wtorek, 25 kwietnia 2017

Inspiracja czy podróba? Szukamy granicy


Do napisania kolejnej notki o wesołej kosmetycznej tematyce zainspirowała nas, a jakże, pewna facebookowa grupa. Ktoś wrzucił focię szminek od Kylie i Naked7 w lokalnym chińczyku. Szał! Chuć i pożądanie! Brać! Jaki adres?

Tu pojawia się pytanie. Co powoduje, że ktoś kupuje jakąś gównianą szminkę, która może wypalić facjatę, tylko dlatego, że jest w opakowaniu mniej więcej przypominającym modne rzeczy z Instagrama? Może już niech każdy sobie w duchu odpowie... Bo na pewno nie chodzi o sam produkt. Jeżeli ktoś nie ma kasy na fancy kosmetyki, ale chce uzyskać podobny efekt to najczęściej wybiera tak zwane zamienniki. To jest plan! Przyjrzyjmy się kilku wspaniałym przykładom.

1. Paleta rozświetlaczy Star Shine z Wibo


Kaha jako rozświetlaczowy freak wyznaje:



Rzuciła mi się w oczy w trakcie tego szału na rossmanowskie wyprzedaże (swoją drogą, czy też macie dość notek o tej tematyce?) i pomyślałam: Wow! Wspaniała paleta! Muszę ją mieć! Fioletowych rozświetlaczy nie mam bowiem za wiele (mam oczywiście jakieś...), a taka piękna paleta za grosze, to nawet na kilka użyć będzie dobra. Pokazałam ją przyjaciółce, a ona na to: Toż to podróba Moon Childa od Anastasia Bevery Hills! Ten sam układ, te same kolory.



Kochani moi - brać, czy nie brać? Czy jednak nie wstyd troszkę?

2. Czekolady z Too Faced




Super kawaii hit! Piękno i na dodatek pachną czekoladą. Przyznamy, że mamy trochę kosmetyków z Too Faced, ale czekoladek się nie dorobiłyśmy. Bo drogość, bo brązy, bo Katarzyna ma uczulenie na kakao i nie wie, czy może to sobie położyć na oko (serio w składzie jest prawdziwe kakao). Wracając do tematu - Pan z Too Faced miał łeb, jak obmyślił, że kosmetyki powinny być urocze. Btw. Koreańczycy wiedzieli o tym od dawna - czy czytaliście naszą notkę?

I z tego sprytnego patentu postanowiła skorzystać firma Make up Revolution robiąc swoje paletki I <3 Chocolate.



Macie? Poważacie? Czy jakość jest Waszym zdaniem podobna? Cena pięciokrotnie niższa, a paleta nadal urocza. W przeciwieństwie do pierwowzoru nie smakuje czekoladą!

Zastanawiamy się tylko, czy paleta tej jakości miałaby szansę na wybicie się, gdyby nie urocze pudełko kojarzące ją od razu z Too Faced. My jedynie je swatchowałyśmy i jakość cieni nas nie powaliła. Jakoś tam wolimy kupić sobie jedną lepszą paletę niż trzy gorsze.

3. Shade and light, a może light and shade?

Jeśli interesujecie się makijażem to na pewno słyszeliście o tej sytuacji. Całkiem niedawno Kat von D na swoim prywatnym fanpage wrzuciła taki oto post:


Bardzo zdenerwowana zarzuciła firmie Make Up Revolution kopiowanie jej ciężkiej pracy i nie szanowanie procesu twórczego. Trzeba przyznać, że już na pierwszy rzut oka obie palety są bardzo podobne. Prawie identyczne kolory, ten sam układ. Nawet nazwa ma sugerować, że tańsza wersja jest odpowiednikiem palety od Kat. Fani stanęli po stronie... MUR i powiedzieli Kat różne brzydkie rzeczy. Oczywiście zaczynając od tego, że jej kosmetyki są drogie i że tak w ogóle to jest głupia i upierdliwa.

