niedziela, 15 października 2017

Najstraszniejsze wpadki i wypadki podczas uczenia chińskich dzieci


Uczenie angielskiego w Chinach to praca dość lukratywna, która niestety ma trochę minusów. Od złych wiz, przez ukrywanie tożsamości i oszustwa ze strony pracodawców, aż po rozpieszczone chińskie dzieci. A dzieci, jak to dzieci, czasami przychodzi im do głowy coś bardzo dziwnego lub też głupiego. Nauczycielom zresztą też... Jakie straszliwe sytuacje zdarzyły nam się w ciągu dwóch lat pracy w Chinach? Zapraszamy do poczytania kilku anegdotek!


1. Krwiożercza Wendy 

W jakiś tajemniczy sposób dwie najstraszniejsze historie z mojej, kejkowej, kariery nauczycielskiej miały miejsce w pierwszym semestrze. A jakże by inaczej! Najlepiej, jak nauczyciel nowy, bez zbytniego doświadczenia i nie wie, jak sobie ze wszystkim radzić, a w dodatku nie do końca rozumie, że dzieci mogą być baaardzo różne. Tak oto w moim pierwszym chińskim przedszkolu trafiła mi się dziewczynka o wdzięcznym imieniu Wendy.

Ostrzyżona na krótko, z pucołowatą, ale miłą i rumianą twarzą wydawała się słodkim dzieckiem. A jednak w ułamku sekundy jej twarz potrafiła przybrać diaboliczny wyraz i z opętańczym wzrokiem szukać ofiary. A to złośliwie siadła na czyimś krzesełku i następowała bitka, a to zabrała komuś nalepkę (a zdobywanie nalepek to najważniejszy cel w edukacji), a to tańczyła wesoło w takt piosenki, ale jak tylko przechodziło inne dziecko to rzucała się na nie, by choć raz uderzyć... Warto dodać, że dziewczynka owa miała lat dwa. Czemu przedszkole tolerowało takie zachowania? - zapytacie. Otóż... była to córka siostrzenicy dyrektorki. I wszystko jasne! Nawet nie można się poskarżyć na jej paskudne zachowanie, bo komu?

Bić się zawsze najlepiej!


Bardzo często zabierałam jej nalepki, czy też nie zapraszałam do zabaw. Nic nie skutkowało, bo dziewczynka, mimo że zdolna, miała w dupie moje nagrody (mama kupiła jej lepsze), a durne gry jej nie interesowały. Pewnego dnia chciała jednak wziąć udział w prostej grze, co wybitnie mnie ucieszyło. Na podłodze były rozłożone obrazki, a dwoje dzieci (z przeciwnych stron) skakało nad nimi na przemian podając słowo po angielsku. Gdy spotykały się na środku miały przybić sobie piątki. Radości było co niemiara! 

Wendy bawiła się świetnie. Gdy doszła do środka, zamiast przybić piątki, postanowiła przytulić dziewczynkę. Przez ułamek sekundy pomyślałam "jak słodko..." i straciłam czujność. Wendy zamarkowała bowiem przytulenie i tak naprawdę z całych sił ugryzła dziewczynkę w policzek pod okiem. Mocno. Naprawdę mocno. Milusiej dziewczynce Miu Miu (o pięknych imionach chińskich dzieci poczytacie tutaj) odbiły się na twarzy wszystkie zęby i twarz zaczęła okropnie puchnąć. Wendy w ryk, Miu Miu w ryk, Katarzyna w ryk. Oj było... Choć o dziwo matki, które przyszły odbierać dzieci, nie powiedziały nic brzydkiego. Niestety Miu Miu chodziła z opuchniętą buzią przez tydzień, a ślady zębisk zeszły po 2 tygodniach.


2. Niespodziewane drgawki

Nie wiem, czy pamiętacie, ale dla Katarzyny najbardziej traumatycznym doświadczeniem było uczenie w podstawówce. Nie miała wtedy doświadczenia, a dzieci nie za bardzo bały się jej ciastkowej gęby i całkowicie ignorowały jej wysiłki. Ogarnięcie klasy składającej się z 45 dwunastolatków, które nie mówią po angielsku? Na dodatek granie z nimi w gry i robienie zabaw, bo dzieci nie powinny na angielskim nawet pisać... to naprawdę było straszne. Poza tym chińskie nauczycielki ulatniały się po 10 minutach i trzeba było radzić sobie samemu. Katarzyna często płakała na myśl, że musi tam znowu iść...

