środa, 2 sierpnia 2017

Azjatycka pielęgnacja - o co ten hałas? Nasze doświadczenie i przemyślenia


Azjatycka pielęgnacja jest obecnie bardzo modna. Czasami nam się wydaje, że chyba codziennie powstają nowe sklepy sprzedające koreańskie kosmetyki. Wprowadzają je giganci tacy jak Sephora czy Douglas! Polskie firmy, jak choćby Bielenda inspirują się słynną koreańską metodą dziesięciu (choć według niektórych miliona) kroków. Wokół azjatyckiej pielęgnacji narosło tyle mitów, że już naprawdę nie wiadomo, o co chodzi. Od jakiegoś czasu w środowisku kbeauty jest modnie uważać, że azjatycka pielęgnacja to tylko ściema i chwyt marketingowy. Jak żyć?! Co prawda nie czujemy się wybitnymi specjalistkami w tej dziedzinie, jednak używamy koreańskich oraz japońskich kosmetyków od 6 lat i mamy wyrobione zdanie na ten temat. Pewnie dość kontrowersyjne. Zapraszamy!


Dlaczego zaczęłyśmy stosować azjatycką pielęgnację?


Było to 6 lat temu, gdy przyjrzałyśmy się różnym znajomym w naszym wieku. Te, które intensywniej się malowały albo opalały, miały już pierwsze zmarszczki. My jeszcze ich nie zaznałyśmy, ale zlękłyśmy się nie na żarty! Czy to już starość? TAK SZYBKO?! Szukałyśmy, czytałyśmy i tak trafiłyśmy na różne mądre rzeczy. Nałożyło się to na naszą intensywną fascynację naturalną pielęgnacją, olejami, kwasem hialuronowym i rzeczami tego typu. Oczywiście nie mogło być tak pięknie... Naturalne kosmetyki nie zawsze działały albo były upierdliwe w użytkowaniu. Keczupowi oleje ciągle zapychały facjatę, kwas hialuronowy miast nawilżać wysuszał, a zmywanie oleju ciepłą ściereczką było prawdziwym kołchozem! O, żebyśmy to wtedy znały wartość koreańskich olejków, które emulgują samodzielnie...

innisfree pianka, innisfree cleansing oil, innisfree olejek, koreańska pianka, koreański olejek, koreańskie kosmetyki

Do Chin wyjechałyśmy 4 lata temu i prawdę powiedziawszy... trudno było tam dostać zachodnie kosmetyki w takiej gamie jak u nas. A jak już były, to okrutnie drogie. Czemu by nie skorzystać i nie potestować koreańskich lub japońskich cudów, skoro są tak łatwo dostępne? Ano warto! Koreańskie kosmetyki są w Chinach bardzo tanie i każda licząca się marka ma swoje salony, więc zamiast uciążliwego sprowadzania rzeczy z Europy (lub co gorsza kombinowania z chińskimi produktami), najzwyczajniej na świecie szłyśmy do Innisfree czy innego Etude Housa, dostępnego w co drugim centrum handlowym.

To akurat zdjęcie z Seulu, ale do Hong Kongu też jeździło się na identiko szoping!

https://www.pinterest.com/nitirii/x-koreanjapanstoresbeauty/

W tym czasie mniej więcej wypracowałyśmy służącą nam rutynę, którą kontynuujemy po dziś dzień i  to mimo, że już od dziewięciu miesięcy mieszkamy w Polsce, ha! Oczywiście wprowadzamy nowe kosmetyki i dużo testujemy. Nagle okazało się, że polski rynek zmienił się nie do poznania i dla nas jest paradoksalnie... egzotyczny. Na wylot znamy ofertę The Face Shop, ale taki Vianek... to jest szok i szał. Brać i kupować!


Czym jest azjatycka pielęgnacja?