Sprawa miała swój ciąg dalszy. Niejako tłumacząc się, słynna tatuatorka pokazała, ile pracy wkłada w przygotowanie kosmetyków swojej marki i nagrała taki oto filmik:


Często chcecie znać nasze zdanie, więc skomentujemy całą sytuację. Bardzo wiele kosmetyków z Kat von D beauty bardzo nam się podoba, jednak nie da się ich kupić w Polsce, a jej strona nie wysyła do naszego kraju, dlatego też (no dobra, prócz korektora) nie mamy nic od niej. Gdybyśmy chciały, to mogłybyśmy kupić sobie jej kosmetyki podczas pobytów w Wielkiej Brytanii, czy innych krainach, jednak nie mamy na to wielkiego parcia, bo bardzo nie podoba nam się ta polityka wg polskich klientów. Czemu może sprzedawać w Szwecji, czy Singapurze, a w Polsce nie? Co, gorsi my?

Mimo to nigdy nie zdecydowałybyśmy się na zakup kosmetyku tak jawnie żerującego na innej firmie.  Nie chcesz wydawać milionów dolców na głupią paletkę to kup sobie pojedyncze cienie w Inglocie, Glam Shopie, czy innym Kobo. Brązowych cieni jest wszędzie pełno, a polskie firmy mają naprawdę dobrą jakość. Brązowe cienie nie są odkryciem, ale design opakowania, dobór kolorów, czy inne tego typu elementy to praca jakichś ludzi. Czy Kat, czy jej zespołu - nie wnikamy.

Bardzo ciekawe jesteśmy, co myślicie szczególnie o tej sytuacji, bo nas mega zaskoczyło, że ludzie którzy zdawali się być fanami tej artystki, odmawiają jej prawa do poczucia niesprawiedliwości. Nie moralizowanie jest jednak celem tego postu! Przyjrzyjmy się innym wesołym przykładom.


4. Nars i słynny róż Orgasm



a tu Wibo i.... Ecstasy.



Widać  jaki kraj, taki orgazm.

Wiadomka, że świeży, brzoskwiniowy kolor różu nie jest jakimś wyjątkowo odkrywczym pomysłem i w zasadzie każda firma może sobie taki opracować, tylko... po co pakować go później w takie samo pudełko i na dodatek nadawać taką śmieszkową nazwę?


5. Kylie Cosmetics Lip Kit

Kiedy zaczęła się moda na Kylie Jenner i jej przerażające usto, mieszkałyśmy w Chinach i zgodnie z azjatycką modą wklepywałyśmy tint jedynie w centrum warg, by uzyskać gradient i optycznie zmniejszyć usta. Tak robi Pony i inne koreańskie guru. Tak jest ładnie i lalkowo.

http://mugeek.vidalondon.net/pony-makeup-tutorial/

Wyrysowane na ponton usta w brązie szczerze nas przeraziły. Brązowe usta? Co to jest w ogóle za dziwny pomysł?! Kosmetyki jakiejś gówniary znikające w kilka minut? I to na dodatek siostry pani znanej nam z bycia... no z Pudelka. To przesada! Jakieś dziwne zastygające pomadki? Toż to musi być mega niewygodne.

Nie! Nie i jeszcze raz nie! Nie uległyśmy tej modzie. Istotny jest również fakt, że nie chciałyśmy nabijać kieszeni jakiejś rozpuszczonej gówniarze, która robi karierę na nadmuchanych ustach i swojej zdziwaczałej rodzinie sprzedającej się w reality show. Choć później przyszły pomadki Jeffree Stara, wróciłyśmy do Polski i otworzyły się przed nami całkiem nowe cuda, szałowe kosmetyki z Golden Rose czy innych Colourpopów, ale to już inna historia.



Czym wyjątkowym wyróżniał się Lip Kit od Kyle Jenner? To matowa pomadka z idealnie dopasowaną konturówką. I to był właśnie strzał w dziesiątkę. Nowy produkt, ciekawe kolory i idolka nastolatek z wielkimi warami - idealny przepis na sukces!

