sobota, 7 października 2017

Jak kupować koreańskie kosmetyki w super promocjach? Cosmetic Love - KOD ZNIŻKOWY i praktyczny poradnik


Czasami boimy się, że pomyślicie sobie, że jesteśmy szalonymi zakupoholiczkami, do których w kółko przychodzą jakieś paczki z Korei i... tak chyba niestety jest. Człowiek stara się racjonalnie planować zakupy, nie popadać w szaleństwo testowania jakichś podejrzanych rzeczy i nie kupować na zapas, a później dzieje się to, co zwykle. Kody, promo, niesamowite oferty. Brać wszystko! 

Na szczęście nasze szaleństwo sprawia, że możemy polecić Wam wiele kosmetyków oraz pokazać, gdzie po taniości kupić sprawdzone, oryginalne kosmetyki koreańskie. Dziś porozmawiamy o sklepie Cosmetic Love.

Patrzycie na ceny i nie wierzycie? Jak to możliwe, że jest tak tanio? Przecież to o kilka dolców taniej niż w polecanym przez nas wcześniej Jolse! Tak tak, ceny są znacznie niższe, jednak nie jest w nie wliczona cena wysyłki produktów. Ekonomicznie będą więc wychodzić większe paczki, ale pojedyncze przedmioty nadal będzie wygodniej kupić w Jolse. Jeżeli jeszcze nie czytaliście notki o tamtym sklepie to zapraszamy:

JAK TANIO KUPOWAĆ KOREAŃSKIE KOSMETYKI? PRAKTYCZNY PORADNIK I NASZE ZAKUPY Z JOLSE


Jeżeli jednak planujecie uzupełnić zapasy, zacząć na poważnie z azjatycką pielęgnacją, czy też całkowicie zmienić swoją rutynę pielęgnacyjną to Cosmetic Love będzie naprawdę świetnym wyborem. Szczególnie wtedy, gdy mają jakieś szalone promocje! Zacznijmy więc od samego początku: PROMOCJE!


Cosmetic Love ma ich naprawdę dużo. Często są akcje typu: 30% off na konretną markę albo super promo na jakiś konkretny produkt. Gdy piszemy tę notkę można zakupić sleeping packi z COSRX za szalone 9,5 dolca (były nawet za 8, ale chyba za dobrze się sprzedawały) i bardzo je Wam polecamy, bo to kosmetyki wspaniałej wręcz urody i właściwości. Tak więc przeglądając sklep koniecznie zajrzyjcie na początku do zakładki Special Offers i być może już tam zapełnicie swój koszyk wspaniałościami.


Kolejnym  powodem, by zajrzeć do Cosmetic Love jest ich Sample Shop. Często pytacie nas, gdzie kupujemy próbki i jedną z odpowiedzi jest właśnie ten sklep. Koreańskie kosmetyki bywają bardzo drogie, dlatego ciężko zaryzykować kupno esencji za 200 zł tylko na podstawie recenzji. Cosmetic Love daje nam możliwość zakupienia sobie próbek w bardzo niskiej cenie. Często są to mini produkty całych serii, 10 sztuk małych próbeczek w zestawie, czy próbki o pojemności... 30 ml, które starczają na długie stosowanie. W zasadzie część maseczek nawet wygodniej jest używać w formie próbek, bo mamy je na jedno użycie. Próbki pozwolą Wam dobrać odpowiedni kolor BB bez wielkiego ryzyka oraz... pozwolą na stosowanie produktów, na które długo by trzeba oszczędzać. W skrócie kochamy próbki!


Zanim jednak zapakujemy calutki koszyk powinniśmy wziąć pod uwagę koszty wysyłki! Przy każdym produkcie znajduje się jego waga. Zwróćcie na nią uwagę szczególnie w przypadku maseczek w płachcie, bo są one często cięższe niż nam się wydaje i nie ma co się jarać, że człowiek będzie mieć maskę za grosze. 


Możecie sobie sprawdzić koszt paczuszki w tabeli, ale pamiętajcie, że pudełko też swoje waży. Polska znajduje się w Zone 3. Kilogramowa paczka kosztuje więc 15,51. Najbardziej opłaca się oczywiście paczka 1.800 kg, która kosztuje 23,33 USD. 


