piątek, 21 lipca 2017

Naturalne kosmetyki - super sklep i wielki haul


Na naszym blogu najczęściej pojawiają się kosmetyki azjatyckie i choć dominują one w naszej pielęgnacji, nieustannie poszukujemy ciekawych rozwiązań, które będą przede wszystkim lepsze dla naszej cery. Testujemy więc kosmetyki polskie, rosyjskie, greckie i co tam się nam jeszcze ciekawego nawinie. Oczywiście wybieramy takie, które mogą się sprawdzić w wieloetapowej pielęgnacji, którą stosujemy. Ostatnio znalazłyśmy wspaniały sklep z różnymi kosmetykami naturalnymi w wyśmienitych cenach. Jesteście ciekawi cóż to za sklep i co zakupiłyśmy? Zapraszamy!


W jednej z facebookowych grup zrzeszających fanki naturalnych kosmetyków trafiłyśmy na wspaniały Sklep Kosmetyko Fanki pełen cudów, na które od dawna już się zasadzałyśmy. Nie dość, że wszystko w naprawdę rozsądnych cenach to jeszcze letnia promocja! Radzieckie kosmetyki? BRAĆ! W związku z tym popadłyśmy w zakupowy szał <3.





Zamówienie powyżej 150 zł miało darmową wysyłkę kurierem, a paczka przyszła dosłownie ekspresowo! Zamówienie złożyłyśmy wieczorem, a paczuszka została nadana kolejnego dnia rano. Wszystko zapakowane było w solidny karton i przykryte szarym papierem, którym wyłożono również dno pudełka. Wewnątrz znalazło się również dużo folii bąbelkowej oraz śmiesznych małych gąbeczek. Dodatkowo szampony i toniki zostały zawinięte folią, by nic się nie wylało. 

Pakowanie i obsługa 10 na 10!


Do zamówienia dodano też broszurki oraz próbki Vianka i Make Me Bio. Szczególnie te drugie nas cieszą, bo po spektakularnym działaniu wody różanej, również po kremidłach obiecujemy sobie bardzo wiele. 


Przyjrzyjmy się temu, na co przetraciłyśmy ciężko zarobiony pieniążek. Na pierwszy ogień idą maseczki z niedawno odkrytej przez nas polskiej firmy Ava Laboratorium. Mają naprawdę zacne serum! Maseczki z marchewy i pomidorka po 3 złote. Jak na razie Katarzyna wysmarowała twarz pomidorkiem i jest zaszokowana, jak świeża i odprężona stała się cera. Jedna saszetka bez problemu starczy na dwa użycia. 

Powinni wprowadzić maseczki z  buraka i jarmużu! Byłby to niewątpliwie hit markietingowy, a wszyscy zdrowotnościowi ludzie by brali jak szaleni! W sumie może działałyby na człowieka bez konieczności wkładania tego do ust. Fujka fujka.


Białe glinki z Fitokosmetik to kolejne już w naszej kolekcji dobroczynne glyny. Niebawem będziemy mieć już chyba wszystkie możliwe gliny tego świata! Działają naprawdę wspaniale, a na dodatek są taniutkie. Jedyna upierdliwość to konieczność rozrabiania i syf, który czyni się w łazience. 

Zamówiłyśmy dwie białe glinki, bo mają całkiem inne opisy, z których to wynika, że jedna jest tonizująca, a druga nawilżająca. Wielce nas to zaskoczyło, dlatego niebawem zamienimy się w gliniane golemy, żeby sprawdzić, czy różnica faktycznie jest!


Azjatycka pielęgnacja nauczyła nas, że prócz zwykłego kremu nawilżającego ważne jest również... nawodnienie. Tak tak. Właśnie w tym celu stosuje się wszelkie żele aloesowe, ogórkowe, śluzy ślimaka i inne dziwaczne rzeczy. To etap pielęgnacji, którego nie można przecenić!