Na tym sukcesie postanowiła wypromować się firma Lovely wypuszczając swoje K lips. Co ciekawe jest to tylko inspiracja, bo kolory nie są zgapione. Za to podobnie jak w przypadku Kylie jest to zestaw pomadka z konturówką. No i ta nieszczęsna nazwa, która od razu sugeruje, gdzie szukać oryginalnego pomysłu. Na dodatek kolejne kosmetyki od panny Jenner zwą się Kshadows, Kylighters etc. Trochę przypał... Chciałyśmy nawet obczaić te cuda, ale w Rossmanie zawsze są wyprzedane!



Wybrałyśmy 5 najbardziej sztandarowych i najbardziej rzucających się w oczy przykładów. Jest ich oczywiście znacznie więcej, zaczynając od serduszkowych róży na paletach Go Nudes kończąc. W takich silnych inspiracjach przodują firmy Make up Revolution oraz Wibo. Oczywiście nie tylko one chcą się wybić na fejmie modnych marek. Są firmy, które inspirują się bardziej subtelnie, tak jak choćby Lovely. Są i takie, które inspirują się formą, a rozwijają własną kolorystykę i takie tam. Zapraszamy do dyskusji:

- Czy zaprezentowane przez nas inspiracje żerują na innych firmach? Czy jest to pewien rodzaj podrabiania, czy też po prostu fajne, tańsze zamienniki? Czy kupujecie takie kosmetyki?

- Czy znacie jeszcze jakieś podobne pary kosmetyków wysokopółkowych i ich tańsze odpowiedniki? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

A tak nawiasem  mówiąc - naprawdę chcecie mieć takie usta?!


http://www.kozaczek.pl/plotka-galeria/co-to-mialo-byc-czy-kylie-jenner-chciala-wygladac-jak-ksiezniczka-dzasmina-zdjecia-49671

42 komentarze:

  1. Kupiłam sobie niedawno tą paletkę rozświetlaczy w rossmannie, nie miałam pojęcia, że to "podróbko-inspiracja" ABH :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie miałam pojęcia. Dopiero przyjaciółka mnie uświadomiła. A jak z jej jakością?

      Usuń
  2. ja mam czekoladową paletkę od MUR (Death by chocolate) i bardzo ją lubię :) używam prawie wszystkich kolorów, są w miarę dobrze napigmentowane (jedne lepiej, inne gorzej, rozczarował mnie fiolet), a cienie pachną czekoladą. trochę chemiczną, ale czekoladą :P nie mam porównania z oryginałem (może kiedyś :D ale chyba mam za małe parcie na kosmetyki), ale opakowanie od MUR uważam za ładniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowanie od MUR jest plasticowe? Bo Too Faced mają metalowe, co jest bardzo praktyczne w podróży. My wąchałyśmy je tylko w sklepie i nie czułyśmy czekolady, ale może były wywietrzałe już. Peach od Too Faced pachnie nawet przez zapakowaną przez kuriera paczkę <3

      My ogółem tak nie do końca lubimy się z brązami w makijażu, więc w sumie bardziej interesują nas palety w jakichś szałowych kolorach. W tańszych paletach zawsze pigmentacja jest nierówna. Łatwiej chyba zrobić te brokatowe cienie, a z matami bywa różnie.

      Usuń
    2. Yup, MUR to plastik. Ostatnio mi się zamknięcie zepsuło... I prawda to że brokat trzyma mocniej!

      Usuń
    3. Mi także opakowania czekolad z MUR bardziej się podoba.
      Ta TF z wpisu jeszcze się prezentuje w miarę fajnie, ale już brzoskwiniowa to dla mnie kicz.

      Usuń
    4. Ja mam brzoskwinię i kocham! Keczup.

      Usuń
  3. Ja czaje się na szminki kat von d, a podróbek nie kupuję, bo jak mnie nie stać na oryginał to kupuję coś tańszego ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będą w Sephorze to też je kupimy z radością! Choć na stronie są takie kuszące miniaturki, że można by kupić wiele kolorów po taniości.