Najłatwiej jednak wrzucić wszystko do koszyka i zobaczyć, ile nam wyliczą. Pamiętajcie, żeby nie żałować pieniążka i wybrać opcję K-packet, bo ona ma numer nadania. Przy tych mniejszych przesyłkach jest ona troszkę droższa, ale przynajmniej wiemy, gdzie paczka jest.


Płacimy elegancko i wygodnie Paypalem. Pamiętajcie, że paczki narażone są na podatek VAT (było o nim w notce o Jolse), dlatego warto poprosić o zaniżenie wartości paczki i oznaczenie jej jako prezent. Możecie to zrobić prostymi słowami, bo nikt nie ma czasu czytać długich formułek grzecznościowych (sama obsługuję sklep online i mówię serio). Oczywiście nie daje to 100% bezpieczeństwa, bo celnicy mogą zażądać dowodu zakupu, jednak znacznie zwiększa prawdopodobieństwo, że paczka zostanie puszczona bez dodatkowych kosztów. Nam najczęściej uchodzi płazem, szczególnie odkąd wyprowadziłyśmy się z rejonu Polski podlegającego pod słynnych celników z Zabrza (w skrócie są to służbiści!).


Za zakupy, polecanie ziomeczków, czy też recenzje (chyba też) zbiera się punkty, które można później wymienić na zniżeczkę. W zasadzie wszystkie sklepy z koreańskimi kosmetykami mają coś w tym guście.


Wiecie już chyba wszystko, co potrzebne. Dość teorii! Przyjdźmy do naszych zakupów!

Zaczynamy od największego hitu i jednocześnie największej taniochy. Zawsze marzyły się Wam kosmetyki wiodących koreańskich marek luksusowych pokroju Hera, SUM37, History of Whoo lub Sulwhasoo, ale ich ceny wydają się Wam przerażające? To wybornie, bo mamy ten sam problem! Może jakby człowiek był bogaczem albo chociaż godnie opłacanym pracownikiem korporacji wydanie 35 dolarów na maseczkę nie wydawałoby się nam szaleństwem, ale na bezrobociu... Cóż, tu trzeba oszczędzać i wydzielać sobie 10 zł dziennie na jadło z Biedronki. Można biedować i smarować gębę wazeliną, a można wykazać się sprytem i zakupić takie oto próbeczki za jedyne... 60 centów!


Nie przesłyszeliście się, to niewielkie opakowanie maski na noc Sulwhasoo Overnight Vitalizing Mask o pojemności 30 ml kosztuje 60 centów hamerykańskich, czyli trochę ponad 2 zł. A że maseczka jest super wydajna, macie niesamowitą okazję potestować prestiżowy produkt prosto z Korełe przez jakieś 2 miesiące (na tyle mniej więcej wystarczy, choć my ją stosujemy hojnie i często) za półdarmo! A jak sprawdza się maska? Ten mistyczny krem zawierający ekstrakty z orzecha włoskiego, morwy białej i kwas hialuronowy nakładamy na noc, a w zamyśle ma nawilżać, odżywiać i wygładzać zmarszczki. Tych ostatnich co prawda nie mamy (choć ostatnio zachowałyśmy się jak emerytki i wydałyśmy 200 zł w aptece), ale jedno musimy stwierdzić - ten produkt ma moc. Sprawdził się nawet wtedy, gdy hardo uczyłyśmy się do egzaminu i zdarzało nam się spać godzinę albo i pół. Nałożony grubą warstwą na te pół godziny z szarej, opadniętej i skapcaniałej gęby robił gębę może nadal niezbyt piękną, ale już przypominającą człowieka po tradycyjnych 8 godzinach snu. Sumując atrakcyjną cenę 2 zł oraz niesamowite działanie zyskujemy sytuację, w której każdy wygrywa!

Jedynym minusem tej sytuacji jest to, że próbeczki są często wyprzedane, więc trzeba polować. Niektórym może też nie spodobać się zapach mistycznego korzenia (nam kojarzy się z chińską medycyną), ale da się przeżyć. Sleeping pack znajdziecie tu.


