sobota, 28 stycznia 2017

Beauty blender i inne gąbeczki do makijażu. Podróbki z AliExpress


Odkąd napisałyśmy notkę o podróbach kosmetyków z Aliexpressu, dostajemy od Was wiele wiadomości na temat podróbkowego procederu. Większość komentarzy jest bardzo pozytywna i okazuje się, że pod wpływem wiedzy, którą Wam przekazałyśmy, rezygnujecie z używania podróbek i firmy BioAqua. Bardzo nas cieszą wszystkie takie wiadomości czy komentarze!

Oczywiście w dyskusjach pojawiają się też negatywne  komentarze w stylu: "Mi się nic nie dzieje", "Wyprodukowanie szminki to 10 groszy, a reszta to marża koncernu", "Jesteście gópie". Uważamy, że każdy ma swój rozum i niech decyduje, co nakłada na swoją twarz. My przekazałyśmy swoją wiedzę. I mamy zamiar tę wiedzę przekazywać nadal. Dzisiaj opowiemy Wam troszkę o Beauty Blenderze i innych gąbkach do nakładania makijażu. Zapraszamy!

Czym jest Beauty Blender?

Większość z Was prawdopodobnie wie, że BB to gąbeczka, która zrewolucjonizowała aplikację makijażu. Moczymy ją, ona sprytniutko puchnie i dzięki temu możemy delikatnie wklepać podkład w twarz. Nakładanie podkładu jest znacznie milsze niż pędzlem i dokładniejsze niż palcami, a nasza skóra jest pokryta cienką i bardzo równą warstwą kosmetyku.

Nie jesteśmy pewne, czy BB był pierwszą profesjonalną gąbeczką do makijażu, ale na pewno był pierwszą tak głośną i naprawdę zawojował świat. Teraz praktycznie każda firma kosmetyczna wypuściła swój odpowiednik Beauty Blendera. Część z nich ma lepsze opinie, inne gorsze.  Najważniejsze jest jednak to, że mimo widocznych inspiracji, nie są one podróbami.


Dlaczego w ogóle o  tym piszemy?


Do napisania tego wpisu zainspirowały nas dwa wydarzenia:

1. Dostałyśmy wiadomość, że w jednej z drogerii stacjonarnych słynne Beauty Blendery są sprzedawane po 40 zł i czy mogą być one oryginalne.

2. W jednej z grup sprzedażowych na Facebooku pojawiła się dziewczyna sprzedająca BB w promocyjnej cenie. Zarzekała się, że są oryginalne i ma je taniej, bo prosto od producenta.

Czasami możemy mieć wątpliwości, bo przecież mówi się, że i tak wszystko jest "made in czajna", więc może się wydawać, że ktoś może mieć coś zdobytego bezpośrednio z fabryki, dlatego jest taniej. Czy naprawdę tak jest?

Oryginalny beauty blender 


Ten standardowy i najbardziej znany, czyli różowy BB (popularny też np. w wersji czarnej) kosztuje 69 zł (tak, to dużo jak za gąbkę, jednak po kupieniu swoich nie mamy wątpliwości, że jest wart tej ceny). Każda niższa cena powinna być dla Was podejrzana. Występuje kilka wariacji (jak micro mini BB), czy też zestawów BB, których nie będziemy tu omawiać, jednak polecamy zajrzeć na Polską stronę Beauty Blendera. I tylko i wyłącznie takie gąbeczki są oryginalne. Jeśli traficie na jakieś dziwaczne kolory, to podróba. Jeśli kosztuje 40 zł to podróba. 

Wiadomo, że zdarzają się i oszuści, którzy będą sprzedawać swoje gąbeczki w cenie 69 zł, by zwiększyć swoją wiarygodność, dlatego też polecamy kupowanie BB na oficjalnej stronie lub w Sephorze (do tej drugiej często trafiają się kody promocyjne, dzięki czemu można kupić gąbeczkę 20% taniej, nasze oczywiście też są z promocji!). Nie polecamy za to żadnych grup sprzedażowych na FB, chyba, że ktoś będzie Wam w stanie przedstawić potwierdzenie zakupu. Kupując kosmetyki, czy akcesoria do makijażu nie bójcie się prosić o paragon lub zrzut ze sklepu internetowego!

Teraz troszkę podrób!


Wydaje Wam się, że jakiś Chińczyk na pewno wyniósł Beauty Blendery z fabryki i na Aliexpressie dostaniecie go taniej? Niestety oryginalny BB jest produkowany w USA i choćby ktoś się zarzekał, że sprzedaje oryginał prosto z Chin, zaśmiejcie mu się po prostu w twarz!