      Usuń
  4. Niestety musze stwierdzić, że pomiędzy podróbką a inspiracją istnieje cienka granica. Osobiście cieszę się, że mogę kupić czegoś odwzorowanie taniej i uważam, że oryginalne produkty bronią się same między innymi trwałością i swoją marką, dlatego lubię testować zarówno oryginały jak i podróbki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Granica jest bardzo cienka. Szczególnie, że takie działania odbijają się często na firmach, które produkują oryginały.

      Też nam się wydaje, że jednak te oryginalne rzeczy są znacznie bardziej trwałe.

      Usuń
  5. Tak mówią że Chiny podrabiaja a jak widać my czy Anglicy nie jesteśmy gorsi, bo mur z tego co mi wiadomo to brytyjska firma. Kat chyba niedługo do pl wejdzie bo o ile sephora potwierdza że abh i tarte nie planują wprowadzić to na pytanie o kat sugerują obserwować ich profil, więc to się zmieniło bo rok wcześniej było że nie planują. Jakoś za podrobkami nie szaleje mam tylko serduszko mur - inspirowane/podrabiane too faced i tyle, palety mur mnie uczulaja a wibo czy lovely - nie sztuką podrobic wygląd, ale z jakością są daleko w lesie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... nie tylko Chińczycy.

      Co do Kat w Sephorze to coraz głośniejsze są te przecieki + wchodzi do kolejnych krajów, więc mamy cichą nadzieję, że niebawem się to stanie. Ale właśnie na ABH i Tarte dużo bardziej by nam zależało :( Może kiedyś.

      Ja zawsze inwestuję w dobre cienie, bo właśnie oko bardzo wrażliwe i w kółko wychodzą jakieś uczulenia. Dlatego może jakoś nigdy te rzeczy nas nie skusiły.

      Usuń
  6. Kupuję i wcale się z tym nie kryję, bo przyznajmy sobie szczerze nie każdego stać wydać całą wypłatę ma jedną paletkę czy inne cudowne kosmetyki. Dużo tych tańszych "podrób" jak to ładnie niektórzy nazywają, są naprawdę godne uwagi i wielce nie odbiegają od tych za grubą kasę. Oczywiście chciała bym sprawdzić i te oryginały, bo zapewne ich jakość jest przeważnie cieni jest naprawdę dobra, ale myślę nie ma co się obruszać że powstają tańsze "zamienniki" czy "podróbki" jak kto woli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram całym serduszkiem! Też szkoda mi wydawać tyle pieniędzy na kosmetyk, skoro istnieją tańsze zamienniki, których jakość jest całkiem spoko. Jak już mam odkładać kasę to wolę odłożyć na coś sensownego niż na cień do oczu ._.

      Usuń
    2. Oczywiście macie prawo do takiego podejścia, nie negujemy tego:) Dla nas kosmetyki kolorowe nie są nigdy priorytetem, bo inwestujemy raczej w pielęgnację. I to też w dalszej kolejności, bo najważniejsze są dla nas podróże. Choć uważamy, że jedna dobra paleta jest w zasadzie inwestycją. Ciągłe kupowanie cieni gorszej jakości, które nie do końca pasują nam jakością, to niekończące się wydatki. I w efekcie ma się 5 palet, które średnio się lubi, zamiast jednej dobrej. Wszystko oczywiście zależy też od zarobków etc.

      Usuń
  7. Kiedy pierwszy raz natknęłam się na post Kat to myślałam, że to żart. Nie rozumiem jak można kupować takie perfidne podróbki świadomie. Przecież to zwyczajna kradzież, a nie tworzenie zamiennika. A do MUR po tej sytuacji jestem zupełnie zniechęcona, chociaż wcześniej znajoma interesująca się makijażem chwaliła ich paletki i chciałam je wypróbować :(
    Ja nie kupuję takich produktów, uważam to za niewłaściwe, tak samo jak kupowanie podrabianych ubrań czy akcesoriów. Co nie znaczy, że nie szukam zamienników drogich kosmetyków. Tyle, że za zamiennik uważam produkt własny marki x jak najbardziej zbliżony kolorem/właściwościami/itd do produktu marki y. A nie produkt kopiujący wszystko łącznie z designem opakowania :/