Będąc przy sleeping packach prezentujemy kolejny produkt, czyli Tonymoly Dual Effect Sleeping Pack. Czym jest ten tajemniczy dual effect nie wiemy, bo głównym powodem zakupienia maski przez Keczupa jest to, że w składzie ma alkohol. Tak, wiemy że alkohol w kosmetykach (oraz w chinskiej wódce baijiu) to samo zło, ale gęba Keczupa wyjątkowo miłuje ten składnik i wzmaga wchłanianie się kosmetyków. W skrócie, olej lub cokolwiek o konsystencji gęstszej niż woda wchłaniałoby się całą noc i ostatecznie dalej by siedziało na skórze. Produkt z alkoholem na wierzch i voila! Wszystko siedzi pięknie w skórze i działa!


Hardy alkohol jako trzeci w składzie zaraz po wodzie i glicerynie zwiastuje nieszczęście, prawda? A tu niespodzianka! Pięknie się wchłania i rozjaśnia cerę, choć może to być też zasługa tych rzeczy, które wchłaniają się dzięki niemu. Z założenia ma nawilżać, wygładzać zmarszczki, rozjaśniać cerę (dzięki zawartości arbutyny) i stymulować skórę do odnowy. Czy to robi? Szczerze mówiąc nie sądzę, ale w celach, do jakich został kupiony, sprawdza się wybornie. Czy polecanie produktu naładowanego alkoholem cerom suchym to dobry pomysł? To już inna sprawa...

Tonymoly Intense Care Dual Effect Sleeping Pack kosztował 8,62 dolarów za 100 ml produktu, co zgodnie uznajemy za cenę dość atrakcyjną, choć nie tak atrakcyjną jak Sulwhasoo. Keczup jest jednak wielką fanką sleeping packów i są podstawą jej pielęgnacji, więc ma dla nich wiele miłości i chce je wszystkie.


W tym momencie okazuje się, że 90% zamówienia należy do Keczupa, bo wykosztowała się ona na zestaw od COSRX (warto zaznaczyć, że zakupy poczyniłyśmy będąc jeszcze ludźmi robiącymi karierę) składający się z kwasów. Tak, skoro idzie jesień postanowiła ona hardo wykwasować gębę, aby odrodziła się nowa i piękna. A firmę COSRX wybrała, gdyż posiada już ślimaczy śluz tej marki, który mocno sobie chwali, a poza tym produkują go szczęśliwe ślimaki, a nie żyjące na podejrzanych ślimaczych fermach, gdzie sypie się je solą, by produkowały więcej śluzu (jesteśmy tym faktem szczerze zdruzgotane). 


W skład zestawu wchodzi tonik z kwasami AHA/BHA, który ma leciutko wykwasować twarz i przygotować ją na większe stężenia, płyn blackhead z kwasem BHA - salicylowym (na zaskórniki, ma kontrolować wydzielanie sebum i usuwać martwe komórki naskórka) oraz płyn whitehead z kwasem AHA, który ma zwalczać i zapobiegać powstawaniu wyprysków. To magiczne trio do zadań specjalnych podobno powinno się stosować 2 - 3 razy w tygodniu, ale Keczup nakłada codziennie jedno albo drugie (tonik codziennie) i nic się złego nie dzieje. Twarz jej jest jednak przyzwyczajona do kwasów, retinoli, a ponadto gruba i tłusta oraz żółta jak u Chińczyka, więc nie próbujcie tego w domu! Przy nakładaniu produktów twarz oczywiście lekko szczypie, ale da się przeżyć.


Po tygodniowej kuracji skóra rzeczywiście zaczęła się ładnie oczyszczać (z pomocą ślimaka, którego zadaniem było nawilżać), lecz niestety wskutek wytężonej nauki, śmieciowego jedzenia a'la pizza z Biedronki i braku snu na jej obliczu wylazły czerwone, łuszczące się przebarwienia i kurację należało przerwać. Smutek i boleści! Po podleczeniu gęby wraca, bo efekty są obiecujące.

