sobota, 11 marca 2017

Moja randka z Chińczykiem - pół żartem, pół płaczem


Randkowanie w Chinach to temat, który interesuje wielu. Czy Chińczycy są piękni i romantyczni, jak w ichniejszych serialach o miłości? Czy śpiewają rzewne pieśni Łooo ai niiii! (Wo ai ni - Kocham Cię). A może charkają i plują na randce? Możliwości jest wiele!

W czasie naszego pobytu w Chinach widziałyśmy wiele par mieszanych typu dziewczyna Chinka i biały facet (oczywiście to młoda dziewczyna, bo takie po 25 roku życia bardzo rzadko spoglądają na biednych obcokrajowców bez mieszkania i perspektyw, ale to inny temat). A odwrotnie? Nie za wiele. W związku z tym postanowiłyśmy stworzyć notkę i wyjaśnić, jak to wygląda w takiej konfiguracji. Złożyło się bowiem tak, że Katarzyna posiada randkowe doświadczenia z Chińczykami! Długo zarzekała się, że nie zgodzi się tych pięknych historii opublikować... A tu proszę, została w końcu przekonana!

http://x264.video/flirting-scholar-2-2010_e2def372d.html

Wstępem historycznym napiszemy tylko, że zawsze wydawało nam się, że Azjaci, a więc i Chińczycy, to najwspanialsi i najpiękniejsi chłopcy, wręcz idealni na mężów! Mąż Chińczyk, to było marzenie! Piękne ich fryzury na garnek z zadziorną grzyweczką, wspaniałe żółciutkie oblicza, skośne oczka i szyk w postaci miętowych rureczek, toż to samo dobro! Co prawda poprzednie nasze wizyty w Chinach podpowiadały nam, że łatwo nie będzie, ale co tam! W umysłach naszych krystalizowała się wizja, jak to każda z nas znajduje żółtego księcia na koniu, bierze go do Polski i żyje razem, ku uciesze całej rodziny w otoczeniu żółciutkich szkrabów o imionach Xiao Zhu i innych wesołych. I tu pojawia się pytanie, jak to się stało, że tak się nie stało?


1. Chiński podryw

Idziesz sobie wesoło ulicą wystrojona, jak nie wiem co. Masz rozciągnięty t-shirt, dresowe gatki i klapki, sam szyk! Oprócz tego białą gębę i długi nos, które czynią Cię najpiękniejszą na całej dzielni. Z naprzeciwka wyłania się wspaniały chłopiec, równie szykowny, jak Ty! Posyłasz mu promienny uśmiech, unosisz głowę i raźno maszerujesz, mijacie się i... NIC! Rozczarowana oglądasz się za nim i, gdy jest już co najmniej pięć metrów od Ciebie, słyszysz cichutkie heloł. Koniec, kurtyna. Wiadomo, że w grupie śmiałość jest większa. Z tego powodu, przy analogicznej sytuacji, lecz mijając grupę kilku chłopców heloł usłyszysz jedyne trzy metry za Tobą, dodatkowo okraszone zawstydzonymi chichotami.

https://www.yoyochinese.com/blog/What-Expect-When-Dating-Chinese-Guy

Kolejnym wybornym sposobem podrywu jest poproszenie o wspólne zdjęcie. Takim zdjęciem z białasem można się potem pochwalić przed rodziną, znajomymi, a najlepiej w chińskich mediach społecznościowych. Często jest też pretekstem do nawiązania rozmowy i, ewentualnie, poproszenia o kontakt na Wechacie (chiński komunikator), lecz to wymaga już większej odwagi. Hitową historią było, jak to kiedyś Keczup została zaczepiona przez chińskiego chłopca i poproszona o zrobienie sobie zdjęcia... z jego babcią! Chłopiec w tym czasie spełniał się jako fotograf, chwalił jej piękne pozy i oczywiście nieziemską urodę. Podryw na babcię to świetny pomysł, zapamiętajcie!