    Z innej beczki: czy spotkałyście się w Chinach z kosmetykami marki Bielenda? Chciałabym się dowiedzieć czy firma testuje na zwierzętach, bo na wiadomości odpowiada wymijająco, a słyszałam że sprzedają w Chinach :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie widziałyśmy w Chinach kosmetyków Bielendy, ale jest ona uznawana za markę niepewną. Twierdzą, że nie testują na zwierzętach, ale na pewno wystawiają się na targach kosmetycznych w Chinach. Można obejść te procedury z testowaniem, sprzedając na przykład przez Hong Kong czy specjalną strefę ekonomiczną w Szanghaju, ale na sto procent nie powiemy, że Bielenda testuje, czy nie :(.

      Usuń
  8. Przyznaję się do posiadania czekoladowej palety z Make Up Revolution. Trafiłam na nią z półtora roku temu w Drogerii Polskiej i kupiłam bo brązy, bo tanio (ok.40zł, bo dużo kolorów, no i nie oszukujmy się: bo czekolada. O istnieniu wersji Too Faced wiedziałam i chyba się tym nie przejęłam. Nie wiem czy dotarło do mnie wtedy, że to zrzyna, ale teraz jestem świadoma i jest mi za siebie trochę wstyd. Zwłaszcza, że porównałam teraz swoją paletkę do jednego z wydań chocolate bar i.. nawet nazwy i odcienie są identyczne! Jakość mojej wersji jest słaba, cienie nie wytrzymują kilku godzin, a czasem i tuż po nałożeniu ledwo je widać. Sam dobór kolorów jednak mi się podoba i chyba kiedyś zainwestuję w prawdziwą, chociaż nie ukrywam, że ciagle wydaje mi się droga.
    Powiem wam, że jestem mocno zirytowana tym jak działa rynek kosmetyczny. Bo o ile podróbę adidasa czy innego Kelvina Kluna wypatrzy się na kilometr, o tyle (przynajmniej mi, makijażowemu laikowi) podrobiony kosmetyk rozpoznać trudno. I patrzę na waszą notkę, w której figurują firmy, które lubują się w podrabianiu, a które nie trudno spotkać w drogerii. Bardzo się boję, że skoro tak się sprawy mają, łatwo jest się najzwyczajniej w śwecie dać nabrać. Dziękuję za uświadomienie mnie co do firm wibo i lovely, bo zdarzało mi się kupować kosmetyki tej firmy. Mam nadzieję, że nie były podrobione x.x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Właśnie o to chodzi, że nazwa, opakowanie, nazwy odcieni, ułożenie kolorów, wszystko jest zerżnięte! To jest szok. Bieda, że cienie się słabo trzymają... Też nie znamy się aż tak dobrze na kosmetykach i szczerze mówiąc, pani Menoa nam część podrób uświadomiła :). Ach, ten Kelvin Kalum...

      Usuń
    2. kiedy kupowałaś paletkę? może jakość się zmieniła (ja moją mam od niedawna), bo ja noszę cienie cały dzień i wyglądają identycznie jak rano :O jak przeczytałam ten komentarz, to aż specjalnie skontrolowałam to xD używasz jakiejś bazy pod cienie?

      Usuń
  9. Przyznam szczerze, że nie znam się specjalnie na makijażu ale zazwyczaj jeśli już mam coś kupić to patrzę na skład. Wiadomo że jeśli produkt zawiera np kakao czy inne naturalne składniki będzie miał wyższą cenę, ale wtedy mamy pewność że dbamy o cerę a nie o szpan i ładne zdjęcia opakowań słabych kosmetyków na insta :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie w punkt! Kupując droższe kosmetyki dbamy też o cerę, bo bardzo często mają one składy wzbogacane substancjami odżywczymi. W tanioszce jest dokładnie odwrotnie - masa rzeczy, które mogą uczulić czy niepotrzebnie męczyć skórę.