Tonik AHA/BHA Clarifying Treatment Toner kosztował 7,44 dolarów za 150 ml,  BHA Blackhead Power Liquid 10,93 dolary za 100 ml, a AHA 7 Whitehead Power Liquid 9,22 dolary za 100 ml. Wzystkie te kosmetyki są bardzo wodniste, więc nakłada się je szybko i sprawnie, a tonik ma praktyczny sprej. Pamiętajcie, żeby po aplikacji kwasów odczekać pół godziny przed nakładaniem innych kosmetyków. Kwas musi mieć swój czas i szansę, by zadziałać!


Keczup, gdy jej najbardziej umiłowany specyfik na pryszcze zbliża się ku końcowi zaczyna odczuwać niepokój i musi powiększyć kolekcję. Mowa oczywiście o Innisfree Bijia Anti Trouble Spot Essence, czyli tych 20 próbeczkach na dole. O tym cudzie przemysłu kosmetycznego pisałyśmy już wieki temu w naszych hitach i po dziś dzień Keczup jest wierną fanką, bo działa lepiej niż kremy od dermatologa na receptę! A że próbeczki wygodniejsze w stosowaniu, można mieć zawsze ze sobą i tańsze to nic, tylko brać! Obecnie 20 sztuk kosztuje 3,14 dolary (my kupowałyśmy połowę taniej w promocji), ale i tak się opłaca, bo pełnowymiarowy produkt o pojemności 15 ml (w próbkach mamy 20 x 1 ml) to 10 dolarów i to w mega promocji!

Jest też rzekomo ekskluzywny krem pod oczy Missha Cho Gong Jin, który w pełnowymiarowym opakowaniu wygląda jak szkatułka do przechowywania skarbów chińskiej medycyny. Zawiera wyciąg z żeń-szenia i wyżej wymienionych skarbów, więc grzech nie brać! Próbek jest 10, mają likwidować zmarszczki i wiotką skórę pod oczami, a czy zlikwidują to się okaże, bo próbki nie zostały na razie użyte (z uwagi na to, że każda z nas posiada otwarte 3 inne kremy pod oczy). 10 sztuk kosztuje obecnie 3,36 dolarów, choć my na pewno kupowałyśmy w promocji, gdyż wydaje nam się to drogością.


Oczywiście nie zabrakło dostawy maseczek w płachcie! Po pierwsze trzeba cały czas uzupełniać kolekcję, by nigdy nie spadała poniżej bezpiecznego poziomu 50 sztuk, a po drugie jest przecież tyle nieznanego dobra do przetestowania. Tym razem padło na promocyjne  maseczki ze wspomnianym już ślimakiem z COSRX, czyli Holy Moly za 1,18 dolara sztuka. Keczup już jedną zużyła i działa elegancko, choć nie tak dobrze jak Klairs (która nadal pozostaje naszym numerem jeden). Nawilża wspaniale, ale dość słabo się wchłania i trochę się lepi. Pamiętajcie jednak, że jedyną maseczką wchłaniającą się w facjatę Keczupa jest właśnie słynny Klairs, więc nie znaczy to, że COSRX jest zła. To nadal bardzo dobry produkt, a twarz Wasza będzie nawilżona i szczęśliwa. Szczęsliwe są też ślimaki!

Trochę dla śmiechu wzięłyśmy też maski ze Skinfooda z serii Marine Food Gel Mask z różnymi żyjątkami morskimi. Był glon, ostryga, perła, meduza i największy hit, czyli ogórek morski. To stworzenie przypominające robaka żyjącego na dnie oceanu, Chińczycy wierzą, że ma liczne właściwości zdrowotne i działa świetnie na serce, stawy, leczenie nowotworów, płuca, w skrócie każdemu może się przydać! W każdym szanującym się chińskim supermarkecie w dziale mrożonek oprócz ryb, pierogów i nogi krokodyla był też dostępny szeroki wybór tych właśnie ogórków morskich. Choć maseczki nie były takie, bo aż 1,36 dolar sztuka to postanowiłyśmy ponieść ten wydatek. Co więcej, ogórów są dwie sztuki, bowiem jedną postanowiłyśmy przekazać jako nagrodę w zbliżającym się konkursie na 1000 polubień naszego fanpage na Facebooku! Ktoś chętny na taką nagrodę? Katarzyna wzięła też nudnego jellyfisha, choć mogła trzeciego ogóra, wstyd, hańba i zdrada.