I choć może Wam się wydawać, że gąbeczka z Ali działa tak samo, również pęcznieje po zamoczeniu i nieźle nakłada podkład - "nie wszystko złoto, co się świeci", jak to mawiają. Ani my, ani Wy, nie jesteśmy specjalistkami od polimerów i nie mamy pewności, jak bardzo zbliżone mogą być do siebie dwie różne substancje. I czy któraś z nich, nie może być toksyczna. Jeśli nie wierzycie nam, to producenci BB również zwrócili uwagę na ten problem:

"Najważniejsze jest jednak to, że podróbki wykonane są z materiałów i barwników o nieznanym składzie i pochodzeniu, które nigdy nie zostały poddane żadnym testom związanym z bezpieczeństwem użytkowania, dlatego stosując je nie macie pojęcia, jaka chemia ma kontakt z Waszą skórą. "

Co zamiast BB blendera?


Rozumiemy, że oryginalny BB jest dość drogi (69 zł, czy choćby 55 zł za gąbkę...), więc nie każdy chce wydać tyle pieniążków. Jednak nie jest to powód dla kupowania podróbki niewiadomego pochodzenia. Zanim zakupiłyśmy swoje gąbeczki w Sephorze (niestety w Chinach był on znacznie droższy niż w Polsce), testowałyśmy różne opcje (w tym te pięknie chińskie gąbeczki za 5 zł, które były twarde i nadawały się tylko do śmietnika). Nie było to łatwe, bo w okropnym klimacie panującym w Kantonie (klimat subtropikalny, czyli gorąc i wilgoć) większoć z nich... pleśniała mimo codziennego mycia i suszenia. Były wśród nich koreańskie produkcje, jakieś mniej znane firmy i gąbeczka z Real Techniques. I ta ostatnia zdecydowanie sprawdzała się najlepiej. Kosztuje około 30 zł i w przeciwieństwie do BB ma jeden płasko ścięty brzeg. Katarzyna darzy go taką miłością, że planuje ponowny zakup i używanie naprzemiennie z Beauty Blenderem.

Niestety i tu musicie być uważni. Gąbeczka z RT zdobyła tak duże uznanie, że... również doczekała się wielu podrób. Uważajcie więc i jeśli nie zamawiacie jej ze strony Real Techniques, wybierajcie zaufane drogerie i zaufane sklepy internetowe. Sama gąbeczka powinna mieć kolor pomarańczowy!



Czym jest silisponge?


Chyna najgłośniejszym narzędziem do nakładania podkładu, od czasu pojawienia się BB, jest tak zwana silisponge. Ciężko ją nazwać gąbęczką, bo jest zrobiona z silikonu. Jest to raczej aplikator, który ma ułatwiać bardzo równe nałożenie podkładu i nie zostawiać smug ani żadnych śladów (jak robi to czasem pędzel). Oryginalna gąbeczka została wyprodukowana przez firmę Molly Cosmetics z Hongkongu (Brawo! Jednak można zrobić coś kreatywnego!) Aplikator można zakupić na ich stronie i to jedyne bezpieczne miejsce. Wcześniej było kilka pre-orderów, teraz produkt jest wyprzedany, ale na pewno niebawem wróci do sklepu. Kosztuje 10 USD, a w cenę wliczona jest również wysyłka. 2 sztuki kosztują 15 USD, więc bardzo opłacają się zakupy grupowe. Niestety troszkę nie ogarnęłyśmy się  z zakupieniem ich, dlatego też musimy czekać na restock. Jednak w sieci możecie znaleźć masę recenzji.


Oczywiście Ali jest pełne podrób. I może Wam się wydawać, że przecież i to i to pochodzi z Chin, więc w sumie po co przepłacać? Tutaj pojawia się bardzo etyczny wymiar kupowania kopii. Słyszymy, że wyprodukowanie czegoś, to grosze, a reszta to marża wielkich koncernów. Ok... A co jeśli coś wyprodukowała firma tak mała jak Molly Cosmetics? Czy myślicie, że nie robi im różnicy, że ktoś kupił z Aliexpressu nie od nich?


Największymi pozytywami tego narzędzia jest łatwość w utrzymaniu w czystości, nie wchłaniania podkładu i elegancki design. Zobaczcie tylko, co Majfriendy z nim zrobiły... Ja bym się mocno wkurzyła!