      Usuń
  10. Ty to masz oko :P Ja bym nie zdołała znaleźć tylu podrób. Swoją drogą opakowanie z Lovley jakoś bardziej mi przypadło do gustu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo musiałam się powstrzymywać, żeby nie zrobić listy 30 rzeczy ;P Jest tego więcej niż by się mogło wydawać!

      Usuń
  11. Tak, takie usta mi się podobaja! Śmieszą mnie te ciągłe porównywanie koreańskich do amerykańskich gwiazd. Dla mnie to pony jest bardziej "zrobiona"Nie umiecie obiektywnie nie oceniając czegoś odrazu z gory napisać notki widzę już to któryś raz,izkazda notka mnie to odrzucalo dlatego, moja cierpliwość się już wyczerpalai więcej tu nie zajrzę ale na pożegnanie chce powiedzieć, że każdy ma inne gusta. I śmieszy mnie to jak białe dziewczyny którym ullzangowy makijaż nie pasuje prbojac na siłę się wbić w kanon koreańskiego piękna w który niestety nigdy się nie wpasuja bo są białe. Sorry not sorry powodzenia w przyszłym pisaniu i poprawieniu warsztatu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiemy, dlaczego na własnym blogu nie możemy wyrazić swojej opinii. Napisałyśmy, że takie usta nam się nie podobają, Tobie się podobają i git! Akurat obie mamy takie facjaty, że wyrysowane, brązowe matowe usta wyglądają idiotycznie, na żadne ulzzangi też się nie robimy, bo zwyczajnie nie podoba nam się ciężki makijaż. Swoją drogą wielu białym dziewczynom akurat taki makijaż pasuje, chodzi tu raczej o rysy twarzy, budowę oka i takie tam, a nie o to, że są białe. Nie kryjemy się z tym, że blog jest pisany subiektywnie i w sposób dość bezpośredni. Cóż, nie każdemu to odpowiada. W takim razie dziękujemy za wspólnie spędzony czas. Pozdro!

      Usuń
  12. Takie zagrania są stosowane niestety nie tylko w branży kosmetycznej, ale tak samo w odzieżowej, spożywczej i pewnie każdej innej.

    Tak jak pisałyście kiedyś o totalnych podróbach kosmetyków np. na Ali gdzie praktycznie skserowane są opakowania. I to się sprzedaje - nie rozumiem dlaczego. Jak jestem w stanie zrozumieć (chodź totalnie nie popieram) kupowanie mocno inspirowanych produktów - może faktycznie ktoś nie wiedzieć o tym, że pierwowzór wymyślił ktoś inny. Tak kupowanie totalnych podróbek jest dla mnie niezrozumiałe.

    P.S. A ja Was bardzo lubię czytać :D ba! Mam nawet wielką nadzieję, że kiedyś uda nam się spotkać i pogadać przy kawie w Krakowie :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz niestety rację :( Szpiegostwo przemysłowe to duży problem i niestety nieuczciwa konkurencja jest obecna wszędzie.

      Dziękujemy za miłe słowa <3 Bardzo chętnie umówimy się na jakąś kawę. Odezwij się może na fejsie:)

      Usuń
  13. Dawno temu kupiłam sobie czekoladę z MUR, ale byłam przekonana, że to tylko bezpieczna inspiracja. Dopiero potem zobaczyłam inne wersje będące już bezpośrednią kopią Too Faced. Nie widziałam wcześniej tej palety Light&Shade, tu już wchodzą moim zdaniem za bardzo w terytorium podrób. Podobnie zresztą Wibo, ostatnio w drogerii widziałam od nich metalowe pudełeczko zupełnie jak Naked - nie mogłam uwierzyć, że tak bezwstydnie podobne.