Przyznajemy, że kolejne maseczki zakupiłyśmy tylko i wyłącznie z powodu szaty graficznej oraz atrakcyjnych cen. Dzbanuszki od Holika Holika po pół dolarka oraz kosze z owocami od The Saem (0,59 dolara sztuka) wyglądają doskonale, nieprawdaż? Nie stosowałyśmy jeszcze żadnej z tych masek, więc poza przyjemnym opakowaniem zbyt wiele nie powiemy. Chyba czas w końcu zabrać się do naszego wielkiego rankingu maseczek płachtowych.


Czy ktoś z Was miał kiedyś do czynienia z tajemniczym kohlrabi? Google mówi nam, że to po niemiecku kalarepa, co wydaje nam się mocno podejrzane. Dlaczego jest fioletowa?!


Na koniec największy hicior, czyli silikonowa gęba. Czym jest to straszne narzędzie przypominające rynsztunek seryjnego mordercy? Ha, ta skromna maseczka z silikonu ma wspomóc wchłanianie się maseczek w płachcie i zapobiec ich wysychaniu. Robi się to tak - kładziemy na twarz maseczkę w płachcie (przykładowo ogórka morskiego), a na to straszliwe silikonowe narzędzie. I już, możemy sobie hasać wte i wewte, a nic nam nie odpadnie z gęby, wszystko będzie nawilżone i świeżutkie. Czy się sprawdza? Keczup na razie boi się swoją zastosować, za to Katarzyna okazała się bardziej odważna. Oddajmy jej głos.

Maseczka z wyglądu wygląda nieco strasznie i z każdej twarzy robi bohatera mangi bez rysów twarzy. Przy pierwszym nałożeniu i próbie naciągnięcia jej na uszy nagle jeden uchwyt uszny... odpadł! Nieco zdenerwowana szybko skleciłam go agrafką i postanowiłam zastosować ją z maseczką The Saem. Nie jest to wysoka jakość, ale w porządku. Czy z silikonową gębą będzie lepsza? Trochę się zdziwiłam, ale tak! Maseczka dobrze przylegała do twarzy, nie wysychała, a z silikonem na wierzchu wytworzyło się ciepło, więc twarz była w mini szklarni. Esencja z maseczki wchłonęła się o wiele lepiej i twarz była naprawdę wspaniale nawilżona i napięta, a maseczkę zastosowałam średniej klasy! Jak sprawdzi się z hitami, to dopiero wyzwanie! Jedynym minusem była niewygoda posiadania na gębie dwóch maseczek, w tym jednej potwora. Producent nie oszukuje, da się w tym hasać i można straszyć domowników oraz  posiadane zwierzątka (z tego, co zauważyłyśmy psy boją się ludzi w maseczce płachtowej, Wasze też?). Maska nieco mnie uwierała, ale to też przez urwane ucho, które działa teraz na agrafkę.

Zaciekawieni? Koszt takiej Silicone Mask Cover od A'Pieu to jedyne 1,82 dolara. Oczywiście maskę można myć i stosować wielokrotnie.


Myślałyśmy, że tak hojnie obdarowano nas gratisami, ale Katarzyna przypomniała sobie, że Hera Age Away zakupiła w promocji 93% off za 35 centasów. Cóż, przyjmijmy, że to prawie jak darmo. Cała reszta, czyli 6 sztuk kremu z pandusią oraz 4 sztuki różowej wody to gratisowe próbki. Trzeba przyznać, że godnie, choć Jolse dorzuciło jeszcze więcej gratisów!


I to już cała nasza paczka z Cosmetic Love. Przyszła do nas po 3 tygodniach, była elegancko oznaczona jako gift z ceną 20 dolarów, więc celnicy puścili ją płazem, ha! Musimy przyznać, że jesteśmy bardzo zadowolone zarówno z zamowienia, jak i obsługi sklepu i jak na razie Cosmetic Love jest chyba naszym ulubionym sklepem online z koreańskimi kosmetykami. Nawet po doliczeniu ceny przesyłki i tak wychodzi największa taniość! Promocje są w kółko, więc warto polować za taniochę i zbierać punkty za zniżeczki. Oczywiście notka ta powstała z głębi szczerego serca, nikt nam za nią nie zapłacił ani nie odpalił darmoszki. 