2. Randkowanie na WeChacie

http://s219676.weebly.com/introduction.html

WeChat, potężny chiński komunikator, oferuje wszystko, począwszy od wysyłania śmiesznych obrazków, prowadzenia swojego profilu czy widoekonferencji do zamawiania taksówki i płacenia za makaron w 7/11. Dziwnym byłoby, gdyby zapomniano o randkowaniu! I tak oto mamy opcję "znajdź ludzi w pobliżu". Logujemy się ze swojej lokalizacji i dostajemy listę profili osób, które są w pobliżu, wchodzimy sobie w ich profil, oglądamy zdjęcia, po czym możemy wysłać wiadomość. A że osoby te zazwyczaj znajdują się w odległości do dwóch kilometrów, nic nie stoi na przeszkodzie, by umówić się od razu na herbatkę czy rybę z głową. Użyłyśmy tego z ciekawości tylko kilka razy. Z jakim skutkiem? Za każdym razem, już po paru sekundach, zaczynało do nas pisać dziesiątki dziwnych mężczyzn, najczęściej pochodzenia arabskiego! Chińczycy dalej nieśmiali, idziemy więc dalej.

http://advicesacademy.com/how-to/ways-to-add-friends-on-wechat/

Aż dochodzimy do opcji shake (potrząśnij). Sprawa jest prosta, potrząsamy telefonem, a jeśli ktoś zrobił to w tym samym czasie, co my, wyskakuje nam kontakt tej osoby (a jej nasz) i już możemy nawiązywać znajomość! Proste?

http://blogote.com/features/wechat-app-review/26049/

Bardziej finezyjnym rozwiązaniem jest łowienie butelki. Odpalamy tą mistyczną opcję i próbujemy szczęścia! Możemy wyłowić stary but, rozgwiazdę albo, jeśli nam się poszczęści, butelkę z tajemniczą zawartością. A w butelce jest... oczywiście list w butelce! I tak oto otrzymujemy list z treścią w stylu "dobry chłopak z Hunanu szuka miłości" lub "mam dom, samochód i pracę, ale nadal nie znalazłem miłości mojego życia". Dawaj, piszemy do tych dobrych chłopców i już mamy szansę na miłość, a dodatkowo dom, samochód i jego zarobki (bowiem w Chinach to kobieta zawiaduje domowym budżetem i pensją małżonka). Oczywiście mamy też możliwość napisać taki list, wrzucić butelkę i czekać na odpowiedź od żółtego księcia!

http://blogote.com/features/wechat-app-review/26049/

Istnieje jeszcze rodzaj podrywu na: zostań moim nauczycielem angielskiego, ale są to prawdziwie końskie zaloty i szkoda aż opisywać żałosność tych konwersacji!


3. Najprawdziwsza randka

WeChat może nam pomóc przezwyciężyć nieśmiałość, lecz w końcu wypadałoby się spotkać na żywo. Czas na historię Katarzyny! 

Byłyśmy kiedyś w słynnym chińskim barze Perry's, gdzie spotyka się wielu obcokrajowców, piwo jest względnie tanie i przychodzi sporo Chińczyków znających angielski, żeby się zaznajomić z ludźmi z obcych krain. Tego dnia Katarzyna wypiła dwa piwa i wyznała, że spodobał jej się barman.  Wrodzona nieśmiałość nie pozwoliła jej jednak iść i zagaić (mimo, że widziała promienny uśmiech chłopca, gdy tylko mógł jej owe piwo wydać).  Wobec tego Keczup, koleżanka z Rosji Julia oraz inna chińska znajoma udały się tam całą grupą, by zawalczyć o miłość Katarzyny.
- Chłopcze, ta siedzącą o tam niewiasta, mówi, że wpadłeś jej w oko!
Barman speszył się nieco, lecz także ucieszył i dał swój numer. Potem cały wieczór rzucał w stronę Katarzyny nieśmiałe spojrzenia, a ona odpowiadałam nerwowym uśmieszkiem. Pisali potem do siebie na Wechacie cały czas! Chłopiec z samego rana wysyłał powitania, buziaczki i życzył miłego dnia. Ostatnią rzeczą przed snem były wirtualne uściski i życzenia dobrego snu. Keczup nie raz groziła zwymiotowaniem, widząc ten romantyzm i tęczowe jednorożce. W końcu nadszedł dzień randki!

https://au.pinterest.com/pin/161496336610025336/

Wystrojona Katarzyna, wystrojony chłopiec i... jakaś taka niezręczna sytuacja. Pojechaliśmy nad piękną naszą Rzekę Perłową na spacer. Niestety spacer trwał chyba z trzy godziny, bo chłopiec chciał mnie pokazać, jak pięknie księżyc odbija się we wzburzonej toni... Albo jak piękne są wieżowce w naszym Głandzo. A to jak most jest oświetlony, a to jak stateczki pływają... A to razem pomilczeć i posłuchać szumu wiatru. Wszystko bardzo spoko, ale... moja szkoła znajdowała się nieopodal tego miasta, widok ów widziałam już setki razy i najzwyczajniej nie do końca bawiło mnie maszerowanie wzdłuż śmierdzącej stęchłą rybą (Rzeka Perłowa jest dramatycznie zanieczyszczona) rzeki.