    Kiedy zaczynałam poważniejszą przygodę z makijażem naoglądałam się tutoriali, gdzie dziewczyny używały (wszystkie co do jednej!) pięknych kosztownych paletek, więc rozumiem pragnienie posiadania tego samego bez wydawania kilku stów. Ale w tej chwili szał na gotowe zestawy przeszedł mi kompletnie, wybór fajnych kosmetyków jest ogromny i tym bardziej nie ma potrzeby uciekać się do rzeczy "inspirowanych". Wolę dołożyć trochę grosza i skompletować sobie sama coś, co będzie mi odpowiadało w 100% (a nie skazywać się na trzecią z kolei matową czerń czy krem, które są wszędzie). Znalezienie firmy, która oferuje unikatowe i świetne jakościowo rzeczy w przystępnej cenie to naprawdę ogromna satysfakcja!

    A MUR i Wibo w przyszłości sobie odpuszczę, bo jednak w moim odczuciu przeginają - choć MUR to akurat żadna strata, bo o ile rozświetlacze jeszcze mają fajne, tak cienie zwyczajnie znikają z oka po kilku godzinach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! To są piękne palety go nude, bardzo nas to rozbawiło. A z tym skompletowaniem cieni to sama prawda! Ileż można mieć takich samych beży i brązów, które pojawiają się teraz w każdej palecie. Są nawet polskie firmy, które mają cruelty free piękne cienie w dobrych cenach <3.

      Usuń
  14. Kiedyś czytałam ciekawy artykuł na temat takich "inspiracji" kosmetycznych i tam był właśnie podany przykład Nars. Żebym to ja teraz mogła to znaleźć :/ Jakieś trzy lata temu autorka pisała, że za niedługi czas czeka nas wysyp róży o podobnym odcieniu i designie, bo firmie Nars mija okres patentowy, czy jakiś czas kiedy może mieć ten kolor na wyłączność, a potem pomysł jest odsprzedawany innym firmom. Sens artykułu był taki, że te inspiracje są często kontrolowane przez duże firmy, bo taka dobra "kopia" to w pewnym sensie reklama. Kupujesz Wibo Ekstasy, stwierdzasz, że kolor jest spoko to następnym razem sięgasz po pierwowzór Nars. Mniej więcej o coś takiego w tym chodzi. Oczywiście nie dotyczy to podróbek, które udają, że są oryginalnym produktem. Nie wiem, czy to co napisałam, jest prawdą w 100%, bo artykuł czytałam dawno i nie mogę teraz sprawdzić jego wiarygodności, ale firmy kosmetyczne to wielkie koncerny nastawione na zysk, które stać na najlepszych prawników, więc skoro nie tępią takich firm jak MUR, czy Wibo to chyba maja z tego jakieś zyski.

    OdpowiedzUsuń
  15. O wielu z tych kosmetyków nie słyszałam, więc nawet nie przyszłoby mi do głowy zastanawiać się, czy to podróbka czy nie. Ostanio skusiłam się na K'Lips i dobrze, że nie kupiłam tego produktu w pełnej cenie - Golden Rose Liquid Matte Lipstick jest dla mnie zdecydowanie lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ogólnie rzecz biorąc, to gdyby nie to, że przeczytałam tego posta, to pewnie bym nie wiedziała o takich podobieństwach. W gruncie rzeczy, jak już kupuję (bo mi za dużo nie jest potrzebne), to nie zwracam na to wielkiej uwagi, czy jest to podobne do innego, droższego, sławniejszego kosmetyku. Wiadomo, że firmy będą się wzorować, tak samo jak na np. butach kiedy wychodzi nowa seria, zaraz na różnych stronach pojawiają się tanie zamienniki, bez znaczka, często gorszej jakości, tak i na kosmetykach. Wiem tyle, że teraz będę się patrzyła na te wymienione rzeczy przez pryzmat baaardzo mocnej inspiracji :D Bo jak się patrzy to porównanie, to trochę jednak razi po oczach :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak, ja mam dość wpisów o rossmanowych promocjach:D wprawdzie nie posiadam żadnego z tych kosmetyków, ani w wersji oryginalnej ani w tej "podrabianej", natomiast nie wiedziałam, że te podobieństwa są tak duże. Z drugiej jednak strony myślę sobie czym to się różni od sytuacji, w której sieciówki inspirują się ubraniami od projektantów? Ja tam uważma, że lepiej kupić tańszy zamiennik nić kupowac podróbę na Aliexpress, ale to tylko moje zdanie:) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak dla mnie żaden z tych kosmetyków nie jest podróbą, ponieważ kupując paletę Wibo czy czekoladę MUR nie mamy złudnej nadziei, że kupujemy pierwowzór. Podróbą natomiast jest np. paleta Zoevy kupowana na Aliexpress, czy meteoryty, które kiedyś krążyły po Allegro (i może nadal krążą).