Niestety koreańskie żele aloesowe mają często dość słaby skład. Miałyśmy zakupić inny, sprawdzony już żel, ale naszym oczom ukazał się taki oto włoski specyfik, obiecując bycie PEG free, paraben free i paskudztwo free. Tak harde obietnice to coś, czego nie sposób zignorować... W promocji było również takie malusie, sympatyczne serum z Kafie Krasoty <3. Obiecuje ono uber nawilżenie, więc pewnie będzie się nadawać jakoś setne już serum na wiecznie wysuszone ryło Katarzyny. Sama firma jest na naszym celowniku już od dawna, kosmetyki owe mają naprawdę interesujące składy, a na dodatek... piękne opakowania. Każda estetka zrozumie!


Rosyjskie szampony bez SLSów i innych paskudnych parabenów, a na dodatek znacznie tańsze niż podłe szampony "wiodących firm"? Tak właśnie pokochałyśmy Babuszkę! 


Karol Keczup skusiła się również na sprytne olejki w formie kremu. Dobroczynne składniki i brak nadmiernej tłustości?  Bierę! Najciekawszym jednak zakupem jest Namiętny żel pod prysznic z estońskiej firmy Organic Shop, który za chwilę ujrzycie poniżej. I my tu nic nie będziemy opisów wymyślać! Skopiujemy tylko to, co na opakowaniu i Was z tym zostawimy. 

Organiczny NAMIĘTNY żel pod prysznic - NOCNA POKUSA
Namiętny żel pod prysznic idealnie nawilża i wygładza skórę, działa uspokajająco, relaksuje i stymuluje krążenie. Żel pomaga poczuć niepowtarzalny smak miłości, poprawia nastrój, korzystnie wpływa na układ nerwowy, usuwa zmęczenie, przyspiesza proces odbudowy tkanek i nastraja romantycznie. Skutecznie zapobiega wysuszeniu naskórka i chroni przed niekorzystnym wpływem środowiska. Kuszący aromat, aksamitna pianka i naturalne organiczne ekstrakty nasyconego żelu pod prysznic Nocna Pokusa nadaje prawdziwą radość i niesamowity komfort. Pielęgnuje ciało dzięki ekstraktowi z owoców męczennicy oraz pobudza zmysły i relaksuje podczas kąpieli. 

Poczuć niepowtarzalny smak miłości za jedyne 8 zł? Musi się opłacać!


Na koniec zostawiłyśmy prawię całą serię z Eco Labu, po której to Katarzyna wiele sobie obiecuje. Wyciskana pianka to jeden z najfajniejszych produktów do mycia twarzy. Mamy swoją ulubioną piankę z Innisfree, ale skład tej nawilżającej z Eco Labu jest tak zachęcający, że Kaha nie mogła się opanować i obkupiła się jeszcze w żel, peeling i tonik. Bardzo duży udział w tym szaleństwie miała promocja, bo kto by nie chciał wypróbować toniku za dyszkę?  Ma ona wielką nadzieję, że owa seria pomoże jej poradzić sobie z występującymi ostatnio ciągłymi poparzeniami gęby. 


To już całość naszego zamówienia. Wszystko kosztowało nieco ponad 150 zł, co wydaje nam się naprawdę spoko ceną, biorąc pod uwagę, ile dobra za to zakupiłyśmy. Nie znaczy to oczywiście, że całkowicie zrezygnowałyśmy z kupowania koreańskich kosmetyków, ale nasze podejście do pielęgnacji coraz bardziej ewoluuje w kierunku jak najczystszych składów. Spodziewajcie się więc, że na blogasu będzie się pojawiać wiele polskich, rosyjskich, czy też innych kosmetyków, które mogą zastąpić te koreańskie. 

Dajcie znać, czy używaliście któregoś z tych cudeniek. A może macie jakieś inne wspaniałe rekomendacje?

18 komentarzy:

  1. Garden roses z make me bio to krem, którego prędko nie zdradzę z czymkolwiek innym <3 na dodatek jest szalenie wydajny. Kupiłam słoiczek pod koniec listopada i jeszcze używam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, co za wydajność! Te kremy wyglądają bardzo interesująco :).