Ktoś powie, że to metoda dziesięciu kroków, jakiś dziwny rytuał, który stosują wszystkie Azjatki i ogółem bardzo uciążliwa sprawa. Ktoś inny powie, że nikt w Azji tego nie używa, a wszystko wymyśliła Charlotte Cho (autorka słynnej książki Sekrety urody Koreanek), by lepiej jej się sprzedawały kosmetyki. Jak jest naprawdę?

Nie powiemy Wam tego, bo nie ma jednoznacznej odpowiedzi. We wszystkim jest ziarnko prawdy, jednocześnie każda strona nieco przesadza. Za to możemy powiedzieć, czym owa pielęgnacja jest dla nas! A wszystko w prostych i przejrzystych punktach!


1. Poznanie potrzeb swojej skóry


Kiedyś polski rynek kosmetyczny był bardzo ubogi. Jak cera młoda to krem był na pryszcze z toną alkoholu. Jak sucha to nawilżające kremy zaczynały się na półce 50+. Kremy do cery młodych kobiet absolutnie nie przeciwdziałały zmarszczkom, a były jedynie tonizujące. Mycie twarzy - niebieski żel Garniera. Dla wszystkich młodych ludzi najlepszy! Katarzyna słuchała tych pięknych porad dla młodych ludzi i choć pryszczy nie miała, oczyszczała swoją facjatę jak szalona! Nieustannie kończyło się poparzeniami i schodzącymi z suchości płatami skóry. Cóż było począć? Kosmetyki były dostosowane do tego, jaka Twoja cera powinna być. Nie jaka jest.

http://www.snobka.pl/artykul/seria-clearface-manhattan-5356

Czerwona twarz, naczynka i suche placki? A może tłuszczący się wiecznie ryjek i kłopotliwe wypryski? Każda cera jest inna i każdą trzeba kochać. Najważniejsze jest działanie w harmonii z nią, a nie przeciwko niej. I nawet, jeżeli jakiś kosmetyk jest cudem u wszystkich i doskonale się u nich sprawdza, ale u Ciebie niekoniecznie to momentalnie go odstaw. Słuchaj, co Twoja skóra chce Ci powiedzieć. Jakie kosmetyki jej służą, a jakie nie. Kiedy nadmiernie się przetłuszcza to nawilż ją odpowiednio. Jeśli się czerwieni to wzmocnij naczynka. Obserwuj i działaj. I wybierz dokładnie taki zestaw, jaki będzie Ci naprawdę odpowiadał, a nie taki, jaki jest modny albo sprawdza się u koleżanki. 

2. Warstwy


To chyba coś, co jest najbardziej zmityzowane, jeśli chodzi o azjatycką pielęgnację. Słynne dziesięć kroków! Czy każda Azjatka ich używa? Oczywiście, że nie! Głupotą jest też gadanie o konkretnej ilości kroków. Podobnie, jak w kulturze zachodniej cerę najpierw się oczyszcza, później tonizuje, nawilża i odżywia. A co niby jeszcze można robić z gębą? Po prostu każdy etap ma ileś warstw, bądź też ich nie ma. Część Azjatek stosuje dwuetapowe oczyszczanie, a część ma to gdzieś głęboko w.... Podobnie, jak nie każda Europejka tonizuje twarz przed kremem. Ba! Są takie, co nie zmywają makijażu, a dokładają nowy rano.... W Azji są różne metody i rutyny, a każdy dobiera sobie te, które mu się podobają. Po prostu rynek kosmetyczny jest bardziej rozwinięty i istnieją kosmetyki do różnych zadań, ale o tym będzie jeszcze później.

Obrazek ze wspomnianej książki Sekrety urody Koreanek.

O co więc chodzi z tymi warstwami? Każdy może sobie nakładać tyle, ile mu się podoba. Keczup ma rutynę dosłownie pięciu kroków, a Kaha czasami robi i piętnaście! I pytanie, która z nich jest szalona? W zależności od stanu skóry, jej typu, czy też problemów możemy sobie nakładać różne kosmetyki. Nie jeden krem na wszystko, a różne warstwy działające na poszczególne problemy.