Czy kupowaliście kiedyś z Cosmetic Love? A może wolicie nabywać koreańskie kosmetyki w innych miejscach? Czy stosowaliście coś z naszych zdobyczy?

Jak zawsze pozdrawiamy i życzymy udanej weekendowej zabawy! Baaaaaaj! XOXO

21 komentarzy:

  1. super! ja najczęściej zamawiam bezpośrednio z ebaya :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz jakichś swoich sprawdzonych sprzedawców?

      Usuń
    2. Też jesteśmy ciekawe, bo same znamy kilku, ale wolimy jednak sklepy :)

      Usuń
  2. Ja wlasnie jestem strasznie zainteresowana kosmetykami od Sulhwasoo (moja skora juz jest bardziej dojrzala niz mloda), wiec zchecia sobie probki zobacze, bo wszedzie sa taaaaaakie drogie :/
    Dzieki :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie te rzeczy z imbirem są niesamiwite i bardzo polecamy. Próbki to naprawdę super opcja!

      Usuń
  3. Jeszcze nie ale zapewne zacznę robić tam zakupy, kosmetyki z kwasami mnie kuszą ogólnie to wszystko musi😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwasy szczerze polecamy! Są naprawdę fajne i takie delikatne. Nie zrobisz sobie nimi krzywdy.

      Usuń
  4. A te koty z żabotami w tle to co to? Gdzie takie cudo można dostać? Chcę!!!
    Koty też nie przepadają za ludźmi w maskach w płachcie - mój się mnie wręcz brzydził :(
    Maskę silikonową mam i sobie chwalę, choć wyglądam w niej jak straszydło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kotki to sukienka chińskiej marki Jewel Cube, mają sklep na Taobao https://shop142979491.world.taobao.com, ale niestety wygląda na to, że jest już niedostępna :(

      Haha, w tej mace wygląda się niestety jak potwór, więc i zwierzątka nie chcą mieć do czynienia :P

      Usuń
  5. ale mnie kusicie, super zdobycze lece do sklepu <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam zaglądać do takich sklepów, mam pełne koszyki napakowane cudami, ale jeszcze nigdy nie kliknęłam magicznego "kupuj". Boję się, że mi się za mocno spodoba hihihi i pójdę z torbami :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koreańskie kosmetyki mocno uzależniają, to prawda. Ale polecamy, bo to oszczędność ;)

      Usuń
  7. Nie miałam od nich nic, zwykle zamawiam tylko jedną rzecz, więc dopłata za wysyłkę mi się nie opłaca :( A szkoda, bo ten próbkowy szał wygląda baaardzo ciekawie! Muszę kiedyś spróbować tych sławnych kwasów Cosrx. A ogórek morski przypomina mi na tym obrazku kolczastą kupę xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można zrobić zamówienie z ziomakami :) My tak robimy baaaardzo często, żeby rozłożyć kosztu wysyłki, albo załapać się na darmową.

      Usuń
    2. Fajny plan, niestety w otoczeniu brak fanatyczek kosmetyków :( Ale zapamiętałam sobie tę esencję na pryszcze i poszukam gdzieś z darmową wysyłką - muszę jej spróbować!

      Usuń
  8. Koreańskie kosmetyki mnie nie interesują, ale informacje dla wielu osób będą bardzo pomocne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zamawiałam w tym sklepie raz i niestety się zniechęciłam :-( Głównym celem była słynna esencja Missha, dużo tańsza niż w Jolse. Żeby była pełnia szczęścia, dorzuciłam do zamówienia kilka próbek. Zapłaciłam kartą kredytową, po czym dostałam maila z potwierdzeniem, a potem drugiego z info, że przepraszają, ale esencja im się skończyła... Smuteczek :-(

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam straszną barierę przed kupowaniem czegokolwiek na zagranicznych stronach. :D

    OdpowiedzUsuń