niedziela, 27 sierpnia 2017

Chińczyk potrafi, czyli TOP 8 najgłupszych i najdziwniejszych budynków w Chinach


Chińczykom można zarzucić wiele. A to, że plują na ulicy albo sikają w muzeum, a to pchają się w metrze i odpalają pieśni z opery pekińskiej o 6 rano. Jednego nie można im jednak odmówić - jest to naród wybitnie kreatywny. Powiadają, że Chiny to kraj wielkich możliwości, a w Chinach nie ma rzeczy niemożliwych! Kreatywność tą można zobaczyć wszędzie, a architektura pozwala wyrazić ją w WIELCE spektakularny sposób. Dziś prezentujemy Wam najdziwniejsze i najgłupsze budynki w Chinach! Zerknijcie i pośmiejcie się!

środa, 23 sierpnia 2017

Rok w Polsce - co się zmieniło po powrocie z Chin?


Dziś wypada data wielka i znacząca! Minął równo rok, odkąd opuściłyśmy Chiny i powróciłyśmy żyć na łonie Ojczyzny. Jak nam minął ten rok? Czy coś się zmieniło? Czy tęsknimy za Chinami? Jeśli jesteście ciekawi, zapraszamy!

sobota, 19 sierpnia 2017

Z wizytą u chińskiego fryzjera - modne fryzury i wesołe przygody


Dziś postanowiłyśmy umilić Wam dzień wpisem z serii "Życie codzienne Chin". Wiadomo, Chińczyk nie roztrząsa na co dzień problemów gospodarki, komunistycznej partii, ani protestów w Hong Kongu. Chińczyk chce sobie dobrze zjeść, zakupić co nieco w markecie, a i czasem schludnie się ostrzyc. I właśnie o strzyżeniu jest ta notka! Pokażemy Wam, jak działa chiński fryzjer, a także przedstawimy najmodniejsze w Państwie Środka fryzury dla pań, panów oraz dzieci. I niemniej ważna sprawa, czy takiemu fryzjerowi warto zaufać? Jak myślicie? Wszystko jest tutaj!

niedziela, 13 sierpnia 2017

Jak tanio kupować koreańskie kosmetyki? Praktyczny poradnik i nasze zakupy z Jolse


Często pytacie nas, skąd zamawiamy koreańskie kosmetyki. W zależności od tego, jakiego kosmetyku szukamy, czego aktualnie potrzebujemy i jakie są gdzie promocje (najważniejsza sprawa!), wybieramy kilka zaufanych sklepów. Ostatnio złożyłyśmy kilka zamówień w różnistych miejscach, możemy więc pokazać Wam na konkretnych przykładach, z jakich sklepów opłaca się zamawiać kosmetyki. Dzisiaj opowiemy o chyba najsłynniejszym sklepie z koreańskimi kosmetykami, a mianowicie o Jolse. Zrobimy też minirecenzje produktów, które zamówiłyśmy. Zapraszamy!


Wiemy, że często boicie się zamawiać przez Internet, jednak zamawiając z zaufanych koreańskich sklepów nie musicie obawiać się podróbek, a na dodatek oszczędzacie. Warto więc spróbować, bo może się okazać, że maseczki w płachcie za które płacicie po 13 zł za sztukę w polskiej drogerii, kosztują tam złotych 4 i to z darmową wysyłką....

We wcześniejszym poście z tej serii polecałyśmy Wam sklep RoseRose Shop. Jeżeli ktoś nie czytał jeszcze tego wpisu to serdecznie zapraszamy:


Dzisiaj, tak jak już wspomniałyśmy, zapraszamy do przyjrzenia się Jolse. Jest to sklep, w którym swoją przygodę z koreańskimi kosmetykami zaczęło naprawdę wiele dziewcząt (a i chłopców może też). Wiele waluty zostało tam wydanej i wiele godzin spędzono na przeglądaniu koreańskich cudeniek. A co, nie ma co sobie żałować!

 Zacznijmy od początku...