Te mityczne warstwy to najczęściej olejek myjący, pianka lub żel na bazie wody, peeling, tonik, esencja, serum, krem pod oczy, emulsja, krem i krem z filtrem, a w nocy dodatkowo maska na noc.

http://victoriouslyyours.com/2016/02/05/10-step-korean-skincare-routine/


3. Kosmetyki zadaniowe


Olej rozpuszcza makijaż i sebum, a pianka domywa olej i resztki makijażu. Tonik przywraca Ph skóry, ampułka rozjaśnia przebarwienia, inna nawilża, a jeszcze inna rozkurcza zmarszczki. Maseczka i krem nawilżają, dogłębnie odżywiają skórę, coś walczy z pryszczami, a coś innego domyka wilgoć. Jeden krem nie musi zrobić wszystkiego. Ba! Nie musimy szukać kremu idealnego, bo wystarczy znaleźć odpowiedni kosmetyk do każdego problemu skóry. SZOK! Gdy problem zostanie rozwiązany, nie trzeba rozglądać się za nowym kremem. Usuwamy jedną z warstw, bo zadanie zostało wykonane i już! Brzmi bardziej skomplikowanie? Niekoniecznie. Masz idealny krem, który robi wszystko, tylko te nieszczęsne przebarwienia... ojej... trzeba zmienić krem. Nowy usuwa przebarwienia, ale skóra nie jest nawilżona.... zmiana. I tak w kółko. Gdy mamy kosmetyki zadaniowe, szukanie rozwiązania jednego problemu nie stwarza nam kolejnych. Kosmetyki zadaniowe wydają nam się dość praktyczną ideą, natomiast krem typu 8 w 1... cóż, niekoniecznie. Jak powiada chiński mędrzec, jak coś jest do wszystkiego to jest do dupy.

tonymoly peeling, koreański peeling, koreański peeling gommage, peeling gommage, koreańskie kosmetyki


4. Sprawdzanie składów

To coś, co mocno wiąże się z punktem pierwszym. Sprawdzamy, co nam służy, unikamy tego, co nam szkodzi. Proste? Proste. To jednak nie wszystko! Azjatyckie kosmetyki drogeryjne (nie czarujmy się, na nie właśnie jest szał) mają składy lepsze niż nasze rossmanowskie, ale nie są to w większości wybitne cuda. Owszem, wysokopółkowe kosmetyki koreańskie lub japońskie mają patentowane składy z magicznymi składnikami, ale są bardzo drogie. W kbeauty czy jak to tam sobie nazwiemy, chodzi też o sprawdzanie składów, unikanie szkodliwych substancji i wybieranie najlepszych możliwych składników.

Komu służy świński kolagen? Jak to mówi Dziobson, FUJKA!


Uwaga! Teraz zdradzimy Wam tajemnicę wszechświata! Możecie szukać kosmetyków o podobnych do koreańskich składach, możecie znaleźć odpowiedniki albo nawet coś lepszego. Ba! Może się okazać, że ułożycie koreańską rutynę przy użyciu wyłącznie polskich kosmetyków. Część osób uważa, że to niemożliwe. My jednak mamy do tego całkiem inne podejście. To, że coś pochodzi z Korei i Japonii nie czyni tego magicznym eliksirem. Nie będziecie mieć od razu twarzy jak kpopowa idolka, niestety. Dbanie o cerę to ciężka praca, która popłaca (przynajmniej tak mawiają). I nawet najlepszy krem z Hery czy esencja z The Whoo nie uczyni Was super pięknymi, jeżeli jakiś składnik będzie uczulać, czy zapychać, a co gorsza, każdego zapycha co innego! Jak żyć?! Sprawdzajcie składy i obserwujcie swoje reakcje. Szukamy dobrego składu (bez szkodliwych substancji), który będzie najlepszy do Twojej skóry. Niekoniecznie do skóry kogoś z Facebookowej grupy.