Nauczyciela trzeba szanować i mu salutować, o tak!


Pewnego dnia jeden z chłopców z szóstej klasy wstał i zaczął bardzo głośno krzyczeć po chińsku. Próba uspokojenia go po angielsku nie działała, dlatego Kaha przeszła na chiński. Nie dało się jednak wyciągnąć od chłopca powodów jego nerwów i robiło się coraz gorzej. Wstał, pchnął z całej siły swoją ławkę do przodu, zaczął kopać kolejne ławki, okropnie przy tym krzycząc. Na koniec dostał drgawek. I co tu robić? Serio co zrobić, skoro nie ma chińskiej nauczycielki?! Przecież nie mogę wyjść jej szukać, bo nie zostawię chłopca w ataku, który jednocześnie jest agresywny, a dzieci nie mogą wychodzić z klasy. Z dwojga złego wysłałam dziewczynkę, która miała dyżur. Okazało się, że chłopiec jest na coś chory, miewa problemy z takimi atakami i bywa wybitnie agresywny. No to spoko, że mnie ktoś uprzedził i że zadbał też o bezpieczeństwo tego chłopca, czy innych dzieci.

A zdenerwowały go tak pogłoski o tym, że zakochał się niby w jakiejś dziewczynie... W podstawówce okrutna obelga!


3. Festiwal rzygania

Ta historia nie będzie zbyt długa. Pamiętacie, jak Katarzyna opisywała Wam rzucenie pracy w Gaole Castle, bardzo dziwnej placówce? Jeśli nie to zapraszamy do poczytania! Klasa dzieci poniżej drugiego roku życia aklimatyzowała się w przedszkolu naprawdę trudno. W związku z tym wiecznie zdarzały się płacze, noszenie ich na rękach i tulenie, gdy z żalu za brakiem mamy dostawały histerii. Niestety niektóre dzieci płakały tak przez kilka tygodni. 

Chińskie dzieci muszą jednak zachowywać się w odpowiedni sposób. Co z tego, że wyje? Teraz jest śniadanie i ma jeść! Zasadzaj mu ryż do ryjka, nawet jak się krztusi. Nie lubi mleka? Ma pić! Co z tego, że ma nietolerancję. Niestety wszelkie takie działania prowadziły do tego, że dzieciaki rzygały na potęgę. Zgadnijcie, kto miał najmiększe serce i nosił akurat płaczącą dziewczynkę, która nie chciała wcale zjeść tej brei, a na dodatek chce do mamy? BINGO!

Jak widać, Katarzyna i tak kochała swoją pracę



4. Pobita nauczycielka

Jednym z najdziwniejszych instytucji, w których pracowałyśmy, był Children Palace. Rodzaj komunistycznego domu kultury z zajęciami dodatkowymi dla dzieci. Placówka rządowa, gdzie oczywiście pracowałyśmy na nielegalu.

Tam Katarzyna poznała swojego najbardziej "ulubionego" ucznia - Tigera. Chłopiec ów miał wtedy lat 6, ale był baaardzo wyrośnięty. Dzięki swojej, według 6-7 latków, uber męskiej sylwetce miał posłuch w całej klasie. Ba! Był wielkim bossem. W związku z tym uważał, że nie musi się uczyć angielskiego, brać udziału w durnych zabawach, czy też robić cokolwiek innego. Nie był to chłopiec głupi, bo gdy chciał szło mu bardzo dobrze. Był natomiast bardzo złośliwy i jeżeli nie pozwalałam mu spać na lekcjach, niszczył mi pomoce naukowe albo rozwalał zabawy.


Pewnego razu nie wytrzymałam i kazałam mu wyjść za drzwi, skoro nie chce się uczyć. Pod salą siedzieli rodzice, więc byłby to dla niego wielki wstyd. Oczywiście nie posłuchał. Otworzyłam więc drzwi, tak żeby wszyscy widzieli i kazałam mu wyjść jeszcze raz. Moja chińska asystentka tłumaczyła mu po chińsku, że przesadził i wypad. Dalej nic. Przyszła więc jego matka, Tiger się awanturował, a ja tłumaczyłam, jak zazwyczaj się zachowuje. W trakcie awantury, która odbywała się przy jego matce, Tiger z całej siły uderzył nauczycielkę w twarz. Zamachnął się również na mnie, ale złapałam jego rękę w locie, bo nie pozwolę, żeby biło mnie dziecko. Jego matka nie zareagowała w ogóle. Wyobrażacie sobie? Matka nie reaguje, gdy jej dziecko bije nauczycielkę.