Wchodzimy na stronę www.jolse.com i zakładamy sobie konto. Każdy z nowych użytkowników dostaje 3 dolary "kredytu", które może zużyć w dowolnym czasie i w ten sposób zaoszczędzić co nieco, czy to w pierwszym zamówieniu, czy też w którymś kolejnym. Składając kolejne zamówienia zbieramy sobie drobne pieniążki, które są na naszym koncie i które można odliczyć od zamówień. Nie są to jakieś zatrważające kwoty, ale skoro człowiek i tak zamawia to w sumie dobrze, jak się uzbiera kiedyś parę dolarów! Choć nie czarujmy się - zaoszczędzony hajs i tak wyda na kosmetyki (ale czy to źle?). Minimalna kwota, przy której można wykorzystać swój "kredyt" to 20 USD. Zamówienia poniżej tej kwoty nie mogą być obniżone i wyświetla się Wam brak zniżki.



Najważniejszą informacją odnośnie Jolse jest to, że każdy produkt ma darmową wysyłkę (to znaczy, że jest ona wliczona w cenę). Stąd też ceny są nieco wyższe niż choćby w RoseRose Shopie, ale jeżeli potrzebujemy jednego kremu, zestawu maseczek czy olejku do mycia twarzy to właśnie Jolse będzie najczęściej najprostszym i najlepszym rozwiązaniem. Opłacalne jest również zamawianie dużych i ciężkich przedmiotów, których wysyłka zawsze jest droga. Przy małych zamówieniach, za darmo dostajemy wysyłkę bez numeru do śledzenia. Przy zamówieniach powyżej 40 USD numer jest już w cenie. Powyżej 150 USD mamy za darmo EMS, ale nie polecamy tak dużych zamówień, bo na pewno wpadnie się na VAT i przyjdzie płacić straszne kwoty.


Czym jest ów straszliwy VAT?

Podatkiem, który trzeba zapłacić urzędowi celnemu za towary spoza Unii Europejskiej. VAT w Polsce to 23%, więc sporo, dlatego warto poprosić o oznaczenie paczki jako gift i z zaniżoną wartością, np. 20 USD. Często bez podatku przechodzą nawet dużo droższe paczki, ale to zależy od szczęścia i humoru celników (słynni celnicy w Zabrzu znani są z nadgorliwości!). Wysłanie paczki jako gift bardzo zmniejsza prawdopodobieństwo opłat, a Jolse robi tak bez problemu.

Ile idą paczki z Jolse?

Zależy od poczty i wielu innych czynników, typu oczekiwanie na samolot czy procedury celne. Czasem przychodzą w kilkanaście dni, a czasem trzeba czekać kilka tygodni. Niestety nie ma reguły. Warto jednak mieć ten numer nadania i mieć kontrolę nad tym, gdzie teraz jest nasza paczka. Jeżeli nasze zamówienie kosztowało poniżej 40 USD, polecamy dopłacić to 2,5 za numer do śledzenia (standard mail). Nasza paczka zjawiła się w około 3 tygodnie, co uważamy za niezły wynik.

Czy Jolse dodaje próbki?

Tak! Baaardzo dużo próbek. Im więcej zamówimy, tym więcej próbek dostajemy, dlatego też bardzo kuszące jest naładowanie miliona towaru do jednej paczki, zamiast dzielenia na kilka mniejszych. Pamiętajcie, że nie ma co ryzykować bardzo wielkich kartonów! Przy zamówieniu za 62 dolary dostałyśmy tyle próbek! Przeklęty krem BB z Lioele nas nie cieszy (nienawidzimy go szczerze), ale wszystkie próbki z COSRX bardzo, bo ostatnio kochamy tę firmę.

koreańskie kosmetyki, koreańska pielęgnacja, zakupy z jolse, jolse próbki

Jak dokonujemy płatności?

Przy użyciu PayPala, karty kredytowej i chińskiego Alipaya. Zgadujemy, że interesują Was tylko dwie pierwsze opcje ;).


Czy kosmetyki z Jolse są oryginalne?