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo kontrowersyjny temat. Sama mam kilka zamienników, nawet ostatnio kupiłam te rozświetlacze :) Dzięki temu miałam okazję wypróbować czy takie kolory w ogóle mi pasują i nie musiałam na to wydawać 250 zł. Czekoladki z Mur też lubię. Z Too Faced mam tylko jedną z moją ulubioną wersją kolorów i chyba korzystam z niej najczęściej. Co do tych podróbek/zamienników to źle dla firmy, ale dobrze dla klienta. Jest okazja, żeby chociaż wypróbować kolory. Myślę, że mało kto liczy na taką samą jakość płacąc, np. 1/4 ceny. Ale! Zdarzają się też naprawdę dobre zamienniki za niewielkie pieniądze. Trzeba pamiętać, że często płacimy głównie za markę.
    Ogólnie koło się zatacza. Wszyscy mówią, że MUR ściągneło od Too Faced, ale nikt już nie pamięta, że to czekoladka od Bourjois była pierwsza.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dla mnie różnica jest prosta. Podróbka to coś, co udaję oryginalny produkt (np. pomadki Kylie z aliexpress), a inspiracja to coś, co ma inną nazwę/inną firmę, ale jest podobne do jakiegoś innego produktu. Osobiście pewnie byłabym zła, gdyby ktoś tak żerował na mojej pracy, więc rozumiem osoby, którym się to nie podoba. Niektóre firmy zdecydowanie mogłyby nieco bardziej subtelnie się "inspirować" :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak napisałaś o tej czekoladce z boujoris to wpisałam w google i się zorientowałam, że lovely czy inne wibo wypuściło ostatnio bardzo podobny bronzer O.o

    OdpowiedzUsuń
  22. Osobiście uważam, że takie podkradanie pomysłów jest słabe. Nie twierdzę, że tańszy produkt jest gorszy ale żerowanie na czyimś pomyśle i pracy nie powinno nigdy czymś normalnym. Jeśli firma ma produkty dobre jakościowo to swoje pomysły i tak sprzeda. Osobiście unikam podróbek czy takich "inspiracji" :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Niedobrze, mam 4 z 5 "podrób" :D A tak serio, to nie byłam świadoma, że Star Shine od WIBO jest odpowiednikiem ABH, po prostu spodobała mi się ta paletka w zapowiedziach. Dopiero później natrafiłam na paletkę ABH i powiązałam te dwie kwestie. Ale szczerze mówiąc i tak miałabym to w nosie, jak mi się coś podoba, to to kupuję bez dorabiania do tego filozofii. Podobnie paletka czekoladowa MUR - jestem czekoladomaniaczką, więc kusi mnie wszystko co czekoladowe (notabene miałam oryginalną paletkę czekoladową Too Faced i była to moja największa zakupowa porażka ever). Byłam ciekawa tańszego zamiennika różu NARS, więc też go kupiłam z WIBO (i wszystkie inne odcienie). Podobnie K'Lips, bo miały takie odcienie, które uwielbiam (nigdy nie kusiły mnie oryginalne pomadki Kylie). Podsumowując: nie obchodzi mnie, co jest czego podróbą. Gdy mi się coś spodoba, to to kupuję ;)

    OdpowiedzUsuń