      Usuń
  2. ja tam kupiłam kremy z vianka ... i niestety, ale mnie pozapychały X_x ...zwłaszcza na dzień. Smutno mi było . Miałam jeszcze jakiś żel do twarzy z miętą, też naturalny i bez gunwa w środku, to mi powysuszał powieki... nawet serum do oczu mi nie pomagało .___. . Najlepiej chyba u mnie sprawdzają się serum do twarzy z Ava ... fajnie nawilżają skórę i nie jest ona potem tłusta, czy coś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, bieda! Keczup też ma taki problem, że wszystko zapycha jej gębę i się nie wchłania, ale za to nic nie podrażnia. Może to mięta tak podziałała? Mamy serum z witaminą C z Ava i jest super!

      Usuń
  3. Jedyną firmą jaką znam jest Ava.Nie pamiętam czy używałam, ale gdzieś już widziałam....Reszta nieznana, ale jak dobra to warto wypróbować.....

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale masa kosmetyków! :D no ja niczego nie używałam, ale wszystko przede mną :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Żadnych z tych kosmetyków nie znam, ale ciekawi mnie Wasza opinia o nich ;) Ja ostatnio oszalałam na punkcie Vianka <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny jest ten sklep :) muszę niedługo coś tam zamówić. Znam kosmetyki Organic Shop i często używam ich do pielęgnacji ciała. Jeszcze ani raz mnie nie zawiodły.

    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny sklep.
    Zapraszam do siebie
    Reprezentuje firme polska Organic Life

    OdpowiedzUsuń
  8. O nieeeeeee, mój portfel płacze!
    Jak możecie wrzucać takie posty pod koniec miesiąca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz! Na pociechę powiemy, że wszystko tanioszka :).

      Usuń
  9. Nie znam niestety żadnego z nich :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Ile cudowności! Gdybym tylko miała kasę... :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo mi miło, że zrobiliście zakupki u mnie w sklepie, sama większość kosmetyków przetestowałam na sobie :D Uwielbiam całą serię EcoLabu, ale używaj wersję niebieską oczyszczającą, bo mam mieszaną cerę :) Żele pod prysznic z organic shopu też bardzo lubię, obecnie próbuje się uratować w te upały "miętowym deszczem" :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Słyszałam o tym sklepie i już szykuje się na zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałam mnóstwo próbek kremów z Sylveco i Vianka. Jestem na nie. Zapachy są absolutnie odrażające, krem oznaczony jako lekki i dobry pod makijaż w ogóle się nie wchłaniał. Wszystkie kremy zostawiają tłustą warstwę, przez którą musiałam myć twarz, ponieważ nie dało się wytrzymać tej obleśnej lepkości. Ogólnie mocno mi podpadli paroma produktami, w tym lipowym płynem micelarnym i balsamem myjącym z betuliną, do tego mają fatalną obsługę (w przypadku reklamacji). Gdyby nie rumiankowy żel do mycia twarzy, który jest całkiem spoko, omijałabym ich szerokim łukiem.

    Od Agafii mam masę rzeczy, testuję i mam mieszane uczucia :x

    Za to na pewno zapoluję na maseczki Ava. Nie znam tej firmy i z chęcią sprawdzę czy ich produkty nadają się do mojej cery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się osobiście wydaje, że te wszystkie naturalne kosmetyki lepiej sprawdzają się na suchych cerach. Katarzyna ma właśnie taką wybitnie suchą i kocha te wszystkie Vianki i Sylveco miłością wielką i szczerą.
      Sama jako posiadaczka tłuściutkiej facjaty też mam problem z wchłanianiem się (ogółem to prawie nic się w moją gębę nie wchłania), więc bardzie treściwe rzeczy to tylko na noc. Z Ava lubię serum z witaminą C, a z Agafii rzeczy do włosów.

      Co to za straszna historia z reklamacją? Brzmi srogo... Proszę testować i dawać znać!
      Pozdro,
      Keczup

      Usuń