Niestety pojawił się kolejny problem. Otóż najzwyczajniej w świecie rozmowa się nie kleiła. Łamany angielski, który przez WeChata był bardzo uroczy, na żywo nie nadawał się do komunikacji. Mój chiński, dobry na co dzień, nie nadawał się do metafizycznych rozważań. Zresztą - kto podejmuje takie tematy na pierwszej randce?! I dlaczego chłopiec krzywił się na śmieszne anegdotki z życia studenta międzynarodowego?! Ano tak... nie są dość romantyczne...

http://tatianacardeal.photoshelter.com/image/I0000.HZkcgNy7Wg

Kulminacją wszystkiego była niestety pójście na kawę. Tak tak. Na kawę, choć była już 23. "Przecież nawet po Capuccino nie zasnę do rana" - pomyślałam, bo moim najulubieńszym rodzajem kawy jest Inka. Nie chciałam jednak psuć tej, męczącej mnie już swoją magią, chwili. I wtedy zdarzyła się najstraszniejsza na świecie tragedia:
...
...
...
...
...
...
...
Zapłaciłam za swoją kawę. 

Po prostu tak mam i tak lubię. Lubię płacić za siebie, bo mam na to pieniądze, nie lubię czuć zobowiązań ani różnych tego typu rzeczy. Niestety chłopiec poczuł się dotknięty do żywego i stracił swoją "twarz". Nie wiedziałam jeszcze wtedy, jak ważna jest chińska twarz. Btw. czy chcielibyście o tym poczytać? Reszta wieczoru była już tylko dogorywaniem i nie pozostało nic dziwnego, jak wsiąść do taksy i wracać do domu.

Katarzyna wróciła do domu zdruzgotana i zarzekała się, że już nigdy nie umówi się z absolutnie żadnym Chińczykiem. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy następnego dnia chłopiec zaczął znów do niej wypisywać. Wypisywał codziennie, chciał się znów spotykać Ba! Uważał, że Katarzyna jest jego dziewczyną i powinni pracować nad swoim związkiem! Nie to było jednak najstraszniejsze! Chłopiec wrzucał nawet na swojego WeChata straszne wpisy typu: Chciałbym mieć już malutkie śliczne dzieciątko! Przerażona Katarzyna najpierw mu odpisywała, ale później go zablokowała. A że pracował on w różnych Perrysach, to skończyło się wychodzenie na studenckie piwo, bo co jeśli go spotkamy?!


4. Samolotowe Love Story

Tamta historia była dla nas obu nauczką i doszłyśmy do prostego wniosku - nie ma co! Jednak w dzień naszego powrotu do Polski zdarzyła się kolejna piękna historia z Katarzyną w roli głównej. Jesteście ciekawi?