A na kogo działają ślimaki?
http://creamoff.ru/product/the-saem-snail-krem-dlya-ruk-s-ekstraktom-slizi-ulitki-i-lilii-the-saem-snail-trio-no-2-lily/

My z powodzeniem włączamy do naszej azjatyckiej rutyny polskie kosmetyki. Odkrywamy glinki i serum. Używamy hydrolatów i naturalnych olejów. Mimo, że nie ortodoksyjnie to służy nam to i uważamy, że naturalne kosmetyki są lepsze jakościowo, bo nie zawierają niepotrzebnych zanieczyszczeń. Ps. Ta Bielenda akurat nie jest dobra (za to ja, Keczup, powiadam - lubię!).

woda różana, make me bio woda różana, ecolab tonik, tonik bielenda, tonik z kwasem,

5. Innowacyjne kosmetyki

Maseczki płachtowe? Kto kiedyś słyszał o czymś takim. Peeling gommage, esencja, lotion, ampułki. Część koreańskich i japońskich kosmetyków nie ma odpowiedników na rynku zachodnim. Dla nas zdecydowaną rewolucją były maseczki w płachcie (największa miłość Katarzyny) oraz sleeping packi. Wreszcie nawilżona twarz! Azjaci mają rozmach i fantazję, trzeba im to przyznać! Mamy nadzieję, że powoli i na naszym rynek rozwinie się w tym kierunku. Bo na razie... jeszcze słabo.

Takie innowacje!

https://www.youtube.com/watch?v=FUumxYvSLaA

6. Hobby


Mam peeling z Sylveco, który fajnie działa, ale... szukam jakiegoś fajnego peelingu koreańskiego. Niby mogę zamówić olejek ze "Zrób sobie krem", ale jeszcze nie przetestowałam wszystkich olejków z Innisfree. Przecież na półce mam 3 napoczęte sleeping packi, więc czemu szukam nowego? Ba! Płacę za próbki, które powinny być za free do zamówienia, bo chcę mieć tę konkretną, a nie każdą.

koreańskie próbki, próbki kremów, history of whoo próbki

Jak wytłumaczyć takie irracjonalne zachowania? Otóż dbanie o cerę może być hobby i według nas jest. Mamy masę fajnych polskich kosmetyków, ale te koreańskie kuszą. Bo piękne, bo ciekawe składniki, bo chcemy przetestować. Za hobby się płaci, więc godzimy się na to, że koreańskie serum jest trzy razy droższe niż polskie. I mamy do tego prawo, bo każdy może wydawać swój pieniążek na co chce. I jeżeli kupowanie kolorowych szminek i palet cieni może być hobby, to dlaczego nie może być nim smarowanie ryjka różnymi kremidłami? Ano może być. Dla wielu jest. Dla nas troszkę też....

Właśnie dlatego mamy różne piękne zdobycze!

jolse haul, koreańskie kosmetyki, koreańskie maseczki, koreańska pielęgnacja

Czy uważamy, że azjatycka pielęgnacja to ściema i chwyt marketingowy? I tak i nie. Podobnie jest z naturalną pielęgnacją, eko życiem i wieloma różnymi rzeczami. Po prostu jakoś trzeba docierać do klienta, bo konkurencja na rynku jest bardzo silna. Oczywiście, że producenci kosmetyków chcą, byśmy wydawały pieniądze. W końcu na tym zarabiają. Co za różnica, jak będzie to nazywane?  Dla nas azjatycka pielęgnacja to sposób zrozumienia potrzeb własnej skóry, który gdzieś kiedyś narodził się  w Azji. I skoro nam służy to nie będziemy go zmieniać. Czy to będzie modne, czy będzie passe.

A czym jest koreańska pielęgnacja dla Was? Stosujecie? Lubicie?

