czwartek, 9 listopada 2017

Poznajmy się! 5 ciekawostek o Keczupie i Katarzynie


Nawet teraz pamiętamy, jakim szokiem było dla nas, gdy nasz blogowy fanpejdż zaczęły lajkować osoby o nieznanych nam nazwiskach. Tak tak, nigdy nie spodziewałyśmy się, że będzie nas czytać ktoś poza rodziną. A jest Was już tak wielu <3. Dlatego postanowiłyśmy, że co jakiś czas będą się pojawiać wpisy, które pozwolą Wam poznać nas lepiej. Dzisiaj mamy dla Was kilka ciekawostek. Czy są to żenujące tajemnice? Oceńcie sami!


1. Skąd jesteśmy?

Jeśli myślicie, że znałyśmy się całe życie to jesteście w błędzie. Poznałyśmy się na studiach na szanownym Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie obie podjęłyśmy edukację w dziedzinie etnologii i antropologii kulturowej.


Do Krakowa obie przyjechałyśmy ze wschodnich krańców Polski. Karolus Keczupus pochodzi z Białegostoku i możecie to czasem wychwycić w jej specyficznym sposobie mówienia. Co prawda nie zaciąga ona straszliwie, ale swój pozna swego! Katarzyna pochodzi natomiast z Podkarpacia i objawia się to tym, że "chodzi na pole" i "świeci światło". Jak każdy człowiek z tamtych stron, traktuje Podkarpacie jako mityczną krainę. Choć nie takich lokalnych patriotów mieliśmy na studiach. Pozdrawiamy tutaj Maćka i Kornela <3.


2. Ulubione postaci z bajek

Może Wam się wydać, że w tym wieku człowiek powinien być dorosły i poważny, a ulubione postaci z bajek to tylko mgliste wspomnienie z dzieciństwa. My opieramy się jednak temu bzdurnemu myśleniu! Nasze życie jest ogółem bardzo kawaii (po japońsku słowo to oznacza coś w stylu "słodziaszcze", kto mangozjeb ten wie), jednak wyjazd do Chin otworzył nowe możliwości. W Azji nie trzeba się wstydzić, że 40 letnia kobieta lubi Hello Kitty, a nastoletni chłopcy noszą maskotki przyczepione do torby. I właśnie tam w pełni mogłyśmy objawić swój potencjał.

Kaha fanatycznie wręcz kocha misia Rilakkuma. Jest to najbardziej leniwy i marudny miś świata, a pochodzi, jakżeby inaczej, z japońskiej kreskówki. W Chinach pokój Katarzyny był przerażającą wręcz jaskinią słodziaszczości. Dywan z Rilakkumą, zasłony z Rilakkumą, misiowa pościel, misiowe pudła na majty i miosiowe kubeczki na długopisy. A w otoczeniu tego wszystkiego kilka metrowych maskotek. A to Rilakkuma w przebraniu pszczoły, a to na wycieczce w Paryżu. Niestety w czasie strasznej przeprowadzki do Polski, większość rzeczy musiała pozostać w Zhongło. Udało się jednak uratować miseczkę na owsiankę i kilka pięknych gadżetów. Katarzyna pisze to wszystko odziana w swoje... dressy w Rilakkumę. Hype is real!



Keczup poważa również różniste postaci z Japonii, jednak jej umiłowana postać nie zmieniła się od ponad... 20 lat. Jest to Sknerus McKwacz, który jak wiadomo szukał złota w Klondike, był wybitnie skąpy i lubić zażywać kąpieli w pieniądzach. Keczup podobnie jak swój idol, trzęsie się nad grosiwem okrutnie. Warto dodać, że posiada również kolekcję specjalnych komiksów o młodości Sknerusa, obecnie białych kruków!


3. Lolita i czemu czasem tak dziwnie wyglądamy?

Kiedy naszego bloga czytali tylko nasi znajomi, nie musiałyśmy nic tłumaczyć, bo wiedzieli oni, że mamy takie dziwaczne zainteresowania. Jednak dla nowych czytelników zaskakującym może być, gdy wrzucamy zdjęcia w takich oto stylizacjach. Posępnych, bądź też mniej. Postanowiłyśmy więc wyjaśnić Wam, cóż to za dziwna moda.




Lolita Fashion to rodzaj ulicznej mody, która narodziła się na Harajuku, czyli w alternatywnej dzielnicy Tokio. Po latach ewoluowała i rozprzestrzeniła się na świat. My mniej lub bardziej interesujemy się nią od blisko 10 lat,  ale jakieś 7-8 lat temu Katarzyna postanowiła się tak odziewać. Jak postanowiła, tak też zrobiła. Zdarzało jej się okresy, że odziewała się tak na co dzień. Czy to w Polsce, czy to w Czechach, czy w Chinach. Keczup zawsze traktowała lolitę jako przyodziewek odświętny. Nasza kolekcja sukienek wielce urosła w Chinach, bo tam miałyśmy łatwy dostęp do dobrych rzeczy po taniości oraz dobrze zarabiałyśmy.

Wiemy, że moda alternatywna nie jest dla każdego, ale nas nudzi odziewanie jeansów (chyba, że są porwane), T-shirtów (chyba, że są z blackowymi hordami). Teraz absolutnie nie chce nam się nosić halek i wszystkiego na co dzień, dlatego stawiamy raczej na robienie hardszych stylizacji raz na jakiś czas. Jeśli jesteście ich ciekawi to więcej jest zazwyczaj na Instagramie.


4. Ulubione jedzenie

Jeszcze przed wyjazdem do Azji jadłyśmy głównie... jedzenie azjatyckie. Dzięki temu w Chinach mogłyśmy się wyżywić po taniości - kuchnia tajska, malezyjska, koreańska, japońska są tam całkiem niedrogie. W związku z tym nie musiałyśmy wydawać dużo hajsu na jedzenie zachodnie i mogłyśmy... wydać więcej na sukienki i podróże. Co ciekawe... nie lubimy kuchni chińskich, szczególnie tych z południa Chin. Oczywiście jest trochę chińskich potraw, które poważamy bardzo bardzo, jednak przegrywają one z kretesem, gdy postawimy je obok dobrego ramenu czy green curry.

Ciężko nam zawsze zdecydować, czy bardziej lubimy kuchnię indyjską czy tajską. W zasadzie tajską w kółko uskuteczniamy w naszym domu (tak z 3 razy w tygodniu), a hindusa znacznie częściej jemy "na mieście". Ciągle łamiemy się, czy nie pojechać do Indii... jeść. Do Malezji latałyśmy między innymi w tym celu.




Oprócz kuchni azjatyckich kochamy również... MAKARON. Kuchnia włoska to zdecydowanie najpyszniejsza kuchnia w Europie. Jeśli nie jemy akurat jakiegoś curry to w 95% przypadkach wybierzemy pastę. Choć ostatnio staramy się być na diecie niskowęglowodanowej i makaron jest zakazany (jest to straszny ból w sercu Keczupa, która w kółko łamie dietę).


5. Pies czy kot?

To jedno z odwiecznych pytań, które zadaje się człowiekowi, by dowiedzieć się, czy nadaje się na przyjaciela. Jak to wygląda u nas?

Karol Keczup miała kiedyś wspaniałego kota o wdzięcznym imieniu Parówa i uważa, że koty są znacznie milsze niż psy. Same się myją, nie śmierdzą i przybierają pozycję wielkiego bochna chleba. Są takie mięciusie i milusie, a na dodatek mruczą śpiąc na kanapie obok człowieka. Wydawałoby się, że zwierzątko idealne. Mają też niestety też kilka wad np. wywołują alergię.


https://www.zwierzakowo.pl/portal/pies-czy-kot/

Katarzyna uważa, że najmilszym zwierzątkiem jest pies. Zawsze się cieszy na widok człowieka, można sobie z nim spacerować i ogółem jest bardzo wesoły. Spacerować trzeba niestety również rano, a wynajęte mieszkanie nie do końca nadaje się do jego przetrzymywania. W domu rodzinnym Kahy jest 4,5 psa (jeden tylko na zasadach przedszkola, gdy jej brat jest w pracy), więc jak chce dostać alergii to może sobie jechać do domu.

By pogodzić te sprzeczność w wyborze zwierzątka i zminimalizować ryzyko wystąpienia alergii, postanowiłyśmy, że kupimy... jeża pigmejskiego. Niestety czeka nas znów szukanie mieszkania i przeprowadzka, ale już postanowione, że wiosną Miecz Jeżak dołączy do naszej wesołej ekipy!



Dajcie znać, czy coś Was zaskoczyło i czy jest coś, czego chcielibyście się dowiedzieć.

XOXOXO

12 komentarzy:

  1. Zawsze milo sie o Was czyta dziewczyny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Bardzo fajnie się czytało o Was:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze się czegoś dowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie chcę Was dołować, aleee miałam kiedyś jeżyka pigmejskiego. Tak mnie uczulał, że nie mogłam się nim zajmować, wiec go oddałam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś kolejną osobą, która daje nam znać o uczuleniowej mocy jeży i nasze serca są złamane :(.

      Usuń
  5. O tak jedzenie indyjskie i tajskie mniam mniam <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Też wolę psy. Koty mnie wkurzają jak nie wiem co. Mimo, że mam dwa to koegzystencja z nimi sięga granic mojej cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak kotki wkurzają? Milusie i mięciusie! Obecnie w moim domu rodzinnym siedzą dwa psy, które lubię i poważam, więc to nie jest tak, że jestem zatwardziałą kocią fanką. Psy też są wporzo :D. // Keczup

      Usuń
  7. Ooo, na jeża to bym nigdy nie wpadła! Pasuje do słodziaśnej stylówki ♥ A co do postaci z bajek - u mnie króluje Kubuś Puchatek i My Little Pony. I niech mi ktoś tylko spróbuje powiedzieć, że to nie jest ok. Odgryzę mu głowę :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że jest ok! Przecież Kubuś Puchatek to piękne studium psychologiczne współczesnego człowieka :P.

      Usuń
  8. Bardzo fajny post.. nie można wam odmówić oryginalności 😙 A ja kocham wszystkie zwierzaki 😄

    OdpowiedzUsuń
  9. Keczupie! Nasz kot nazywał się Bubul, przezwisko Parówa było dla niego uwłaczające i nie reagował na nie (na Bubula zresztą też nie). DCz

    OdpowiedzUsuń