https://www.flickr.com/photos/elmarbajora/5358805166

Kiedy na lotnisku w Hongkongu zdałyśmy każda po dwie walizy okazało się, że nadal mamy miliony rzeczy. Poupychane w kieszeniach, torebka damska 7 kg, przeważony o 5 kg bagaż podręczny, torba z laptopem 5 kg i wiele innych wspaniałości. Na szczęście przymknięto na to oko i mogłyśmy biec na samolot, którego odlot zbliżał się nieubłaganie i jakoś podejrzanie szybko. Lotnisko w HK jest niestety bardzo duże i okazało się, że w krótkim czasie musimy się dostać do okrutnie odległej bramki. A każda z nas miała ze 30 kilogramów bagażu podręcznego (serio!). Myślałyśmy, że nie zdążymy, ale w ostatniej chwili wpadłyśmy do pakującej się już do samolotu kolejki. Pani z Aeroflotu popatrzała nieco złowrogo (jak to rosyjska prawadnica), sprawdziła bilet i przepuściła. Idziemy rękawem, mamy wsiadać do samolotu, gdy nagle okazało się, że... Katarzyna zgubiła kartę pokładową. Ku zgrozie pani stewardesy wrzuciła cały swój raban do pierwszej klasy i pobiegła szukać swojej karty. Gdy w panice biegła pod prąd, rozglądając się za ową kartą, dołączył do niej jakiś chłopiec.
- Zgubiłaś bilet? Widziałem jakiś leżący o tam, ale nie podniosłem.
- Jesteś Rosjanką (a jakże, każdy mnie musi brać za Rosjankę w każdym chyba kraju świata)?
- Dokąd lecisz?
Zasypywał pytaniami, na które Katarzyna nie miała czasu ani ochoty odpowiadać. Choć gdy już odnalazła swój bilet, postanowiła zachować się ładniej i wszystko objaśnić.

- A gdzie siedzisz? Pokaż numer miejsca! - emocjonował się chłopiec - O nie... tak daleko.
Chłopiec leciał na studia do Amsterdamu, był to udawany Chińczyk z Hongkongu. Niestety trzeba było zająć miejsce, bo czas na start, więc rozmowa urwała się. Katarzyna jednak zdobyła się na najodważniejszą w życiu decyzję i na karteczce napisała chłopcu swój email, nie posiadała bowiem żadnego numeru prócz chińskiego, oraz... uwaga, swojego WeChata. Mimo, że ludzie z HK nie używają tego ustrojstwa. Później zapadła w sen, bo bardzo źle znosi ona latanie na długich dystansach i chłopiec mignął jej gdzieś tylko w oddali na lotnisku w Moskwie. "No nic. Trudno. Nie będzie romantycznej historii" - pomyślała.

http://regularshow.wikia.com/wiki/File:S7E15.041_Benson_Sleep_on_the_Plane.png

Jednak następnego dnia chłopiec miał już konto na WeChacie, wypisywał na mailu, wszystkich możliwych fanpejdżach prowadzonych przez Katarzynę i wszystkich możliwych portalach połączonych z tym mailem. Jako, że pochodził on z HK, to Kaha prowadziła z nim fascynujące rozmowy na temat postrzegania Chin kontynentalnych, o europejskiej architekturze (był studentem architektury), Polsce i różnych tego typu rzeczach. Nienaganna angielszczyzna, otwarty umysł i te sprawy. Całkiem inaczej, niż przy wcześniejszej historii. Chłopiec bardzo pragnął się spotkać i chciał przylecieć do Polski teraz i już, coby zwiedzać i oglądać nasze zabytki. Gdy dowiedział się, że Katarzyna mieszkała też w Czechach, jeszcze mocniej namolił się na zwiedzanie. Oho... tylko nastał pewien problem:

- Sorry ziom, ale lecę na kilka dni do Londynu - powiedziała Katarzyna - Troszkę zwiedzać, troszkę obowiązki służbowe. I takie tam.
I uwaga: chłopiec śmiertelnie się obraził, że miast dbać o ich miłość K. woli bawić się w Londynie! A że miał on lat 20, to obraza była prawdziwie zapalczywa i gorąca. Niestety Katarzyna po raz kolejny nie wykazała się romantyzmem i stwierdziła: Jak tam sobie wolisz.
I tak kolejna szansa na piękną miłość uciekła jej sprzed nosa. Może to i lepiej, bo później okazało się, że w owym Amsterdamie chłopiec bawi się tylko... z innymi Chińczykami.

http://www.rgbstock.com/bigphoto/2di5mKk/Coffee+Shop+Kenson+4

To już koniec naszych pięknych historii i doświadczeń. Oczywiście nie mówimy, że związek Polki i Chińczyka nie jest możliwy - ba! znamy różne piękne historie udanych par. Najlepszą historią jest małżeństwo dziewczynki, z którą kiedyś pracowała Katarzyna: Przed pojechaniem na Au Pair do Chin, dziewczynka wpisała w wyszukiwarkę Facebooka "Guangzhou" i dodała pierwszego znalezionego człowieka. Tak zdobyła przyjaciela, który pomagał jej w trudnych chwilach na początku mieszkania w Chinach. Po jakimś czasie przyjaźń przerodziła się w miłość, która zakończyła się na ślubnym kobiercu! Jednak zdecydowanie łatwiej dogadać się z kimś otwartym na zachód: urodzonym poza Chinami, kimś kto był na studiach za granicą, albo pracującym w międzynarodowej firmie. Bardzo duże różnice kulturowe są oczywiście do pogodzenia i takie związki bywają baaaardzo udane. My po prostu nie miałyśmy szczęścia...