Ostatnie, ale najważniejsze chyba pytanie! Tak! To zaufany sklep z oryginalnymi koreańskimi kosmetykami. Są tanie, bo są wysyłane bezpośrednio z Korei, czyli nie ma miliardów opłat, które ponoszą polscy dystrybutorzy (to zrozumiałe, że ceny są wyższe o VAT, podatek dochodowy, ZUS, koszty badań i na pewno miliony innych opłat). Pamiętajcie, że kosmetyki koreańskie najtańsze są w Korei, a nie na Aliexpress! Tam istnieje potężne prawdopodobieństwo trafienia na podróby. 



Dość tej technicznej gadaniny! Gdybyście mieli jakieś problemy to piszcie śmiało. A teraz przechodzimy to tego, co kupiłyśmy!


Katarzyna, jako człowiek ze skórą suchą jak papier ścierny zużywa miliardy masek w płachcie.  Płacenie 17 zł za maseczkę nie do końca jest w zasięgu jej portfela :(. Gdyby miała to robić 15 razy w miesiącu... OLABOGA! Skuszona wybitną wręcz ceną zdecydowała się na taki oto zestaw maseczek I'm real z Tony Moly za 9.90 dolarków już z wysyłką za 11 masek? Ta cena naprawdę powala. Można mieć nową buzię (Dziobson krzyczy, że NOWY DZIÓB!) w cenie jednego obiadu w japońskiej restauracji!

koreańskie kosmetyki, koreańska pielęgnacja, zakupy z jolse, tonymoly maseczka płachtowa, koreańska maseczka płachtowa

Stosowałyśmy już większość z tych maseczek wielokrotnie, ale teraz Kaha ma nowy plan - zrobić miesiąc z maseczkami I'm real i napisać wam krótką recenzję każdej z nich. Co myślicie o takim wyzwaniu?


Kolejnym zakupem była słynna pianka z COSRX. Czemu jest taka słynna? Ma ona niskie Ph (nasza skóra też takie ma, dlatego mycie piankami z wysokim Ph bardzo je przesusza i odziera z bariery lipidowej). Przyjrzyjcie się tej oto reklamie. Mówi ona, że po użyciu tej oto pianki nie ma żadnego oj! oj! ani żadnego auć! auć!


Czy będzie działać? Jeszcze nie mogłam sobie pozwolić na jej otworzenie, bo mam trochę kosmetyków do wykończenia. Niebawem damy znać, czy serio jest taka wspaniała! Cena? 8,25 dolara!

koreańskie kosmetyki, koreańska pielęgnacja, zakupy z jolse, pianka low ph, cosrx pianka, cosrx sleeping pack

koreańskie kosmetyki, koreańska pielęgnacja, zakupy z jolse, koreańska pianka, cosrx pianka

Kosmetyk obok pianki to miodowy sleeping pack również z COSRX (12 dolarów) i jako znane miłośniczki sleeping packów, które używają ich nad wyraz często i testują jak szalone wciąż nowe i nowe, nie mogłyśmy się mu oprzeć. Katarzyna kocha kosmetyki z miodem i ten sleeping pack ogromnie przypadł jej do gustu. Można nałożyć najcięższy choćby krem albo i nawet mieszankę olejów naturalnych i... ten sleeping pack momentalnie zamknie to wszystko i wtłoczy w skórę. Prawdziwa magia <3. Tak tak! To jest dokładnie ten rodzaj kosmetyków, gdzie budzisz się z nową facjatą. Przy następnym zamówieniu biorę również ryżową. Nikt mnie nie powstrzyma!

koreańskie kosmetyki, koreańska pielęgnacja, COSRX sleeping pack, COSRX maska na noc

Karol Keczup zakupiła taki oto sprytny peeling Floria z Tony Moly. Nasza koleżanka bardzo go zachwalała, dlatego Keczup postanowiła powalczyć przy jego użyciu z przebarwieniami. Jest to peeling typu gommage, czyli delikatny peeling "rolujący się" pod palcami. Za pierwszym razem zrolował się w sekundę! To mega delikatny sposób złuszczania ryjka bez zdzierania sobie skóry i robienia strasznych, czerwonych śladów. Keczup ma złe wspomnienia z mocnymi peelingami typu zdzierak, więc ten stosuje z przyjemnością. Cena to 8,08 dolarów.

koreańskie kosmetyki, koreańska pielęgnacja, zakupy z jolse, koreański peeling, peeling gommage