22 komentarze:

  1. Bardzo fajny post, co ciekawe myślę podobnie i nawet podobnie łączę pielęgnację naturalną z koreańską, szukam odpowiedników i mam fioła na punkcie pielęgnacji (przepraszam -hobby) :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne spojrzenie na to co dzieje się dookoła, bo czasem mam wrażenie, że w Polsce kupi się buble, jeśli tylko produkt ma kilka koreańskich znaczków. Osobiście uwielbiam InnisFree i koreańska pielęgnacja faktycznie uzależnia, ale ostatni mój pobyt w Polsce owocny był w Vianek, Sylveco i też jest super ! <3
    Lubię tą Waszą kosmetyczną pasję, bo czytam o wszystkim z przyjemnością ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam teraz bzika na punkcie kosmetyków bez opakowań np. szampon na wage.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super artykul! Ja osobiscie stosuje francuskie kosmetyki i.... azjatycka pielegnacje :) Lubie olejki, tonizowanie, maseczki, dokladnie oczyszczam twarz i nie wyobrazam sobie zycia bez retionolu. I zmarszczek faktycznie mam mniej niz wiele moich rowiesniczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co dokładnie polecisz z retinolem? Używam sesdermy, ale może jeszcze coś innego,niekoniecznie droższego a skutecznego?

      Usuń
    2. Też byśmy chciały wiedzieć! Na razie stosujemy lotion Hada Labo z retinolem, ale Keczup czai się też na serum The Ordinary.

      Usuń
  5. Coraz więcej ludzi zaczyna przekonywać się do azjatyckich kosmetyków np. maseczki na bazie alg już są popularne, a to dopiero początek :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się z Wami! Dodatkowo traktowanie jako epokowych odkryć - i to przez Dziewczyny siedzące jakoś w temacie kosmetyków i pielęgnacji!- takich informacji z "Sekretów urody Koreanek" jak np. te, że spanie w makijażu i niestosowanie filtrów latem czy przy opalaniu jest szkodliwe, wprawiło mnie w istne osłupienie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Potwierdzam wszystko i sama myślałam nad takim wpisem u siebie, ale skoro mnie ubiegłyście, to nie ma co dublować :D Generalnie lubię całą ideę "azjatyckiej pielęgnacji", ale głównie dlatego, że czasem fajnie poczuć się jak "gwiazda", siedząc przy toaletce i zajmując się zwyczajnie sobą :) Lubię kosmetyki koreańskie nie tylko ze względu na wygląd, ale przede wszystkim na zapach. Ciężko mi znaleźć u nas coś, co zapachowo przypadnie mi do gustu, a nos mam dość wrażliwy -może dlatego wolę koreańskie czy japońskie marki.
    @wakeup_makeup, zdziwiłabyś się, co czasem trzeba tłumaczyć osobom zaczynającym świadomą pielęgnację - po wielu wpisach z forów i grup mnie już nie dziwią tego typu "epokowe odkrycia". Młode osoby przytłoczone ilością obecnie dostępnych informacji czasem po prostu głupieją..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie, proszę pisać o swoich przemyśleniach, bo na pewno nie są identyczne! O proszę, a u nas zapachy jakoś nie grają dużej roli (nie to co słodziusie opakowania, hehe), ale jak tak wspominasz to rzeczywiście, zawsze wszystko miło pachnie!

      Usuń
  8. Bardzo fajny wpis :) od dawna mam różne problemy z kosmetykami, bo czego nie użyję, to łapię uczulenie :/ Niczego koreańskiego jeszcze nie testowałam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak we wszystkim i z pielęgnacją należy zachować zdrowy rozsądek :)

    OdpowiedzUsuń
  10. strasznie kuszą mnie azjatyckie kosmetyki. szczególnie płatki żelowe pod oczy z kolagenem na pogrubienie skóry w tym miejscu. Zachodzę w głowę, czy to prawda, że można uzyskać aż taki efekt przy ich stosowaniu. Walczę z okropnymi cieniami pod oczami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stosuję teraz te płatki (w moich to mistyczny składnik EGF ma pogrubiać) i ogólnie jestem zadowolona, ale aż takiego efektu wow na razie nie widzę... // Keczup