Nadmienię możę jeszcze, że prócz standardowej została wypuszczona elegancka wersja ze srebrnym pyłem w środku. Ali interpretacja...


Może i projektant pracował nad kształtem. Jednak nie osiągnął perfekcji. Trzeba go nieco poprawić!




Może wydawać się Wam, że firmy kosmetyczne zawsze chcą Was oszukać, jednak na cenę kosmetyku, czy jakiegoś akcesorium składa się wiele rzeczy:

1. Pomysł - Silisponge jest wspaniałym przykładem tego - ktoś wpadł na to jako pierwszy i serio fajnie, żeby na tym zarabiał on, a nie majfriendy.

2. Badania - wiecie, że nie można zmieszać różnych rzeczy tak o? Trzeba opracować recepturę i wielokrotnie ją przetestować, żeby nikomu nie zrobiła krzywdy. Dojście do odpowiednich formuł zajmuje dużo czasu, pracuje nad tym wiele ludzi. To wszystko kosztuje. Zapomniałabym jeszcze o patentach - ich rejestracje to już naprawdę poważne kwoty.

3. Design opakowania i kosmetyku - dobrzy graficy biorą dużo pieniążków. Trzeba opracować, jak kosmetyk będzie wyglądał, nawet z takimi detalami, jak wytłoczenie kandelabru czy innego kształtu.

Hohoho... czyżby słynna BioAqua zgapiająca od koreańskich firm pomijała te wszystkie kroki?

4. Prowadzenie sklepów internetowych/social marketing/kampanie reklamowe - nawet, jeśli masz malutki sklepik na Etsy, to pobierze ono od Ciebie prowizję. Jeśli nie wykupisz głupiej reklamy na Facebooku, to Twój post nie dotrze nawet do połowy fanów. Nie mówiąc o tym, że nie obsługują tego wszystkiego booty, ale żywi ludzie, którym trzeba zapłacić. A reklamy i kampanie trzeba zaprojektować.

5. Utrzymywanie sklepów stacjonarnych - większość indie marek nawet nie marzy o czymś takim, bo koszty wynajmu przewyższają ich możliwości.



O... czyżby zdecydowanej większości tych kosztów majfriendzi również nie ponosili (oczywiście prócz kosztu obsługi sklepu na Ali, ale bardzo możliwe, że to usługa darmowa).

6. Koszt materiałów - kosmetyki trzeba z czegoś wyprodukować. Przebadane i dobre jakościowo składniki są oczywiście droższe niż 99% talku w cieniu do powiek.

7. Koszty produkcji - fabryki, pracownicy etc.

8. Transport - czy to z fabryki w Chinach (tak, tam też produkuje się dobre kosmetyki, ale o tym będzie niebawem osobna notka / tu muszę odezwać się ja, Karol Keczup, i przyznać, że w to nie wierzę/), czy to z fabryki w Polsce. Trzeba to przewieźć.

9. Przechowywanie - jak to, to kremy nie są wysyłane prosto z fabryki i wymieszane dzień wcześniej?! Trzeba też mieć na uwadzę, że coś może się popsuć/przeterminować/potłuc. I to wszystko wliczyć w koszta.

10. ZUSY, srusy, podatki, VATy i inne wpsaniałe rzeczy, którymi obarcza nas nasze piękne państwo.

I tak można by pewnie jeszcze mnożyć i mnożyć. Pomijając już fakt, że to wszystko napędza gospodarkę, to wyprodukowanie kosmetyku jest pracochłonnym zajęciem, nad którym pracują sztaby ludzi. Nie po to, by później ktoś sobie to zerżnął i sprzedawał na Aliexpressie. Dlatego zwyczajnie wkurza nas takie krótkowzroczne patrzenie na wszystko i szukanie spisków korporacji.

Na dzisiaj już tyle, bo wylałyśmy już chyba dość żali, ale niebawem kolejne notki o podróbach. Dajcie znać, co o tym wszystkim myślicie i czy interesuje Was poznanie kilku przykładów indie brandów, które wykończają podróby?

23 komentarze:

  1. Bardzo fajny post po raz kolejny, ale januszille biznesu nie przekonacie, bo ci ludzie nie widzą różnicy między akrylem a wełną, a co dopiero bawienie się w takie szczegóły jak gąbeczki, zreszta logika tych ludzi pracuje na zasadzie:" kto to widzial, zeby za 60 zł kupowac kawał gąbki". Najgorsze jest to, ze takich osob jest naprawde wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważamy, że jak ktoś sprytnie zaprojektował kawałek gąbki, to niech sobie na tym zarabia. Wiadomo, że wszystkich nie przekonamy, ale każda jedna osoba, która przejdzie na jasną stronę mocy będzie nas cieszyć.