Płatki pod oczy Petitfee z EGF (8,78 usd) widzieliście już w poprzednim zamówieniu. Keczup kontynuuje swoją kurację i tym razem postanowiła przy ich użyciu walczyć z domniemaną zmarszczką koło ust (ona tam jest i patrzy na mnie!). Płatek wpasowuje się tam doskonale.

koreańskie kosmetyki, koreańska pielęgnacja, zakupy z jolse, koreańskie płatki pod oczy

To już wszystko, co zamówiłyśmy. Tym razem skromniej, bo idą do nas kolejne 3 paczki z innych sklepów. Oczywiście podzielimy się również wiedzą o innych wspaniałych sklepach <3 <3 <3


Czy zamawialiście kiedykolwiek z Jolse? Jakie są Wasze doświadczenia z tym sklepem? Mamy nadzieję, że tylko dobre!

koreańskie kosmetyki, koreańska pielęgnacja, zakupy z jolse

środa, 2 sierpnia 2017

Azjatycka pielęgnacja - o co ten hałas? Nasze doświadczenie i przemyślenia


Azjatycka pielęgnacja jest obecnie bardzo modna. Czasami nam się wydaje, że chyba codziennie powstają nowe sklepy sprzedające koreańskie kosmetyki. Wprowadzają je giganci tacy jak Sephora czy Douglas! Polskie firmy, jak choćby Bielenda inspirują się słynną koreańską metodą dziesięciu (choć według niektórych miliona) kroków. Wokół azjatyckiej pielęgnacji narosło tyle mitów, że już naprawdę nie wiadomo, o co chodzi. Od jakiegoś czasu w środowisku kbeauty jest modnie uważać, że azjatycka pielęgnacja to tylko ściema i chwyt marketingowy. Jak żyć?! Co prawda nie czujemy się wybitnymi specjalistkami w tej dziedzinie, jednak używamy koreańskich oraz japońskich kosmetyków od 6 lat i mamy wyrobione zdanie na ten temat. Pewnie dość kontrowersyjne. Zapraszamy!


Dlaczego zaczęłyśmy stosować azjatycką pielęgnację?


Było to 6 lat temu, gdy przyjrzałyśmy się różnym znajomym w naszym wieku. Te, które intensywniej się malowały albo opalały, miały już pierwsze zmarszczki. My jeszcze ich nie zaznałyśmy, ale zlękłyśmy się nie na żarty! Czy to już starość? TAK SZYBKO?! Szukałyśmy, czytałyśmy i tak trafiłyśmy na różne mądre rzeczy. Nałożyło się to na naszą intensywną fascynację naturalną pielęgnacją, olejami, kwasem hialuronowym i rzeczami tego typu. Oczywiście nie mogło być tak pięknie... Naturalne kosmetyki nie zawsze działały albo były upierdliwe w użytkowaniu. Keczupowi oleje ciągle zapychały facjatę, kwas hialuronowy miast nawilżać wysuszał, a zmywanie oleju ciepłą ściereczką było prawdziwym kołchozem! O, żebyśmy to wtedy znały wartość koreańskich olejków, które emulgują samodzielnie...

innisfree pianka, innisfree cleansing oil, innisfree olejek, koreańska pianka, koreański olejek, koreańskie kosmetyki

Do Chin wyjechałyśmy 4 lata temu i prawdę powiedziawszy... trudno było tam dostać zachodnie kosmetyki w takiej gamie jak u nas. A jak już były, to okrutnie drogie. Czemu by nie skorzystać i nie potestować koreańskich lub japońskich cudów, skoro są tak łatwo dostępne? Ano warto! Koreańskie kosmetyki są w Chinach bardzo tanie i każda licząca się marka ma swoje salony, więc zamiast uciążliwego sprowadzania rzeczy z Europy (lub co gorsza kombinowania z chińskimi produktami), najzwyczajniej na świecie szłyśmy do Innisfree czy innego Etude Housa, dostępnego w co drugim centrum handlowym.