      Usuń
  11. Zazdroszczę wam, że możecie sobie zrobić wypad do Innisfree i sklepów innych marek. U nas są, ale w małej liczbie. A jeśli są, to niestety za drogie, opłaca się tylko kupować zza granicy. Myślę, że koreańska pielęgnacja to ścisłe stosowanie tych wszystkich kroków, ale pewna sugestia. Każdy musi dobrać pielęgnacje pod siebie, a nie jest to proste. Mając jakieś wskazówki lepiej się szuka. A z czasem poznaje się swoją cerę i rozumie ją jak nikt inny. :)
    https://pokazswepiekno.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie możemy, bo wróciłyśmy do ojczyzny i też nam tylko zagranica pozostaje, ale co człowiek naoglądał i pomacał to jego :). Oj, nie jest to proste niestety, ale tak, to prawda, że cerę swoją się potem świetnie zna!

      Usuń
  12. Świetna notka, przeczytałam jednym tchem!
    Zawsze omijałam ślimakowe kosmetyki ale chyba w końcu się przełamię. Wszystko aby pozbyć się czerwonych placków ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Ślimak to moja nowa miłość, nawilża jak mało co i pięknie goi mi pryszcze i przebarwienia. Tylko zwracaj uwagę na zawartość ślimaka, ja mam ten z COSRX i polecam! // Keczup

      Usuń
  13. Ja uwielbiam ślimakowe kosmetyki :) Obecnie od wielu miesięcy smaruję się kremami Mizon,wreszcie znalazłam coś pod podkład po czym się nie świecę jak żarówka :D
    Czasem mam hopla na punkcie azjatyckich kosmetyków,ale z umiarem,podobnie mam z naturalnymi :) Jednak nie wszystkie mi służą i o ile po chemicznych,drogeryjnych nie miałam uczuleń,od naturalnych się zdarzyło :) Trzeba poznać swoją skórę,u mnie najważniejsze kroki to oczyszczenie i nawilżenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślimaki są cudowne! Koniecznie wypróbuj też tą esencję z COSRX, tam jest jeszcze więcej ślimaka w ślimaku :D.

      Usuń
  14. Ja wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi, byle z głową. Fajnie, że dzięki trendowi na azjatycką pielęgnację więcej osób zwraca uwagę na składy i konkretne potrzeby swojej skóry, a nie bierze co popadnie. Czytałam na ten temat bardzo ciekawą książkę ostatnio, jeśli nie czytałyście, to zapraszam na recenzję, jeśli znacie, to chętnie poznam Waszą opinię na ten temat! Osobiście szukam pielęgnacyjnego ideału i łączę pielęgnację azjatycką, europejską i każdą inną, jeśli produkt mnie zainteresuje i ma szanse zadziałać :D Ale jednak słodkie koreańskie opakowania bardzo mnie kuszą... ♥

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedyś miałam taki okres, że wręcz ślepi wierzyłam w wyższość azjatyckich kosmetyków ponad innymi - zwłaszcza polskimi. Obecnie jednak moje myślenie uległo diametralnej zmianie i czym bardziej zagłębiałam się w temat, czym więcej czytałam i czym więcej produktów wypróbowałam mogę śmiało stwierdzić, że mamy masę produktów na rynku polskim, które również są dobre :) W prawdzie nadal pozostała mi totalna i bezgraniczna miłość do azjatyków, ale jestem bardziej świadoma i zwracam ogromną uwagę na składy, bo przykładowo Holika Holika czy Etude nie mają zbyt wielu produktów pielęgnacyjnych z dobrym INCI. No i tak jak napisałyście - jest to również hobby, bo ten moment kiedy przychodzi paczka z nowościami jest nie do opisania xD

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń