tamtejsze kuchnie są takie różnorodne i pyszniutkie (choć są), ale dlatego, że porządny Azjata żyje po to, żeby jeść. I już po zjedzeniu śniadania zastanawia się gdzie zje lunch, a gdzie obiad.

W związku z powyższym postanowiłyśmy rozpocząć na blogu nową serię. Będzie to recenzja różnych knajp podających szerokopojętą kuchnię azjatycką i mowa tu tak o kuchni japośnkiej, tajskiej, czy chińskiej, jak również o... kuchni hinduskiej. Co prawda w samych Indiach jeszcze nie byłyśmy, jednak indyjskie restauracje to coś, w czym mamy potężne doświadczenie. Do takowego lokalu kierujemy swoje kroki zawsze i niezależnie od tego, w jakim kraju się znajdujemy, a do Malezji jeździłyśmy głównie jeść.

Trochę z tego powodu, a trochę dlatego, że chciałyśmy się pokazać w modnej miejscówce, nasza pierwsza recenzja będzie dotyczyć Curry Leaves umiejscowionej w Hali Koszyki. Ostatnio bywamy w Warszawie dość często, więc bardzo chciałyśmy zobaczyć, jak wygląda najmodniejsza hipserska miejscówka w mieście. Szybciutko sprawdziłyśmy, co nam tam oferują i, skuszone atrakcyjnymi cenami, udałyśmy się do owej jaskini wysublimowanej konsumpcji.


Spacerując i podziwiając, jak fajnie zachowano konstrukcję budynku... przegapiłyśmy naszą knajpę. Na szczęście hala nie jest jakaś specjalnie ogromna. Ma też swoją mapę (to ze strony Hali Koszyki), gdzie można wszystko sobie zlokalizować.





Na miejscu mała figurka naszego najbardziej ulubionego hinduskiego boga - Ganesi. Od razu sprawiła, że poczułyśmy się swojsko!


Szybciutki rzut okiem na menu i już wiemy! Jak zwykle zamawiamy Palak Paneer, Masala Paneer i Butter Chicken. Do tego trzy chlebki naan. Zakładamy, że jak coś, to się domówi. Posiłek dla trzech osób za 99 zł. Jak na Hindusa w Warszawie, to bardzo spoko. Ostatecznie nie zrobiłyśmy zdjęcia menu, ale ceny były naprawdę w porządku. Od zup za 12 zł, po dania w granicach 22-26 zł. Naany nieco drogo, bo 9 - 12 (bodajże) złotych, ale naany w Polsce drogie są zawsze (czemu?!). Dodatkowo w czasie lunchu mają jakieś sprytne oferty, które czynią miejscówę jeszcze bardziej ekonomiczną.


Bardzo miła Pani po odebraniu naszego zamówienia wypisała nam na karteczcę, że do odbioru będzie ono o 17:02.
- Jak to? Tak szybko? - dziwi się Karol Keczup.
- Można to określić z taką precyzją? - dziwi się siostra Keczupa (odziana w wielce hipsterski swetr).


Katarzyna w ramach oczekiwania postanowiła zrobić szybką obczajkę. W środku, za szybką widać prawdziwą hinduską garkuchnię. Człowiek od razu poczuł się, jak w Malezji <3. I tak być powinno, bo jakieś nadmierne unowocześnianie, czy schludne wnętrze odebrałoby nam całą radochę.


Najpopularniejsze dania, którymi zazwyczaj można się raczyć w jadłodajniach tego typu, to de facto północno - indyjska kuchnia uliczna. Tak tak! W Azji określilibyśmy je jako budy, ale w Polsce bardzo często przenoszą się one do eleganckich wnętrz. Tak naprawdę, to jest jedzenie tworzone szybko i z prostych składników. W budach chodzi o to, by było prosto, szybko, smacznie i tanio. Sekretem są przyprawy!


Jako, że jest to miejsce dość autentyczne (stworzone przez wspaniałego Pana Hindusa), to dania zostały podane na czas. Pierwszy wjeżdża palak paneer, czyli pyszniutki serek ze szpinakiem. 
Tak, jak nam przyobiecano, został on podany na ekotalerzu!
- A czy skoro talerze są ekologiczne to znaczy, że można je zjeść? - zastanawiała się Keczup.


Kolejne danie, to bodajże butter chicken.  Czy zauważyliście już, jak ogromne są naany?! 


I cała trójca razem. Nadmienić należy, że w całej Hali Koszyki można korzystać z bezpłatnego WiFi, dzięki temu można się od razu podzielić swoim foodpornem na Instagramie


Jak widać po minie Keczupasa, wszystko wielce smakowało. Ukazuje ono dodatkowo skalę owego posiłku. Porcje były po prostu ogromne i jadłyśmy wszystko półtorej godziny. A z Hali Koszyki musiałyśmy się wytoczyć. Myślę, że spokojnie można zamówić dwa dania dla trzech osób.


Samo jedzenie było bardzo smaczne. Najmniej smakował nam tikka masala paneer, bo było w nim bardzo dużo cebuli i papryki, którą średnio poważamy. Może troszkę za dużo w stosunku do ilości sera. Za to palak paneer był jednym z najlepszych, jakie jadłyśmy w życiu. Za całość zapłaciłyśmy 99 zł, co przy trzech osobach daje 33 zł na nażarty ryj. Jak na Hindusa, to naprawdę nieźle. Czas na ocenę!

Smak: 🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲\10
Cena: 🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲\10
AUTENTYCZNOŚĆ: 🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲\10
Obsługa:🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲\10
Nastrój:🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲\10

Całkowita ocena 🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲🍲\10
Nie jest to może najlepsze curry, jakie jadłyśmy w życiu, jednak stosunek ceny do jakości sprawia, że jest to miejsce, które możemy zarekomendować!



Cała Hala Koszyki bardzo nam się podobała i na pewno będziemy się tam chętnie wybierać przy okazji wycieczki do stolicy. Mieści się tu bowiem bardzo wiele wspaniałych knajp (sushi, tajska jadłodajnia), bardzo atrakcyjnie wyglądający Bar Koszyki, jak również wiele eko sklepików. W jednym można było nawet kupić świeżutkie falafele po złotówce, jednak już nie podołałyśmy...


Jak na hipsterską miejscówkę przystało, muzykę odpalał pan DJ, który bawił się przednio i popadał w ekstazę pod choinką. A na górze można zobaczyć troszkę sztuki nowoczesnej  (w tym reprodukcje obrazów Beksińskiego).


Keczup odgraża się, że następnym razem wybierze się na:


Na razie się żegnamy. Dajcie znać, czy podoba Wam się pomysł, na recenzjową serię.
XOXOXO

8 komentarzy:

  1. Ja się tak wkrecilam w azjatycki klimat ze patrzę na zdjęcie Keczupa i zastanawiam sie skąd tam tylu białych za plecami, hehe!
    Dziewczyny, pozdrawiam i wesołych świąt życzę! Oda szczęśliwego nowego no i wielu powrotów do Azji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biali ludzie to nowość też dla nas! Najgorsze, że wszyscy dookoła rozumieją nasz tajemny język...

      Wesołych Świąt oraz wesołego życia na co dzień! Pozdro!

      Usuń
  2. Kuchnia azjatycka kuchnią azjatycką, ale Kiełbawgębie mnie się chyba bardziej podoba, chociaż pewnie niezdrowo tam karmią. Wiwat Koszyki! DCz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A cóż może być niezdrowego w kiełbie? Sama natura!

      Usuń
  3. szkoda, że w jednorazówkach podają, ale wygląda smakowicie

    OdpowiedzUsuń
  4. te Koszyki mnie prześladują, nie byłam jeszcze po remoncie ;)

    OdpowiedzUsuń