To akurat zdjęcie z Seulu, ale do Hong Kongu też jeździło się na identiko szoping!

https://www.pinterest.com/nitirii/x-koreanjapanstoresbeauty/

W tym czasie mniej więcej wypracowałyśmy służącą nam rutynę, którą kontynuujemy po dziś dzień i  to mimo, że już od dziewięciu miesięcy mieszkamy w Polsce, ha! Oczywiście wprowadzamy nowe kosmetyki i dużo testujemy. Nagle okazało się, że polski rynek zmienił się nie do poznania i dla nas jest paradoksalnie... egzotyczny. Na wylot znamy ofertę The Face Shop, ale taki Vianek... to jest szok i szał. Brać i kupować!


Czym jest azjatycka pielęgnacja?


Ktoś powie, że to metoda dziesięciu kroków, jakiś dziwny rytuał, który stosują wszystkie Azjatki i ogółem bardzo uciążliwa sprawa. Ktoś inny powie, że nikt w Azji tego nie używa, a wszystko wymyśliła Charlotte Cho (autorka słynnej książki Sekrety urody Koreanek), by lepiej jej się sprzedawały kosmetyki. Jak jest naprawdę?

Nie powiemy Wam tego, bo nie ma jednoznacznej odpowiedzi. We wszystkim jest ziarnko prawdy, jednocześnie każda strona nieco przesadza. Za to możemy powiedzieć, czym owa pielęgnacja jest dla nas! A wszystko w prostych i przejrzystych punktach!


1. Poznanie potrzeb swojej skóry


Kiedyś polski rynek kosmetyczny był bardzo ubogi. Jak cera młoda to krem był na pryszcze z toną alkoholu. Jak sucha to nawilżające kremy zaczynały się na półce 50+. Kremy do cery młodych kobiet absolutnie nie przeciwdziałały zmarszczkom, a były jedynie tonizujące. Mycie twarzy - niebieski żel Garniera. Dla wszystkich młodych ludzi najlepszy! Katarzyna słuchała tych pięknych porad dla młodych ludzi i choć pryszczy nie miała, oczyszczała swoją facjatę jak szalona! Nieustannie kończyło się poparzeniami i schodzącymi z suchości płatami skóry. Cóż było począć? Kosmetyki były dostosowane do tego, jaka Twoja cera powinna być. Nie jaka jest.

http://www.snobka.pl/artykul/seria-clearface-manhattan-5356

Czerwona twarz, naczynka i suche placki? A może tłuszczący się wiecznie ryjek i kłopotliwe wypryski? Każda cera jest inna i każdą trzeba kochać. Najważniejsze jest działanie w harmonii z nią, a nie przeciwko niej. I nawet, jeżeli jakiś kosmetyk jest cudem u wszystkich i doskonale się u nich sprawdza, ale u Ciebie niekoniecznie to momentalnie go odstaw. Słuchaj, co Twoja skóra chce Ci powiedzieć. Jakie kosmetyki jej służą, a jakie nie. Kiedy nadmiernie się przetłuszcza to nawilż ją odpowiednio. Jeśli się czerwieni to wzmocnij naczynka. Obserwuj i działaj. I wybierz dokładnie taki zestaw, jaki będzie Ci naprawdę odpowiadał, a nie taki, jaki jest modny albo sprawdza się u koleżanki. 

2. Warstwy


To chyba coś, co jest najbardziej zmityzowane, jeśli chodzi o azjatycką pielęgnację. Słynne dziesięć kroków! Czy każda Azjatka ich używa? Oczywiście, że nie! Głupotą jest też gadanie o konkretnej ilości kroków. Podobnie, jak w kulturze zachodniej cerę najpierw się oczyszcza, później tonizuje, nawilża i odżywia. A co niby jeszcze można robić z gębą? Po prostu każdy etap ma ileś warstw, bądź też ich nie ma. Część Azjatek stosuje dwuetapowe oczyszczanie, a część ma to gdzieś głęboko w.... Podobnie, jak nie każda Europejka tonizuje twarz przed kremem. Ba! Są takie, co nie zmywają makijażu, a dokładają nowy rano.... W Azji są różne metody i rutyny, a każdy dobiera sobie te, które mu się podobają. Po prostu rynek kosmetyczny jest bardziej rozwinięty i istnieją kosmetyki do różnych zadań, ale o tym będzie jeszcze później.