Zawsze, gdy miałam półtorej godziny zajęć z klasą Tigera pocieszałam się, że ktoś jest jego przedszkolanką. Ktoś jest też jego matką i musi go znosić w domu... Cały czas!


5. Keczup w furii

W naszych karierach nauczycielskich spotykałyśmy pilne, urocze i miłe dzieci, ale niestety, najlepiej pamięta się typy z piekła rodem. Taką właśnie klasę otrzymała kiedyś Keczup, ponieważ ich poprzedni nauczyciel w nie do końca poznanych okolicznościach nagle zniknął (więc prawdopodobnie po prostu zwiał). Gwiazdą tejże klasy była Annie, 12 - letnia świetnie zapowiadająca się psychopatka, która w trakcie lekcji podbiegała i zaczynała bić chińską nauczycielkę, pryskać jej w oczy młodzieżową perfumą lub próbować rzucić o ścianę projektorem, słowem sama radość. Annie oczywiście trzymała w szachu całą klasę, a szczególnie dziewczęta, z których każda chciała być taka jak ona. Na lekcjach oczywiście nie zamierzali się uczyć, więc czas spędzaliśmy na licznych grach i zabawach. Niestety Keczup, choć zazwyczaj wybitnie wyluzowana, raz popadła w wielki szał...


Było to wtedy, gdy podczas wesołej gry, która o dziwo przebiegała wspaniale, Annie dała sygnał do niszczenia materiałów. Wszystkie dzieci (nawet grzeczne i nieśmiałe dziewczynki, taka była moc Annie) zaczęły drzeć piękne obrazki, robić z nich samolociki i rzucać po klasie. Keczup, która swoją jedyną tego dnia przerwę spędziła na drukowaniu i przygotowywaniu owych materiałów wściekła się okrutnie. Na początek z dzikim rykiem wydarła młodzieży z rąk materiały, potem skrzyczała ich okrutnie (kilka niecenzuralnych słów też się zdarzyło), po czym zmięła wszystko w wielką kulę i ruchem godnym koszykarza NBA wykonała rzut przez całą klasę prosto do kosza. Z szałem w oczach obrzuciła dzieci morderczym wzrokiem, po czym wyszła z klasy. Gdy już miała tryumfalnie trzasnąć drzwiami przypomniała sobie (a raczej zauważyła), że siedzą tam rodzice owych dzieci. Ups, momentalnie twarz jej rozjaśnił wielki uśmiech, udała, że szuka wzrokiem asystentki, po czym wróciła do klasy. Młodzież siedziała struchlała. Keczup już widziała siebie wylatującą z roboty, więc uśmiechnęła się wesoło.
- Dzieci, pani nauczycielka jest zła, jak nikczemnie się zachowujecie. Zrozumiano?!
Zrozumiano. Wróciliśmy do lekcji, a Annie posłała Keczupowi wzrok pod tytułem "no, szacun". Warto wspomnieć, że na ostatniej lekcji w tej klasie, Annie nieco nieśmiało i z zażenowaniem wręczyła Keczupowi na pamiątkę narysowany przez siebie obrazek ze słodkim króliczkiem.

Pamiętajcie, materiały naukowe należy niszczyć (choć te akurat wykonała Katarzyna).



6. Walka o rękę nauczyciela

Zazdrość przybiera różne formy i może się zdarzyć, że dojdzie do strat w ludziach z powodu... ręki. Tak tak, wśród dzieci w wieku przedszkolnym możliwość chodzenia z nauczycielem zza granicy za rękę było wielką atrakcją i wyróżnieniem. Z tego powodu, gdy szło się z klasy na plac zabaw i z powrotem zaczynała się walka! Zazwyczaj, żeby była sprawiedliwość za każdym razem teacher Keczup dziarsko chwytała małe rączki innych dzieci, jednak dwie dziewczynki okazały się wyjątkowo zacięte. Nie dość, że odpychały kolegów z klasy, a nieraz i ich biły to raz stanęły w szranki między sobą. Otóż gdy jedna z nich wesoło machała już dłonią teacher Keczupa gotowa do wymarszu, jej rywalka... z całej siły wgryzła się jej w dłoń! Co gorsza nie chciała puścić! Wszystkie dzieci w histerii, nauczycielki też, Keczup nie wie, co czynić, dziewczynka wyje, druga zadowolona z siebie, koniec świata. Ostatecznie udało się je rozdzielić i zmusić winowajczynię do przeprosin na forum klasy, ale w rezultacie ich rywalizacja jeszcze się zaostrzyła!

Zawsze lepiej się bić, niż bawić się w takim otoczeniu.





7. Angielski po polsku

Czasami lekcji było mnóstwo, jedna po drugiej. Zdarzało się pracować od rana do 22 (tak, to normalne, że siedmiolatki mają angielski do 22). W dodatku w pracy mówiło się po angielsku, na ulicy po chińsku, w domu po polsku i czasami mózg zaczynał dziwnie pracować. Gdy krzyczysz na kogoś w metrze po polsku nie ma biedy, ale na lekcji angielskiego... no jest. Niestety i nam zdarzyło się zapomnieć i bezwiednie wtrącić jakieś polskie słowo. Najczęściej było to:
- CO?! - gdy uczeń odpowiedział wyjątkowo głupio
- JEZU/BOŻE - gdy poziom klasy był wybitnie żenujący (na szczęście te słowa wypowiadało się po cichu)
- NIEEEEE - jak powyżej, tylko głośno
Naszemu koledze zdarzyło się nawet soczyste KU*WA! W takim wypadku należało zareagować szybko i sprawnie, a możliwości były takie:
a) gdy w klasie jesteśmy tylko my i dzieci - udawać, że nic się nie stało i dalej paplać po angielsku
b) gdy w klasie jest asystentka, która słabo zna angielski - jak wyżej
c) gdy w klasie jest asystentka, która zna angielski - złapać się za usta, wytrzeszczyć oczy i zachowywać się, jakby strasznie się przeklęło, po czym zacząć głupio chichotać
Na szczęście zdarzyło się to każdej z nas raz czy dwa i uszło na sucho, ale byli i tacy nauczyciele, którzy podpisywali swoje foldery na szkolnych komputerach po polsku lub po rosyjsku. Szybkie zdemaskowanie gwarantowane!


I to już wszystkie z naszych przygód z piekła rodem. Która z nich wydaje się Wam najgorsza? Czy spotykają Was w pracy jakieś dziwne wpadki?

My cieszymy się bardzo, że nasza nauczycielska kariera przeminęła na wieki. Wam życzymy udanego tygodnia w pracy i w szkole! XOXO.

5 komentarzy:

  1. Ojej, nie zazdroszczę, haha :D W porównaniu do chińskich dzieci - polskie to aniołki :D Miałam praktyki w przedszkolu i naprawdę trafiłam na grzeczne i ułożone dzieciaki :) Pozdrawiam! paulacierpiak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezle przygody, wiem sama ze najtrudniej pracuje sie z ludzmi. P.S. Wszystkiego najlepszego z okazji spoznionego Dnia Nauczyciela (14.10) ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż tak ciężko to chyba nie miałem, ale chyba na wywiejowach dzieci i rodzice są mniej zmanierowani niż w bardziej topowych miastach. No i jednak, laowai to towar deficytowy, więc się starają nie przegiąć, bo jak jeden zniknie, to kto wie kiedy będzie drugi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Historyjki jak na Halloween... Zdecydowanie to nie jest praca dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja od siebie dodam, że chiński system nauczania angielskiego jest tak wspaniały w swoim zamyśle, że chiński student przyjeżdżający do Wiednia, żeby zostać drugim Mozartem, nie wie co to "pencil" jeśli słowo to nie zostanie wypowiedziane tak jak mieli napisane w książce "pensyl", tylko bardziej miękko na końcu.
    Żaden z nich nie rozumie, że przecież są różne akcenty, a różnica niewielka i idzie się połapać. Ich uczyli, że pensyl, to pensyl.

    OdpowiedzUsuń