24 komentarze:

  1. Historia z Twojej koleżanki brzmi z jak z bajki :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Jak z baaaardzo nowoczesnej bajki. Oczywiście mają pewne problemy, szczególnie z rodziną i takimi rzeczami, ale są baaardzo szczęśliwi.

      Usuń
    2. Jak są szczęśliwi to najważniejsze!

      Usuń
  2. Hahaha chyba taka natura Chińczyków. Biedna Katarzyna... Niestety Chinki mają podobnie. Chcesz się spotkać z kimą od tak nie na randkę, tylko spędzić czas ze znajomymi.. a ta przychodzi Ci wystrojona jak niewiadomo co. Przy kolejnym (również nie randkowym spotkaniu) pyta o ślub... Najlepiej jest kiedy też uczysz prywatnie. Jedna z mam miała dwie córki - jedną małą, która była moja uczennicą i drugą, która właśnie zaczęła studiować japoński. Mama stwierdziła, że mógłbym uczyć jej starszą córkę ponieważ “ona nie ma jeszcze chłopaka, a ja znam japoński”... przyznam, że zatkało mnie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej, nie ma czego żałować. Świat stoi przed Wami otworem, tyle jeszcze ciekawych historyjek o randowaniu możecie napisać ��.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kapitalny wpis! Ja uwielbiam Azję, z przejęciem czekam na nowe odcinki ulubionej k-dramy, a artykuł naprawdę świetnie napisany! Doskonale oddaje chińską rzeczywistość. Bardzo też spodobał mi się Wasz styl pisania - na pewno będę tu zaglądać!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój wechat nie ma żadnej butelki! ;___; Gdzie to znaleźć, jak? Czuję się oszukana...

    OdpowiedzUsuń
  6. Na prawdę świetne historie :D. Ja ostatnio słucham o Włoskich zachowaniach od siostry.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ubawilam sie przednio.
    Ja mam za to historie jak probowal mnie poderwac chamsko narabany facet kolegi (filipinczyk)i zarzekal sie, ze on wcale nie ma nic wspolnego z byciem ani ciut homo. Kiedys to opisze moze, bo wydawalo mi sie okropne ale juz teraz mnie zaczyna bawic.
    Inny kolega z Filipin powiedzial mi, ze oni wlasnie tak maja ze na widok bialasa dostaja malpiego rozumu i po pijaku rumakuja za wszelka cene. Zupelna odwrotnosc Chinczyka!

    OdpowiedzUsuń
  8. O i jeszcze pytania kolegow Wietnamczykow: a czemu biale dziewczyny z nami nie randkuja?
    No juz widze jak by sie jakas odwazyli na randeczke zaprosic... tu tak samiusko jak u Chinczykow huhuuhu...
    Jak kiedys pojechal z kolega z pracy do niego na wioche rodzinna (on byl taki dosc do przodu, ze potrafil zaprosic gdzies i na piwko i na jedzenie i nawet nie pierdolic glupot, ale uciekl do stanow) to wszyscy o tym gadali jakby jaki cud sie stal!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow ! Świetne historie! Jakkolwiek przykro, że znalezienie miłości idzie tak opornie, ale faktycznie różnice kulturowe w Azji są zbyt duże i wymaga to wielkiej pracy i w pewnym sensie szczęścia, aby znaleźć tego wymarzonego ;)
    Pozdrawiam i życzę powodzenia! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wybornie się czytało o Waszych miłosnych, że tak to ujmę podbojach :) Bóg mi świadkiem miałam na studiach pełno Chińczyków - a bo to moja uczelnia miała jakiś program z Chinami, w sumie nie dziwota, że na muzycznym uniwerku pełno Chińczyków, no przecież pełno ich na konkurach Chopinowskich to i na wydziale musi ich sporo być. Aż mi się trafiło i jeden się przyczepił i codziennie po 10 razy tylko pytania czy może pójdziemy na kawę, na herbatę, a to na próbę, bo jest dodatkowa próba przed koncertem czy egzaminem. Dosłownie się ukrywałam jak tylko mogłam aby mój dzień wyglądał tak, że idę z sali do sali i nikogo nie mijam, nawet facebooka blokowałam. Ale później jak zmieniłam kierunek też nie było łatwiej - z Włochami to znowu miałam istne kino, bo peszyli się na widok ludzi od nas z roku na mieście, co wychodzisz na miasto to ten sam Włoch z inną dziewczyną paraduje, Ci to mieli rozmach. Chociaż mamy koleżanka ma syna, który ma już żonę Chinkę, stwierdził, że dobrze mu w Chinach a w porównaniu z dziewczynami, które w Polsce robiły wszystko żeby go usidlić jego obecna żona jest bardziej, że to ujmę znośna. Wydaje mi się, że sporo zależy od człowieka i od jego mentalności oraz oczywiście od tego czy coś między dwoma osobami się pojawi. Nie pozostaje mi nic niż życzyć powodzenia i czekać na więcej historii :)