Obrazek ze wspomnianej książki Sekrety urody Koreanek.

O co więc chodzi z tymi warstwami? Każdy może sobie nakładać tyle, ile mu się podoba. Keczup ma rutynę dosłownie pięciu kroków, a Kaha czasami robi i piętnaście! I pytanie, która z nich jest szalona? W zależności od stanu skóry, jej typu, czy też problemów możemy sobie nakładać różne kosmetyki. Nie jeden krem na wszystko, a różne warstwy działające na poszczególne problemy.

Te mityczne warstwy to najczęściej olejek myjący, pianka lub żel na bazie wody, peeling, tonik, esencja, serum, krem pod oczy, emulsja, krem i krem z filtrem, a w nocy dodatkowo maska na noc.

http://victoriouslyyours.com/2016/02/05/10-step-korean-skincare-routine/


3. Kosmetyki zadaniowe


Olej rozpuszcza makijaż i sebum, a pianka domywa olej i resztki makijażu. Tonik przywraca Ph skóry, ampułka rozjaśnia przebarwienia, inna nawilża, a jeszcze inna rozkurcza zmarszczki. Maseczka i krem nawilżają, dogłębnie odżywiają skórę, coś walczy z pryszczami, a coś innego domyka wilgoć. Jeden krem nie musi zrobić wszystkiego. Ba! Nie musimy szukać kremu idealnego, bo wystarczy znaleźć odpowiedni kosmetyk do każdego problemu skóry. SZOK! Gdy problem zostanie rozwiązany, nie trzeba rozglądać się za nowym kremem. Usuwamy jedną z warstw, bo zadanie zostało wykonane i już! Brzmi bardziej skomplikowanie? Niekoniecznie. Masz idealny krem, który robi wszystko, tylko te nieszczęsne przebarwienia... ojej... trzeba zmienić krem. Nowy usuwa przebarwienia, ale skóra nie jest nawilżona.... zmiana. I tak w kółko. Gdy mamy kosmetyki zadaniowe, szukanie rozwiązania jednego problemu nie stwarza nam kolejnych. Kosmetyki zadaniowe wydają nam się dość praktyczną ideą, natomiast krem typu 8 w 1... cóż, niekoniecznie. Jak powiada chiński mędrzec, jak coś jest do wszystkiego to jest do dupy.

tonymoly peeling, koreański peeling, koreański peeling gommage, peeling gommage, koreańskie kosmetyki


4. Sprawdzanie składów

To coś, co mocno wiąże się z punktem pierwszym. Sprawdzamy, co nam służy, unikamy tego, co nam szkodzi. Proste? Proste. To jednak nie wszystko! Azjatyckie kosmetyki drogeryjne (nie czarujmy się, na nie właśnie jest szał) mają składy lepsze niż nasze rossmanowskie, ale nie są to w większości wybitne cuda. Owszem, wysokopółkowe kosmetyki koreańskie lub japońskie mają patentowane składy z magicznymi składnikami, ale są bardzo drogie. W kbeauty czy jak to tam sobie nazwiemy, chodzi też o sprawdzanie składów, unikanie szkodliwych substancji i wybieranie najlepszych możliwych składników.

Komu służy świński kolagen? Jak to mówi Dziobson, FUJKA!


Uwaga! Teraz zdradzimy Wam tajemnicę wszechświata! Możecie szukać kosmetyków o podobnych do koreańskich składach, możecie znaleźć odpowiedniki albo nawet coś lepszego. Ba! Może się okazać, że ułożycie koreańską rutynę przy użyciu wyłącznie polskich kosmetyków. Część osób uważa, że to niemożliwe. My jednak mamy do tego całkiem inne podejście. To, że coś pochodzi z Korei i Japonii nie czyni tego magicznym eliksirem. Nie będziecie mieć od razu twarzy jak kpopowa idolka, niestety. Dbanie o cerę to ciężka praca, która popłaca (przynajmniej tak mawiają). I nawet najlepszy krem z Hery czy esencja z The Whoo nie uczyni Was super pięknymi, jeżeli jakiś składnik będzie uczulać, czy zapychać, a co gorsza, każdego zapycha co innego! Jak żyć?! Sprawdzajcie składy i obserwujcie swoje reakcje. Szukamy dobrego składu (bez szkodliwych substancji), który będzie najlepszy do Twojej skóry. Niekoniecznie do skóry kogoś z Facebookowej grupy.