      Usuń
  2. Nie uznaję podrób, sama ich nie kupuję i nie reklamuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję 💗 kiedyś bawiły mnie filmiki porównawcze podrób i oryginałów jednej lasi z jutuba, póki nie ogarnęłam, że ona nie ma nic przeciwko tanim zżynom, a wręcz szuka tanich odpowiedników...żenada

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety blogerki i youtuberki często idą na ilość wyświetleń. Same używają markowych kosmetyków, ale pokazują rzeczy z Ali, bo wiadomo, że dużo ludzi będzie ciekawych recenzji i porównania.

      Usuń
  4. Znów bardzo mądry post :) Stronię od takich zakupów. Fajne gąbeczki są też z Blend it! a kosztują ok. 25 zł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tych akurat nie próbowałyśmy. Muszę przyznać, że każda kolejna gąbka mi pleśniała, nie mogłam już tego znieść i w końcu kupiłam beauty blender. Stwierdziłam, że jak wytrzyma chociaż 3 miesiące to mi się opłaci (zawsze pleśniały po miesiącu - półtora). Mam go 2 miesiące i wygląda jak nowy, więc inwestycja była trafiona :). K. Keczup

      Usuń
  5. nie robię kosmetycznych zakupów u Chińczyków nie mam zamiaru eksperymentować ze swoją skórą

    OdpowiedzUsuń
  6. Piątka dla Was! Mam nadzieję, że wiele osób go przeczyta! Także udostępniam gdzie się da ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny post. Ja też kiedyś pisałam post porównawczy w wyglądzie oryginalnej gąbki BB, a 'oryginału' z Chin. Żeby przestrzec ludzi żeby nie wierzyli że za 40 zł kupią oryginal i żeby mogli porównać, czy nie trafili na podróbkę. Ja też jestem bardzo na nie kupowaniu podróbek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. My na początku kupiłyśmy nie podróbki, tylko takie gąbki no name na Taobao. Jakie to coś było twarde i straszne! Prawie w ogóle nie rosło i żarło podkład! Spodziewamy się właśnie takiej jakości podrób, bo cena podobna...

      Usuń
  8. Polecam relatywnie nową gąbeczkę typu BB z Rossmanna - kosztuje aktualnie 10 zł. w promocji i świetnie aplikuje podkład. Nie zawiera lateksu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo! Wspaniały cynk, dziękuję bardzo. Ostatnio lubię nakładać BB i podkład i puder i brązer i róż, więc dużo tanich i dobrych gąbeczek by mnie zbawiło

      Usuń
  9. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o BB to mam jedno ale. Kupiłam go raz na eBayu z aukcji z licytacją. Jako, że pracowałam w Sephorze i BB nie jest mi obcy stwierdziłam yolo, najwyżej wrzucę, to tylko 7 zł. Sklep był zaufany, sprzedawali też BB w normalnej cenie. W końcu przyszła paczka i co? Oryginalny BB a był tani bo... Miał uszkodzone pudełeczko u góry. Pewnie dlatego był przeceniony. :D To na pewno oryginał, bo pracowałam na nich. Także ten, może Ali w tej kwestii odpada ale eBay + mądry zakup a może nam zaoszczędzić wiele Golda xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Ebayu można wyhaczyć dużo dobra! Ważne, żeby tak jak mówisz, robić zakupy u sprawdzonych sprzedawców. Gratulujemy tak korzystnego zakupy BB!

      Usuń
  10. Ja kiedyś kupiłam specjalnie krem BB skin79 i rozebrałam go na części pierwsze, rozbierając od razu oryginał, potem uwieczniłam swoje odkrycie na blogu...dobry post, ale w obecnej erze niestety i tak ali będzie kwitł, bo jest tanio a wszystko inne to i tak "made in china" :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podlinkowałabyś ten post? Jesteśmy wielce ciekawe!

      Właśnie zabieramy się też za notkę o tym, czy produkowanie w Chinach jest bezpieczne i które markowe kosmetyki są tam robione. Bo ludzie twierdzą, że wszystko chińszczyzna...

      Usuń
  11. ja na szczęście nie skusiłam się na gąbeczki z Ali :) zostaję tu na dłużej i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Również nie zamierzam promować podrób.

    OdpowiedzUsuń