    OdpowiedzUsuń
  11. o o chętnie poczytam o chińskim honorze!
    rany boskie biedna katarzyna, chyba niestety chińska mentalność i tu stała na przeszkodzie :'(

    OdpowiedzUsuń
  12. Super historia! W ogóle to mega spoko koncepcja na bloga :) Moi znajomi pewnie by się Tobą zainteresowali, bo oni lubią Chiny i te sprawy :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie ma to jak randka z piekła rodem, zawsze jest co powspominać, a i znajomi mogą się trochę pośmiać, chociaż biednej Katarzynie współczuje to takie historie zdarzają się nawet między osobami tej samej narodowości i nie są przypisane Azjatą wyłącznie - niestety! Mam nadzieję, że w Polsce Katarzyna ma więcej szczęścia z miłosnymi podbojami :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny wpis. Bardzo ciekawe historie! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. kurde, ale i polscy mezczyzni tez traca twarz jak sie placi za kawe. Duzo dziewczyn mi ostatnio o tym gada, moze to kolejny czelendż ktory przyszedł z Chin?

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komunikator to nawet fajna sprawa, o ile umie się podejść z dystansem:) A historie randek bardzo ciekawie się czyta.

    OdpowiedzUsuń
  17. Cały post przeczytałam z zapartym tchem! Podejrzewam, że większości miłośniczek azji, śnił się piękny sen o przystojnym, skośnookim kandydacie na męża z Azji, ale jak widać rzeczywistość jest całkiem różna od marzeń :D W dramach wydają się być tacy uroczy, a tutaj okazuje się że są bardzo egoistyczni i niedojrzali do związku - chociaż z drugiej strony, nie ma co generalizować - może to najzwyklejszy pech xD

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
  18. Popłakałam się ze śmiechu... Chyba... Albo dlatego że miłość się nie zjawiła... Fantastyczny tekst, cudownie, że jednak zdecydowałyście ujawnić światu takie newsy :) uwielbiam taką zawoalowaną czy nie ikonię!

    OdpowiedzUsuń
  19. Normalnie szok! Przeczytałam cały wpis od A do Z i co więcej, prawie popłakałam się ze śmiechu!
    Nauczka na przyszlość? Nie wdawać się w chińskie love :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ze związkami nigdy łatwo nie jest, ale z chińskimi.. hmm.. jeszcze trudniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Azjaci kojarzą mi się ze strasznym, niemal niemożliwym do zniesienia hiperkonserwatywnym podziałem ról i różnymi dziwnościami, które wydawały mi się dziwnie nie do przeskoczenia.
    A, i ostatnio z tym filmikiem - chociaż nie wiem, czemu yt mi go poleciło:
    https://www.youtube.com/watch?v=TrdPLLDocZU

    Co do tych opisanych chłopców to nie wiem, jakie macie doświadczenie z lokalnymi, ale zachowujący się w ten sposób są licznie reprezentowani na każdej szerokości geograficznej.
    Poza tym jak już się znajdzie księcia, to trzeba się wokół niego naskakać...
    No i rzadko się trafia tak od razu, przy pierwszej czy drugiej próbie.

    OdpowiedzUsuń