A na kogo działają ślimaki?
http://creamoff.ru/product/the-saem-snail-krem-dlya-ruk-s-ekstraktom-slizi-ulitki-i-lilii-the-saem-snail-trio-no-2-lily/

My z powodzeniem włączamy do naszej azjatyckiej rutyny polskie kosmetyki. Odkrywamy glinki i serum. Używamy hydrolatów i naturalnych olejów. Mimo, że nie ortodoksyjnie to służy nam to i uważamy, że naturalne kosmetyki są lepsze jakościowo, bo nie zawierają niepotrzebnych zanieczyszczeń. Ps. Ta Bielenda akurat nie jest dobra (za to ja, Keczup, powiadam - lubię!).

woda różana, make me bio woda różana, ecolab tonik, tonik bielenda, tonik z kwasem,

5. Innowacyjne kosmetyki

Maseczki płachtowe? Kto kiedyś słyszał o czymś takim. Peeling gommage, esencja, lotion, ampułki. Część koreańskich i japońskich kosmetyków nie ma odpowiedników na rynku zachodnim. Dla nas zdecydowaną rewolucją były maseczki w płachcie (największa miłość Katarzyny) oraz sleeping packi. Wreszcie nawilżona twarz! Azjaci mają rozmach i fantazję, trzeba im to przyznać! Mamy nadzieję, że powoli i na naszym rynek rozwinie się w tym kierunku. Bo na razie... jeszcze słabo.

Takie innowacje!

https://www.youtube.com/watch?v=FUumxYvSLaA

6. Hobby


Mam peeling z Sylveco, który fajnie działa, ale... szukam jakiegoś fajnego peelingu koreańskiego. Niby mogę zamówić olejek ze "Zrób sobie krem", ale jeszcze nie przetestowałam wszystkich olejków z Innisfree. Przecież na półce mam 3 napoczęte sleeping packi, więc czemu szukam nowego? Ba! Płacę za próbki, które powinny być za free do zamówienia, bo chcę mieć tę konkretną, a nie każdą.

koreańskie próbki, próbki kremów, history of whoo próbki

Jak wytłumaczyć takie irracjonalne zachowania? Otóż dbanie o cerę może być hobby i według nas jest. Mamy masę fajnych polskich kosmetyków, ale te koreańskie kuszą. Bo piękne, bo ciekawe składniki, bo chcemy przetestować. Za hobby się płaci, więc godzimy się na to, że koreańskie serum jest trzy razy droższe niż polskie. I mamy do tego prawo, bo każdy może wydawać swój pieniążek na co chce. I jeżeli kupowanie kolorowych szminek i palet cieni może być hobby, to dlaczego nie może być nim smarowanie ryjka różnymi kremidłami? Ano może być. Dla wielu jest. Dla nas troszkę też....

Właśnie dlatego mamy różne piękne zdobycze!

jolse haul, koreańskie kosmetyki, koreańskie maseczki, koreańska pielęgnacja

Czy uważamy, że azjatycka pielęgnacja to ściema i chwyt marketingowy? I tak i nie. Podobnie jest z naturalną pielęgnacją, eko życiem i wieloma różnymi rzeczami. Po prostu jakoś trzeba docierać do klienta, bo konkurencja na rynku jest bardzo silna. Oczywiście, że producenci kosmetyków chcą, byśmy wydawały pieniądze. W końcu na tym zarabiają. Co za różnica, jak będzie to nazywane?  Dla nas azjatycka pielęgnacja to sposób zrozumienia potrzeb własnej skóry, który gdzieś kiedyś narodził się  w Azji. I skoro nam służy to nie będziemy go zmieniać. Czy to będzie modne, czy będzie passe.

A czym jest koreańska pielęgnacja dla Was? Stosujecie? Lubicie?